02.07.2023, 11:03 ✶
Z koleżankami Loretty miał osobiście ten problem, że z reguły były przez nią dobierane według pewnego klucza, takie odnosił wrażenie. Zarówno on jak i jego siostra, jako kapryśne dzieciaki z eliciarskich sfer o wiele łatwiej przychodziło im kreacja własnego otoczenia według własnych upodobań, niż jakakolwiek autorefleksja nas samym sobą i wprowadzanie zmian we własnej osobie. Dlatego też, z tego co zdążył zauważyć, koleżanki Loretty musiały być od niej gorsze, po prostu. Musiała być od nich albo ciut ładniejsza, ciut bardziej bystra, ciut bardziej utalentowana, ale rzadko kiedy wszystko naraz. No bo przecież to słodka Lori musiała być gwiazdką, która świeci najjaśniejszym światłem we własnym gronie, ale grono to nie mogło składać się z samych szkolnych przegrywów. I rozumiał to doskonale, sam dusząc się we własnym sosie z zawodników quidditcha i reszty ambicjonalnych dupków. Severine łamała ten schemat, stąd wzbudziła zainteresowanie Louvaina. Jeśli ktoś oprócz niego był w stanie przebić się przez tą zaporę humorzastej artystki, musiał mieć w sobie coś wybitnego, coś oryginalnego, coś co trafiało w gusta jego bliźniaczki, a te zawsze trzymały wysoki poziom.
I jemu nie było zbyt wygodnie w tej nowej aurze. Przestrzeń którą sami przed sobą otworzyli, oferowała o wiele mniej swobody, niż to co mieli wcześniej. Z każdą chwilą w tej niedopowiedzianej niezręczności, naprawdę zaczynał żałować, że zdecydowali się na to zbliżenie. Choć może to wyłącznie w jego głowie, jednak przyjaciółka również wydawała mu się jakaś inna. Bo kiedy dostrzegł to niby zadowolenie, na jego sugestię, że kogoś ma, coś zaczęło tutaj grać, ale zupełnie w nie te tony, co powinno. - To nie jest najważniejszy wolumen, moja droga. - odparł z naciąganą nutą gentelmeńskiej powściągliwości. Obrócił szklaneczkę z trunkiem w dłoniach kilka razy, wbijając podejrzliwy wzrok w przyjaciółkę. Kłamała tak dobrze jak on, może nawet lepiej i gdyby nie znali się na tyle długo to byłby w stanie łyknąć to w jaki sposób przedstawiła jak pogodnie odebrała to co jej przedstawił. - Nawet moja siostra nie cieszy się z moich związków... - zaczął spokojnym, lecz poważnie dosadnym tonem głosu, robiąc małą pauzę na łyk whisky - co Ty kombinujesz co? - nie odrywał od niej wzroku, licząc że jego ciężki wzrok zmusi ją do zdradzenia swoich skrytych intencji w swojej mikroekspresji. Ucieczka spojrzeniem w bok, nerwowy podbródek, impulsywne drganie linii szczęki? Cokolwiek co pozwoli mu zrozumieć zachowanie przyjaciółki.
I jemu nie było zbyt wygodnie w tej nowej aurze. Przestrzeń którą sami przed sobą otworzyli, oferowała o wiele mniej swobody, niż to co mieli wcześniej. Z każdą chwilą w tej niedopowiedzianej niezręczności, naprawdę zaczynał żałować, że zdecydowali się na to zbliżenie. Choć może to wyłącznie w jego głowie, jednak przyjaciółka również wydawała mu się jakaś inna. Bo kiedy dostrzegł to niby zadowolenie, na jego sugestię, że kogoś ma, coś zaczęło tutaj grać, ale zupełnie w nie te tony, co powinno. - To nie jest najważniejszy wolumen, moja droga. - odparł z naciąganą nutą gentelmeńskiej powściągliwości. Obrócił szklaneczkę z trunkiem w dłoniach kilka razy, wbijając podejrzliwy wzrok w przyjaciółkę. Kłamała tak dobrze jak on, może nawet lepiej i gdyby nie znali się na tyle długo to byłby w stanie łyknąć to w jaki sposób przedstawiła jak pogodnie odebrała to co jej przedstawił. - Nawet moja siostra nie cieszy się z moich związków... - zaczął spokojnym, lecz poważnie dosadnym tonem głosu, robiąc małą pauzę na łyk whisky - co Ty kombinujesz co? - nie odrywał od niej wzroku, licząc że jego ciężki wzrok zmusi ją do zdradzenia swoich skrytych intencji w swojej mikroekspresji. Ucieczka spojrzeniem w bok, nerwowy podbródek, impulsywne drganie linii szczęki? Cokolwiek co pozwoli mu zrozumieć zachowanie przyjaciółki.