– Nie chciałbym, abyś się przede mną ukrywała. – odpowiedziałem cicho, spokojnie, subtelnie. Moja aparycja była ogólnie spokojna. Zawsze starałem się zachęcać inne osoby do tego, aby chcieli obcować w moim towarzystwie. W dodatku ta zagadkowa i płochliwa Ula była tak intrygująca. Uśmiechałem się cały czas starając dodać się jej otuchy.
– To dobrze, że nie jesteś tutaj sama. Ostatnio też się robi w Londynie niespokojnie. – zauważyłem z ciężkim westchnięciem. W tym momencie podeszła kelnerka z naszym zamówienie, odchyliłem się lekko, aby miała odpowiednie pole do manewru. Bell poinstruował mnie, gdzie co leży, a potem zwinął się w kłębek pod stołem.
Podrapałem się w tył głowy na jej pytanie o sztukę. Napiłem się kawy.
– Jako dziecko, gdy jeszcze widziałem pamiętam, że lubiłem malować kwiaty, a potem straciłem wzrok, moja matka zmarła jakiś czas później i nie próbowałem nigdy do tego wrócić. Nie widziałem w tym sensu – tu uśmiechnąłem się subtelnie – ale jeśli będziesz miała kiedyś ochotę możesz mi dać lekcję malowania. To może być ciekawe doświadczenie, a żebyś nie miała łatwiej będzie mogła też namalować coś bez patrzenia. – wyszczerzyłem się łobuzersko. To mogłoby być ciekawe doświadczenie. – Opisałabyś mi, co bym stworzył. – zabrałem się za jedzenie, bo naprawdę byłem głodny.