Sauriel wylądował na polanie dokładnie tak, jak wyglądał i dokładnie tak, jak powinien. Czyli idealnie. I z niespodzianką, o której jeszcze sam nie miał pojęcia, ale która doskonale wpasowywała się w to, jaką niespodzianką był fakt wyjścia z tamtego piekła bez żadnego zadrapania. Nawet nie pobrudził sobie czarnej szaty, na którą spojrzał i teatralnie przesunął po niej dłonią, jakby chciał coś z niej strzepnąć. Niewidzialny pyłek. A zrobił to tylko z czystej złośliwości. Był to i tak bardzo malutki popis jego kiepskiego humoru, jakim spięta była chwilowo jego kapryśna osobowość. Dla Śmierciożerców zaś pewnie miłą niespodzianką było to, że Kat tej wspaniałej organizacji milczał. A żeby on milczał i nie rzucał żadnych komentarzy to naprawdę... o boginii, która odeszłaś nam tej nocy, cud się stał, zaiste! Cud śmierci i narodzin zadziwiająco potrafił się ze sobą mieszać w tak oderwanych od rzeczywistości chwilach jak te, które miały miejsce podczas Beltane.
Podniósł czarne oczy na zebranych w różnym stanie. Jedni nadal zgrzani i pod wpływem adrenaliny, inni ledwo trzymający się na nogach. I jeden... jeden... płaczący. Jak małe dziecko. Nie wiedziałeś, co mu się stało i jaką tragedię przeżył. Jakie obrazy teraz odtwarzał przed swoimi oczami z tą twarzą wbitą w glebę. Że pewnie nie czuł nawet zapachu świeżej trawy, bo jego nozdrza wypełnione były jeszcze smogiem - tym swędem spalenizny zewsząd. Ale wiecie co? Ni chuja go to nie obchodziło. Podszedł do leżącego i złapał go za włosy, ciągnąc w górę. Wymuszając na nim podniesienie się, tylko po to, żeby przyjebać mu w ten głupi ryj. Nie na tyle mocno, żeby coś mu zrobić, ale i nie na tyle lekko, żeby nazwać to zwykłym plaskaczem. Dla pewności przytrzymał jego ramię. By nie upadł z powrotem. I aby Dante przyswoił, kto go trzyma. Żeby ogarnął swoją głupią dupę, bo nie będzie żadnego proszenia. Normalnie by jeszcze na niego nabuczał, że jak ma za małego penisa to żeby się nie pakował drugi raz pod nogi żeby tu teraz sceny robić, ale, podkreślając, NA (nie)SZCZĘŚCIE - mówić nie mógł. Puścił go.
... i w tym samym momencie pojawił się wujek Chester.
- Starusszku! Zajebiście wyglądasz! - Nie powiedział nigdy Sauriel. Za to pomyślał. I to bardzo szybko i bardzo krzywo, bo jego uwaga skupiła się na tym, czego wzrok sam w sobie nie obejmował. Wyciągnął różdżkę i wzniósł ją, prawie jakby chciał właśnie pierdolnąć wujaszka jakimś pierwszym lepszym zaklęciem, ale nie. Wypatrywał śladów na ziemi, albo kształtów, na których piasek podnoszony przez wiatr mógłby się załamywać. Czegokolwiek. Niestety dla pozostałych - nie bardzo mógł powiedzieć wprost, co się dzieje.
4 kropy fizyczne, więc +40 do tego, co daje 101 ([dalmatyńczyków] to pewnie ta niespodzianka])
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.