02.07.2023, 17:38 ✶
Jak na razie Cathalowi tego nie przyznała, ale była mu bardzo wdzięczna, że praktycznie zmusił ich do wyniesienia się z Polany Ognisk. Bo gdyby tam pozostali… wzdrygała się w duchu na myśl o znalezieniu się w całym chaosie, o którym nie dało się nie słyszeć. I tak to, czego była świadkiem nie wyglądało zbyt kolorowo, więc…
… była całkiem pewna, że wszelkie wiadomości nie do końca odwzorowywały rzeczywistość. Szczęściem, jej Beltane specjalnie nie dotknęło. W rodzinie wszyscy zdrowi i tak dalej, najbliżsi współpracownicy też uszli z tego cało; nawet udało się pogonić cholernego ducha.
Gorzej, że jednocześnie zaszła pewna zmiana, której nie potrafiła wytłumaczyć za żadną cholerę i którą to jednocześnie usiłowała zdusić na wszelkie możliwe sposoby. No bo co to za porządki – zabawili się i nagle mgła miłości przesłania jej oczy?! W jakiś sposób czuła się w zasadzie za stara na takie uniesienia, woląc do tematu podchodzić bardziej praktycznie niż romantycznie.
Szczęściem, miała na czym się skupiać, by skutecznie odwracać uwagę. No i czuła też ekscytację – w końcu znalazła się tutaj, w Walii, na terenach, którym mieli poświęcić sporo czasu i wyszarpać im skrywane tajemnice. Przypominało to dobieranie się do pudełka czekoladek, w którym każda słodkość była inna – na co dokładnie natrafią? Miało się okazać dokładnie w momencie trafienia na to. Póki co dreptała gdzieś za Calem, rozglądając się na wszystkie możliwe strony.
I była wręcz zachwycona. Tak, w „roboczych” ubraniach czuła się jak ryba w wodzie; były wręcz jej drugą skórą, przylegającą o wiele lepiej niż stroje bardziej wystawne, w których brylowała na salonach, wyciskając galeony z darczyńców, niczym sok z cytryny. A po drugie – nie dało się nie szczerzyć w duchu na myśl o tych wszystkich klątwach, jakie się tu znajdują. Zagadkach do rozwikłania. I może, przy okazji, inspiracji do własnych…
Pytań, jak na razie nie miała, wydając się bardziej zaaferowaną teraz samym murem niż tym, co się działo tuż obok. Ale… raczej to nie tak, że nie słuchała Cathala, choć jeśli ktoś jej dobrze nie znał, to mógł mieć wątpliwości.
… była całkiem pewna, że wszelkie wiadomości nie do końca odwzorowywały rzeczywistość. Szczęściem, jej Beltane specjalnie nie dotknęło. W rodzinie wszyscy zdrowi i tak dalej, najbliżsi współpracownicy też uszli z tego cało; nawet udało się pogonić cholernego ducha.
Gorzej, że jednocześnie zaszła pewna zmiana, której nie potrafiła wytłumaczyć za żadną cholerę i którą to jednocześnie usiłowała zdusić na wszelkie możliwe sposoby. No bo co to za porządki – zabawili się i nagle mgła miłości przesłania jej oczy?! W jakiś sposób czuła się w zasadzie za stara na takie uniesienia, woląc do tematu podchodzić bardziej praktycznie niż romantycznie.
Szczęściem, miała na czym się skupiać, by skutecznie odwracać uwagę. No i czuła też ekscytację – w końcu znalazła się tutaj, w Walii, na terenach, którym mieli poświęcić sporo czasu i wyszarpać im skrywane tajemnice. Przypominało to dobieranie się do pudełka czekoladek, w którym każda słodkość była inna – na co dokładnie natrafią? Miało się okazać dokładnie w momencie trafienia na to. Póki co dreptała gdzieś za Calem, rozglądając się na wszystkie możliwe strony.
I była wręcz zachwycona. Tak, w „roboczych” ubraniach czuła się jak ryba w wodzie; były wręcz jej drugą skórą, przylegającą o wiele lepiej niż stroje bardziej wystawne, w których brylowała na salonach, wyciskając galeony z darczyńców, niczym sok z cytryny. A po drugie – nie dało się nie szczerzyć w duchu na myśl o tych wszystkich klątwach, jakie się tu znajdują. Zagadkach do rozwikłania. I może, przy okazji, inspiracji do własnych…
Pytań, jak na razie nie miała, wydając się bardziej zaaferowaną teraz samym murem niż tym, co się działo tuż obok. Ale… raczej to nie tak, że nie słuchała Cathala, choć jeśli ktoś jej dobrze nie znał, to mógł mieć wątpliwości.