01.07.2023, 22:26 ✶
Zbyłem chwilowo jej zapytanie o ciekawe znajomości oraz szmaty, choć coś mi w tym nie grało. Zdawała się nie wiedzieć, od czego ma tę ranę, a na dodatek nie kojarzyła faktów za bardzo, tego, co do niej mówiłem. Widać było, że jest zmęczona, mimo że z pewnością napoiła się eliksirowymi wspomagaczami.
Cóż, przyjdzie jeszcze na to czas i wyjaśni się sprawa. Bardziej mnie nagliła kwestia eliksirów. Potrzebowałem ich, kończyły mi się zapasy, a mój dotychczasowy dostawca zniknął. Poza tym nie pijałem byle czego, a jego eliksiry dawały wiele do życzenia.
Pokręciłem głową, jak gdybym nie godził się na zapłatę za jej eliksiry. Tak naprawdę nie mieściło mi się w głowie, że jeszcze śmiała mi sugerować podobne wyłudzenia. Nie byłem pasożytem.
- I dobrze. Nie potrzebuję jałmużny. Mam pieniądze - odparłem oschle. Mogła odczuć nagły spadek ciepła, którym mogłem wcześniej emanować. Powiało zdecydowanym chłodem. - Jeśli się postarasz, to dostaniesz nawet premię. Potrzebuję perfekcyjnych eliksirów, a nie gówna. Słyszałem o tobie dobre opinie, więc mnie nie zawiedź.
Mogła traktować to jako groźbę. Dla mnie po prostu było ważnym, bym płacił za coś, co faktycznie miało jakąś wartość. Miałem już dość zastanawiania się, czy jedna dawka wystarczy, a już teraz czułem, że mógłbym zażyć coś na uspokojenie. Czasami zbyt łatwo było mi się zdenerwować. O bzdety.
Odetchnąłem głęboko. Kilka razy. Nie chciałem robić burdy w sklepiku z eliksirami. Byłem tu bądź co bądź oficjalnie, w swoim typowym ubiorze i za chwilę zamierzałem skierować się do Ministerstwa Magii, do pracy. Wolałem nie być tam eskortowany przez aurorów i - nie daj Merlinie - jeszcze może przez samego Rookwooda Seniora.
Uświadomiłem sobie, że zaciskam dłoń na różdżce, więc ją chwilowo odłożyłem na blat. Wzdłuż krawędzi. Pedantycznie równo.
- Będę rad, jeśli podejmiesz się zlecenia. Nie mówię tego za często, ale, hmm, zależy mi na tym. I na dyskrecji, konkretnie. Bez żadnych żartów, Avelino - mówiłem, pod koniec schodząc do szeptu. Obejrzałem się za siebie, czy nikt się tam nie czaił. Nikogo nie było, więc wróciłem wzrokiem do niej. Oceniłem, że mogłem być z nią szczery. Zdarzały się sytuacje, w czasach Hogwartu, kiedy mogłem na niej polegać. Nie zawiodła mnie, pomimo swej burzliwej natury. - Buduję karierę w Ministerstwie Magii, jestem Antropologiem z szansami na awans... W prasie czy w pracy szukają tylko odpowiedniego tematu by pociągnąć dalej bezduszne plotki czy fakty, a będę potrzebował podobnych eliksirów co w szkole. Szczegóły możemy jak najbardziej obgadać w dyskretnym miejscu, ale to... Myślę, że późnym popołudniem bądź nawet wieczorem. Teraz muszę zmierzać do pracy. Wybierz porę i miejsce. Dostosuję się, byleby była prywatność do bólu.
Wynurzyłem się. Nie przepadałem za tym, bo wedle mego sumienia, nie powinienem ufać nikomu, ale nie można było tak żyć i załatwiać spraw. Czasami trzeba było komuś zaufać i lepiej było korzystać z usług... czy też pomocy osób, które się znało. Niezależnie od tego, czy mi się to podobało, czy też nie.
Cóż, przyjdzie jeszcze na to czas i wyjaśni się sprawa. Bardziej mnie nagliła kwestia eliksirów. Potrzebowałem ich, kończyły mi się zapasy, a mój dotychczasowy dostawca zniknął. Poza tym nie pijałem byle czego, a jego eliksiry dawały wiele do życzenia.
Pokręciłem głową, jak gdybym nie godził się na zapłatę za jej eliksiry. Tak naprawdę nie mieściło mi się w głowie, że jeszcze śmiała mi sugerować podobne wyłudzenia. Nie byłem pasożytem.
- I dobrze. Nie potrzebuję jałmużny. Mam pieniądze - odparłem oschle. Mogła odczuć nagły spadek ciepła, którym mogłem wcześniej emanować. Powiało zdecydowanym chłodem. - Jeśli się postarasz, to dostaniesz nawet premię. Potrzebuję perfekcyjnych eliksirów, a nie gówna. Słyszałem o tobie dobre opinie, więc mnie nie zawiedź.
Mogła traktować to jako groźbę. Dla mnie po prostu było ważnym, bym płacił za coś, co faktycznie miało jakąś wartość. Miałem już dość zastanawiania się, czy jedna dawka wystarczy, a już teraz czułem, że mógłbym zażyć coś na uspokojenie. Czasami zbyt łatwo było mi się zdenerwować. O bzdety.
Odetchnąłem głęboko. Kilka razy. Nie chciałem robić burdy w sklepiku z eliksirami. Byłem tu bądź co bądź oficjalnie, w swoim typowym ubiorze i za chwilę zamierzałem skierować się do Ministerstwa Magii, do pracy. Wolałem nie być tam eskortowany przez aurorów i - nie daj Merlinie - jeszcze może przez samego Rookwooda Seniora.
Uświadomiłem sobie, że zaciskam dłoń na różdżce, więc ją chwilowo odłożyłem na blat. Wzdłuż krawędzi. Pedantycznie równo.
- Będę rad, jeśli podejmiesz się zlecenia. Nie mówię tego za często, ale, hmm, zależy mi na tym. I na dyskrecji, konkretnie. Bez żadnych żartów, Avelino - mówiłem, pod koniec schodząc do szeptu. Obejrzałem się za siebie, czy nikt się tam nie czaił. Nikogo nie było, więc wróciłem wzrokiem do niej. Oceniłem, że mogłem być z nią szczery. Zdarzały się sytuacje, w czasach Hogwartu, kiedy mogłem na niej polegać. Nie zawiodła mnie, pomimo swej burzliwej natury. - Buduję karierę w Ministerstwie Magii, jestem Antropologiem z szansami na awans... W prasie czy w pracy szukają tylko odpowiedniego tematu by pociągnąć dalej bezduszne plotki czy fakty, a będę potrzebował podobnych eliksirów co w szkole. Szczegóły możemy jak najbardziej obgadać w dyskretnym miejscu, ale to... Myślę, że późnym popołudniem bądź nawet wieczorem. Teraz muszę zmierzać do pracy. Wybierz porę i miejsce. Dostosuję się, byleby była prywatność do bólu.
Wynurzyłem się. Nie przepadałem za tym, bo wedle mego sumienia, nie powinienem ufać nikomu, ale nie można było tak żyć i załatwiać spraw. Czasami trzeba było komuś zaufać i lepiej było korzystać z usług... czy też pomocy osób, które się znało. Niezależnie od tego, czy mi się to podobało, czy też nie.