Pukanie w okienko za pierwszym razem zignorowała. Często o tej porze przychodziły jakieś stare kobiety po eliksiry wzmacniające, więc nie miała zamiaru otwierać szybciej. Nie czuła się tak, jakby przespała całą noc. Wręcz miała wrażenie, że spała około dwóch godziny i jej głowa wręcz wydawała się ciężka, jakby wypełniona ołowiem. W jej głowie oprócz pytań dotyczących ostatniej nocy krążył również Godryk poznany na Beltane, atak, który odbył się w tamten dzień i osoby, które straciły tam życie i swoich bliskich. Czuła się podle przez to, więc nie chciała oglądać ludzi, którzy przychodzili za wcześnie. Osoba jednak za drzwiami była zbyt nachalna, aby ją zignorować, więc spojrzała w tamtym kierunku i zobaczyła wysokiego mężczyznę. Zmarszczyła brwi, mając wrażenie, że go znała. Podeszła do drzwi, machnęła różdżką, otwierając je, ale nie miała szansy zagrodzić mu wejścia. Słysząc ten głos, dreszcz przeszedł po jej plecach i karku.
– Rookwood – mruknęła, unosząc brew do góry. Nie przywitała się z nim, tylko uważnie go obserwowała.
Gdyby Rookwood wiedział jak dobrym pracownikiem, była Avelina zapewne sam by prosił ją o to, aby dla niego pracowała. Paxton była pracoholiczką z krwi i kości. Zawsze znalazła czas, aby pracować i wymówkę, aby z nikim nie wychodzić. Praca była jej życiem. Nie pracowała, aby żyć – pracowała, bo to lubiła.
Gdy jego ciemne oczy spoczęły na niej, uniosła podbródek, zapominając o opatrunku na szyi, który zapewne powinna zmienić, a nawet o tym nie wiedziała, nie była w ogóle świadoma tego, że coś złego wydarzyło się jeszcze kilka godzin temu i, że powinna obawiać się mężczyzn bardziej, niż ostrzegała ją mama. W oczach mógł zobaczyć ten błysk złośliwości, który pojawiał się tylko przy nim. Jego spojrzenie było dla niej ciężkie i niezrozumiałe, bo miał oczy dobre, ale przepełnione dziwną psychozą, złem, które chciało go pożreć, a ona nie potrafiła tego zrozumieć i sobie wytłumaczyć. W każdym z ludzi było dobro albo się je do siebie dopuszczało, albo je zgniatało, a Rookwood robił właśnie to drugie.
Przewróciła oczami na jego słowa i miała mu już coś powiedzieć, ale ten dalej paplał. Był czasami gorszy od kobiet, bo sama Avelina naprawdę mało mówiła. Dlatego otaczała się osobami, które dużo gadały, osobami, które same prowadziły dialogi, a ona mogła słuchać.
– Jeśli potwierdzę, że jesteśmy sami, co się stanie? – zapytała mijąc go i kierując się do lady, za którą czuła się pewniej i stabilniej. Zwłaszcza w pobliżu tego człowieka, jakim był Augustus. – I nie chowam się za szminką, a za kociołkiem i jeśli nie przyszedłeś po zawartość jednego z nich, to tam są drzwi! – wskazała powoli drzwi wyjściowe. Czekała na jego odpowiedź i kolejny ruch.