02.07.2023, 15:26 ✶
Doskonale wiedział na czym polega ten mechanizm przez który nie mogła się od niego oderwać na dobre. I może nie potrafił tego dobrze ubrać w słowa, ani przedstawić tego w racjonalny sposób przy użyciu odpowiednich terminów z socjologii, to wiedział. Wiedział, że przy właściwym dla niej usposobieniu potrzebuje, naprawdę wysublimowanych, wręcz predefiniowanych dla jej temperamentu bodźców, zarówno fizycznych jak i emocjonalnych. Byle gentelmen z czarodziejskich salonów nawet nie przechodził obok takich, które rzeczywiście mogłyby poruszyć jej wnętrzem. Pech chciał, że operować na tych wibracjach potrafił właśnie Leander. Musiał to być czarodziej o wnętrzu ludzkiej padliny, bo mało kto o stabilnej moralności potrafiłby tak odpowiednio balansować pomiędzy tym co właściwe, a tym czego pragnęła, a co jednocześnie tak szkodziło zdrowiu Loretty. Zakrawało to o prawdziwe uzależnienie, bo skoro wciąż chcesz to przyjmować, ale sprawia ci to krzywdę, to jak inaczej to nazwać? Nie uczucie, nie relacja, używka dla zmysłów, ciała i duszy. Ostatecznie diler tej używki odstąpił, ale ryzyku nawrotu nałogu wciąż pozostawało, prawda?
- To teraz jeszcze pokochaj siebie. I wiąż się więcej z takimi dupkami, dobrze? - odparł, a gdzieś na końcu gardła poczuł uścisk. Chociaż starał się jak mógł, by tego nie ukazywać, to podskórnie tymi trzema słowami rozczuliła go dobitnie. Musiał ją wspierać, przecież nie mógł inaczej to oczywiste. Nie zawsze potrafił ochronić ją przed niebezpieczeństwem i złem tego świata, bo niekiedy tego właśnie chciała dla siebie, ale przynajmniej w takich chwilach jak ta mógł okazać się prawdziwym wsparciem jakiego potrzebowała i na jakie zasługiwała. Jakim bliźniakiem okazałby się, gdyby uciekał od jej problemów, czy nie potrafił udźwignąć tego razem z nią. Przecież nikt nie w świecie nie rozumiał ich tak, jak oni rozumieli siebie wzajemnie. I nawet był w stanie puścić bokiem jej chorobliwą zazdrość o niego i każdą pannę u jego boku.
Zegarek na jego ręce zapiszczał cicho, a on spojrzał na niego rozczarowanym wzrokiem. No tak, już zdążył zapomnieć, że wciąż jednak był w pracy, a to tylko przerwa na lunch. Wahał się z myślami. - Poradzisz sobie sama? - zapytał niepewnie, bo choć nie chciał teraz zostawiać siostry samej w tym całym bałaganie, to dalej miał swoje obowiązki. Z drugiej też strony, dla niego, świat mógłby nie istnieć bez Loretty, dlatego jeśli wciąż bała się samotności to był gotów zostać i pal licho te całe ministerstwo w diabły.
- To teraz jeszcze pokochaj siebie. I wiąż się więcej z takimi dupkami, dobrze? - odparł, a gdzieś na końcu gardła poczuł uścisk. Chociaż starał się jak mógł, by tego nie ukazywać, to podskórnie tymi trzema słowami rozczuliła go dobitnie. Musiał ją wspierać, przecież nie mógł inaczej to oczywiste. Nie zawsze potrafił ochronić ją przed niebezpieczeństwem i złem tego świata, bo niekiedy tego właśnie chciała dla siebie, ale przynajmniej w takich chwilach jak ta mógł okazać się prawdziwym wsparciem jakiego potrzebowała i na jakie zasługiwała. Jakim bliźniakiem okazałby się, gdyby uciekał od jej problemów, czy nie potrafił udźwignąć tego razem z nią. Przecież nikt nie w świecie nie rozumiał ich tak, jak oni rozumieli siebie wzajemnie. I nawet był w stanie puścić bokiem jej chorobliwą zazdrość o niego i każdą pannę u jego boku.
Zegarek na jego ręce zapiszczał cicho, a on spojrzał na niego rozczarowanym wzrokiem. No tak, już zdążył zapomnieć, że wciąż jednak był w pracy, a to tylko przerwa na lunch. Wahał się z myślami. - Poradzisz sobie sama? - zapytał niepewnie, bo choć nie chciał teraz zostawiać siostry samej w tym całym bałaganie, to dalej miał swoje obowiązki. Z drugiej też strony, dla niego, świat mógłby nie istnieć bez Loretty, dlatego jeśli wciąż bała się samotności to był gotów zostać i pal licho te całe ministerstwo w diabły.