01.07.2023, 15:05 ✶
Nie odpowiedział nic. Nie przerwał też w żaden sposób milczenia, które towarzyszyło im w drodze do sali. Poza zmęczeniem niewiele pokazywał na zewnątrz - może jakieś rozedrganie, szybszy chód niż zazwyczaj, ale on i tak zawsze szybko chodził i często się przepracowywał - nic w tym dziwnego, nic nadzwyczajnego... Niby nie, ale... Nawet ktoś taki jak on posiadał uczucia. W obliczu tak wielu rzeczy, które wydarzyły się w ciągu ostatnich trzech dni, nie można było nie zakładać, że przeżywał w środku wiele. Pozostawał jednak białą kartką - był oklumentą, w dodatku wygaszonym aurowidzem, nie miał żadnego problemu z ukryciem swoich emocji przed kimś mniej wprawionym. Aktorem dobrym nie był, ale też nie był na tyle ludzki, żeby się w takiej sytuacji popłakać. Kiedy się oboje znaleźli w tej sali, po prostu stanął przy jej łóżku i zawiesił na niej spojrzenie.
- Szczerze mówiąc... - zaczął nagle, grzebiąc po kieszeniach - nie spodziewałem się, że będzie wyglądała tak spokojnie. Twój list brzmiał tak, jakbym miał przyjść się z nią pożegnać i od razu podpisać dokumenty. - Ze wcześniej wspomnianej kieszeni wyciągnął paczkę papierosów, których nie zdążył zapalić przed wejściem. Ruszył nawet w stronę okna i mogło się wydawać, że nie dość, że wszedł do środka w tych ciężkich, ubłoconych buciorach, to jeszcze spróbuje zapalić fajkę w pokoju z umierającą siostrą, ale kiedy podniósł do góry okiennicę, do środka wleciała jego sowa. - Przepraszam, nawet nie wiem, czy tutaj można wchodzić z sowami, ale napisałem do ojca. - Nawet pogróżki by go nie skusiły do przegonienia jej stąd, bo musiał napisać jeszcze do Dumbledore'a, więc wydał jej krótką komendę: stój, żeby została na parapecie. Odczepił liścik przywiązany do jej nóżki, rozwinął go i głośno westchnął. - Nie przyjedzie. - Nie dziwiło go to nawet. Chciał dodać, że „są zajęci szukaniem zaginionych”, ale to było jakieś takie oczywiste. Gdyby go nie wygonili na siłę do domu, żeby się wyspał, też by pewnie teraz tam maszerował, a listu o odnalezieniu Idy nie miałby jak odebrać. - Pewnie też spałaś dzisiaj w pracy? - Zapytał jej, wyciągając z kieszeni resztkę kartki. Porwana ulotka znaleziona na Beltane - ta co zapraszała mugoli na festiwal piwny. Do tego maleńki ołówek, właściwie to jego resztka zaostrzona nożem tak, że grafit był nierówny. Widać było, że był rozkojarzony, bo zadał jej pytanie, a potem błyskawicznie porzucił ten wątek, zajmując się rwaniem papieru na dwie równe części. Do Dumbledore'a jednak pisać nie musiał, bo wiadomość od ojca brzmiała „przekazałem Harper”, do Ashling i Effimery też, bo wiedziały, że go do przynajmniej jutra nie będzie. Ale był też Bertie, który pewnie chciał wiedzieć, że jeszcze żyje, a nie dał mu znaku życia, odkąd został wybrany do patrolu na sabacie. No i była... Zapowietrzył się aż, kiedy kartka rozdarła się do końca. Była też Eden. Zapisał te liściki koślawo, nie zwinął ich też szczególnie elegancko, jedynie zagiął jeden z nich w rogu. Pokazał to zgięcie sowie. - Do Botta. - Sowa skinęła głową. Podniósł drugi liścik, niezgięty. - Do Malfoy. - Sowa przekręciła głowę. - ...Lestrange - poprawił się. Sowa znów skinęła głową i momentalnie zniknęła za okiennicą, którą Moody zamknął. Następnie wrócił do siostry.
- Dziękuję. Za list. Za wszystko, znaczy się.
Chciał ją za coś przeprosić. Jeszcze nie wiedział za co, ale to „przepraszam” jakoś samo cisnęło się na usta. Chciałby wziąć odpowiedzialność za to wszystko co się stało, za wszystkie te porażki, za wszystkie śmierci, tylko jakoś nie potrafił znaleźć pretekstu.
- Szczerze mówiąc... - zaczął nagle, grzebiąc po kieszeniach - nie spodziewałem się, że będzie wyglądała tak spokojnie. Twój list brzmiał tak, jakbym miał przyjść się z nią pożegnać i od razu podpisać dokumenty. - Ze wcześniej wspomnianej kieszeni wyciągnął paczkę papierosów, których nie zdążył zapalić przed wejściem. Ruszył nawet w stronę okna i mogło się wydawać, że nie dość, że wszedł do środka w tych ciężkich, ubłoconych buciorach, to jeszcze spróbuje zapalić fajkę w pokoju z umierającą siostrą, ale kiedy podniósł do góry okiennicę, do środka wleciała jego sowa. - Przepraszam, nawet nie wiem, czy tutaj można wchodzić z sowami, ale napisałem do ojca. - Nawet pogróżki by go nie skusiły do przegonienia jej stąd, bo musiał napisać jeszcze do Dumbledore'a, więc wydał jej krótką komendę: stój, żeby została na parapecie. Odczepił liścik przywiązany do jej nóżki, rozwinął go i głośno westchnął. - Nie przyjedzie. - Nie dziwiło go to nawet. Chciał dodać, że „są zajęci szukaniem zaginionych”, ale to było jakieś takie oczywiste. Gdyby go nie wygonili na siłę do domu, żeby się wyspał, też by pewnie teraz tam maszerował, a listu o odnalezieniu Idy nie miałby jak odebrać. - Pewnie też spałaś dzisiaj w pracy? - Zapytał jej, wyciągając z kieszeni resztkę kartki. Porwana ulotka znaleziona na Beltane - ta co zapraszała mugoli na festiwal piwny. Do tego maleńki ołówek, właściwie to jego resztka zaostrzona nożem tak, że grafit był nierówny. Widać było, że był rozkojarzony, bo zadał jej pytanie, a potem błyskawicznie porzucił ten wątek, zajmując się rwaniem papieru na dwie równe części. Do Dumbledore'a jednak pisać nie musiał, bo wiadomość od ojca brzmiała „przekazałem Harper”, do Ashling i Effimery też, bo wiedziały, że go do przynajmniej jutra nie będzie. Ale był też Bertie, który pewnie chciał wiedzieć, że jeszcze żyje, a nie dał mu znaku życia, odkąd został wybrany do patrolu na sabacie. No i była... Zapowietrzył się aż, kiedy kartka rozdarła się do końca. Była też Eden. Zapisał te liściki koślawo, nie zwinął ich też szczególnie elegancko, jedynie zagiął jeden z nich w rogu. Pokazał to zgięcie sowie. - Do Botta. - Sowa skinęła głową. Podniósł drugi liścik, niezgięty. - Do Malfoy. - Sowa przekręciła głowę. - ...Lestrange - poprawił się. Sowa znów skinęła głową i momentalnie zniknęła za okiennicą, którą Moody zamknął. Następnie wrócił do siostry.
- Dziękuję. Za list. Za wszystko, znaczy się.
Chciał ją za coś przeprosić. Jeszcze nie wiedział za co, ale to „przepraszam” jakoś samo cisnęło się na usta. Chciałby wziąć odpowiedzialność za to wszystko co się stało, za wszystkie te porażki, za wszystkie śmierci, tylko jakoś nie potrafił znaleźć pretekstu.
fear is the mind-killer.