01.07.2023, 23:31 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.07.2023, 23:32 przez Augustus Rookwood.)
Nie uspokoiły mnie jej słowa, ale byłem świadom, że mogę jej zaufać. Gdzieś tam z tyłu głowy miałem myśl, że może ktoś-kiedyś-gdzieś sypnie kasą i wtedy każdy się wygada, ale musiałem zawierzyć. Poza tym mogła wydoić kogoś na kasę za informację i ryzykować niesławą wśród społeczeństwa oraz mą nienawiścią do swojej osoby, a mogła sprzedawać mi eliksiry, zarabiać i spełniać się zawodowo. Nie lepiej? Tak, ten scenariusz egzystencji z pewnością był lepszy dla Paxton, więc jako Krukonka musiała wybrać tę drogą. Nie bez powodu trafiła do Ravenclaw. Tępą pizdą nie była.
- Jestem rad - odparłem, kłamiąc rzecz jasna, ale pragnąłem również siebie utwierdzić w tym kłamstwie. Zresztą, zrobię u niej pierwsze zakupy, sprawdzi się, zrobię kolejne i potem już poleci. Nie będę się zastanawiał, czy mogę jej zaufać, bo wtedy będzie już to dla mnie normą. Tak, jak to miało miejsce lata temu, więc...
- Tylko się postaraj z tym listem i nie bazgrz jak bazyliszek pazurem - poprosiłem, skoro sama przecież postanowiła wrócić do trybu złośnicy. Czasami nóż się otwierał w kieszeni, kiedy tylko ją słyszał, nie mówiąc już o sensie jej słów. Tylko że byłem wciąż wzburzony, jeszcze mi całkowicie nie przeszło, więc też jakoś nie szło mi to przycinanie. Dalej miałem pustkę w głowie, więc ucieszyłem się, że przypomniała mi o tym opatrunku.
- Tylko gdyby ktoś pytał, to wcale tego nie robiłem - burknąłem, zabierając różdżkę z blatu i podchodząc do Aveliny na krześle. I to był ten gorszy temat, który musiałem poruszyć teraz. Nie powinien czekać, szczególnie że nie zdawała sobie sprawy, do czego doszło. Chyba że robiła mnie w konia. Jako sumienny pracownik Ministerstwa, nie mogłem tej sprawy zostawić samej sobie, nawet jeśli zaraz zamierzała mi parsknąć w twarz.
- Avelino, pamiętasz, skąd masz tę ranę? Nie mam zbyt wielu informacji by tę tezę potwierdzić, ale oględziny rany oraz twoje wcześniejsze zmieszanie sugeruje, że zostałaś ukąszona przez wampiry oraz że ów wampir wymazał ci fragment pamięci. Pamiętasz w pełni ostatnią dobę... albo nawet dwie w pełnej krasie? - mówiłem to powoli, obserwując jej reakcję. W międzyczasie, skupiony dokładnie oczyściłem jej ranę, Rzuciłem zaklęcie wspierające gojenie, choć przy wampirzym jadzie raczej nie miało być specjalnie skuteczne i należało z pewnością je wielokrotnie powtórzyć aby rana szybko się zagoiła. Na koniec nałożyłem świeży opatrunek, który nie był przesiąknięty krwią. Spojrzałem na jej wargi, po czym również dotknąłem je delikatnie swoim kciukiem prawej ręki.
Ta rana również mogła być skutkiem ataku. Ciężko było stwierdzić, bo było kilka innych mikro zagojonych ran na jej ustach. Były ciepłe, żywe. Nie takie, jak wargi trupów z kostnicy. Zimne i twarde. Hmm. Byłem blisko, za blisko. Tym samym uświadomiłem sobie, że jeszcze tak blisko Aveliny Paxton nie byłem, więc żeby nie dostać po mordzie, z czego ciężko byłoby mi się wytłumaczyć w pracy oraz w domu, postanowiłem wstać i cofnąć się o kilka kroków. Zabrałem swoją różdżkę, oczywiście. Wrzuciłem ją do specjalnie wydzielonej kieszeni w letniej marynarce, trzykrotnie sprawdzając, czy tam jest i odpowiednio siedzi.
- Kieruję się do Ministerstwa Magii. Jeśli się obawiasz podróżować sama, to możesz iść ze mną... Ale moim zdaniem, powinnaś to zgłosić. Nie wiesz kto to jest.... - odparłem zatroskany. Takiego mogła mnie znać, gdyż tę twarz wyrobiłem w sobie w celach zawodowych. Współczucie, empatia, profesjonalizm.
- Jestem rad - odparłem, kłamiąc rzecz jasna, ale pragnąłem również siebie utwierdzić w tym kłamstwie. Zresztą, zrobię u niej pierwsze zakupy, sprawdzi się, zrobię kolejne i potem już poleci. Nie będę się zastanawiał, czy mogę jej zaufać, bo wtedy będzie już to dla mnie normą. Tak, jak to miało miejsce lata temu, więc...
- Tylko się postaraj z tym listem i nie bazgrz jak bazyliszek pazurem - poprosiłem, skoro sama przecież postanowiła wrócić do trybu złośnicy. Czasami nóż się otwierał w kieszeni, kiedy tylko ją słyszał, nie mówiąc już o sensie jej słów. Tylko że byłem wciąż wzburzony, jeszcze mi całkowicie nie przeszło, więc też jakoś nie szło mi to przycinanie. Dalej miałem pustkę w głowie, więc ucieszyłem się, że przypomniała mi o tym opatrunku.
- Tylko gdyby ktoś pytał, to wcale tego nie robiłem - burknąłem, zabierając różdżkę z blatu i podchodząc do Aveliny na krześle. I to był ten gorszy temat, który musiałem poruszyć teraz. Nie powinien czekać, szczególnie że nie zdawała sobie sprawy, do czego doszło. Chyba że robiła mnie w konia. Jako sumienny pracownik Ministerstwa, nie mogłem tej sprawy zostawić samej sobie, nawet jeśli zaraz zamierzała mi parsknąć w twarz.
- Avelino, pamiętasz, skąd masz tę ranę? Nie mam zbyt wielu informacji by tę tezę potwierdzić, ale oględziny rany oraz twoje wcześniejsze zmieszanie sugeruje, że zostałaś ukąszona przez wampiry oraz że ów wampir wymazał ci fragment pamięci. Pamiętasz w pełni ostatnią dobę... albo nawet dwie w pełnej krasie? - mówiłem to powoli, obserwując jej reakcję. W międzyczasie, skupiony dokładnie oczyściłem jej ranę, Rzuciłem zaklęcie wspierające gojenie, choć przy wampirzym jadzie raczej nie miało być specjalnie skuteczne i należało z pewnością je wielokrotnie powtórzyć aby rana szybko się zagoiła. Na koniec nałożyłem świeży opatrunek, który nie był przesiąknięty krwią. Spojrzałem na jej wargi, po czym również dotknąłem je delikatnie swoim kciukiem prawej ręki.
Ta rana również mogła być skutkiem ataku. Ciężko było stwierdzić, bo było kilka innych mikro zagojonych ran na jej ustach. Były ciepłe, żywe. Nie takie, jak wargi trupów z kostnicy. Zimne i twarde. Hmm. Byłem blisko, za blisko. Tym samym uświadomiłem sobie, że jeszcze tak blisko Aveliny Paxton nie byłem, więc żeby nie dostać po mordzie, z czego ciężko byłoby mi się wytłumaczyć w pracy oraz w domu, postanowiłem wstać i cofnąć się o kilka kroków. Zabrałem swoją różdżkę, oczywiście. Wrzuciłem ją do specjalnie wydzielonej kieszeni w letniej marynarce, trzykrotnie sprawdzając, czy tam jest i odpowiednio siedzi.
- Kieruję się do Ministerstwa Magii. Jeśli się obawiasz podróżować sama, to możesz iść ze mną... Ale moim zdaniem, powinnaś to zgłosić. Nie wiesz kto to jest.... - odparłem zatroskany. Takiego mogła mnie znać, gdyż tę twarz wyrobiłem w sobie w celach zawodowych. Współczucie, empatia, profesjonalizm.