02.07.2023, 11:54 ✶
Nie było nikogo, ani niczego do oswajania. Jeśli już to wyłącznie oswoić się z bólem i permanentną deprywacją wobec poczucia bezpieczeństwa i stabilności. Tragiczna była ta ich relacja, od samych podstaw i ich założeń. Przynosiło im to wyłącznie nowe sposoby na autodestrukcje i wzajemne wyniszczanie wrażliwości, choć w tej ich batalii zależało mu wyłącznie na dobrze Loretty. Jeśli się kogoś kocha to się go nie krzywdzi, sama myśl o tym powinna być przesłanką że odpłynęli w stronę w której nic oprócz bólu ich tam nie czeka. Lou z pozycji obserwatora dostrzegał to znakomicie, jak jego siostrzyczka przygasa, jak ulatuje z niej ta gorączkowa inspiracja życiem, przez rozczarowującą i dobijającą relację z własnym narzeczonym. Czasem Louvain nie widział innej możliwości jak wyciąć tą gangrenę z jej życia, raz a dobrze, by więcej nie cierpiała z jego powodu. By jej życie nie zmieniło się w nędzną wegetację.
- Przecież jesteś cudowna i w żaden sposób niczym nie zawiniłaś, zrozum. - odpowiedział momentalnie, pieczętując te słowa niewinnym całusem w czubek, gorączkowej głowy siostry. Być może odrobinę poirytowany, tym jak przyziemne tony przybrały krzyki jej rozpaczy, dalej jednak starał się pozostać zatroskany jej żalem i drobnymi gestami przywrócić cząstki spokoju. Zaczesał roztargany kosmyk włosów za ucho. Deklaracja zabójstwa mimowolnie wywołała skrępowany uśmiech na jego twarzy i choć słyszał już takie wobec Leandra od niej już kilka razy, ta wydawała się być dobitna jak nigdy. - Jakie nikomu nie dasz? Jesteś LORETTA LESTRANGE, czy jakaś jałówka-rozpłodówka? Poproszę więcej godności na tej twarzy. - uśmiechnął się na koniec pogodnie tak jak potrafił być pogodnym wyłącznie dla niej, chcąc delikatnie obrócić sytuację w żart. Mówiąc to jednocześnie otarł, haftowaną chusteczką z marynarki, jej delikatną twarzyczkę z gorzko-słonych grochów.
- Przecież jesteś cudowna i w żaden sposób niczym nie zawiniłaś, zrozum. - odpowiedział momentalnie, pieczętując te słowa niewinnym całusem w czubek, gorączkowej głowy siostry. Być może odrobinę poirytowany, tym jak przyziemne tony przybrały krzyki jej rozpaczy, dalej jednak starał się pozostać zatroskany jej żalem i drobnymi gestami przywrócić cząstki spokoju. Zaczesał roztargany kosmyk włosów za ucho. Deklaracja zabójstwa mimowolnie wywołała skrępowany uśmiech na jego twarzy i choć słyszał już takie wobec Leandra od niej już kilka razy, ta wydawała się być dobitna jak nigdy. - Jakie nikomu nie dasz? Jesteś LORETTA LESTRANGE, czy jakaś jałówka-rozpłodówka? Poproszę więcej godności na tej twarzy. - uśmiechnął się na koniec pogodnie tak jak potrafił być pogodnym wyłącznie dla niej, chcąc delikatnie obrócić sytuację w żart. Mówiąc to jednocześnie otarł, haftowaną chusteczką z marynarki, jej delikatną twarzyczkę z gorzko-słonych grochów.