Jeśli ktoś miał uprawiać fokstrota i lądować w brokacie to kto inny, jeśli nie najbardziej poważny Śmierciożerca po tej stronie globu?
Może nie mógł mówić - ale nadal mógł przynosić wstyd Chesterowi. Tyle wygrać!
Oczywiście Sauriel złapał wróżki w dłoń. Nie mógł im nic sensownego powiedzieć, ale wariatki by przecież zostały zdmuchnięte daleko stąd... a jeśli mogłyby mu sypać tak już zawsze brokat..?
Milczał. Bo tylko do tego był zdolny. Jeśli płaczek się nie zamknął to zrobił z nim to, co każdy szanujący się towarzysz broni by uczynił - czyli rzucił go w przód, tym stworom na pożarcie, żeby w razie czego miały jego. Tymczasowa zabawka do zepsucia się, zanim dzikie bestie zaczną wyrywać ich własne trzewia. Bez dosłownego znaczenia.
Było ich tu wszystkich... mało. Za mało. Za mało znajomych twarzy, za mało znajomych znaków, którymi rozpoznawali się między sobą Śmierciożercy, kiedy twarzy nie było widać. I nie było Stanleya. Ani Voldemorta. Czy wszystko na Beltane wzięło w łeb? Aurorzy wygrali? Skąd ta wichura, skąd te dziwaczne bestie? Było mnóstwo pytań, których nawet nie mógł zadać. A gdyby mógł - zapytałbyś? Chciałbyś się czegoś dowiedzieć, tu i teraz, w przeciągu tych 15 minut? W chwilach takich jak ta każda sekunda czekania budowała napięcie i niecierpliwość. A oni nie mieli tutaj poczekać chwilki. Mieli przeczekać cały kwadrans. Czy to wystarczy? Czy może jednak to zdecydowanie za mało? Zostawanie tu wydawało się zwyczajnie samobójcze. Bardzo dużo pytań i niepewnych przewlekało się przez głowę i to takich nie dotyczących nawet samego Beltane i tego, czego dokonał tam Voldemort. Co z Fergusem? Z wesołą Norą? Z Victorią? Z osobami, które jeszcze coś znaczyły - nawet w tak pojebanym i spaczonym świecie jak ten należący do niego. Albo właśnie tym bardziej w tym świecie - bo tacy jak ci wymienieni byli kotwicami, które trzymały jeszcze w pozorach normalności.
Sauriel zamierzał poczekać. I gdyby nie to, że obawiał się, że jak tylko dotknie świstoklika to go przeniesie to już by go złapał, żeby wszyscy inni też poczekać musieli. Problem w tym, że wcale nie był pewien, czy Stanley wróci. Ale jeśli do 15 minut się nie pojawi to może jednak lepiej będzie wrócić. Tak, wrócić na Beltane. I wteedy mógłby też poszukać Victorii i pozostałych...
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.