• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 9 10 11 12 13 … 16 Dalej »
[1969] ruinom podobne serce moje | Perseus & Mellvyn

[1969] ruinom podobne serce moje | Perseus & Mellvyn
corbeau noir
— light is easy to love —
show me your darkness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Gdyby Śmierć przybrała ludzką postać, wyglądałaby jak Perseus; wysoki i szczupły, o kredowym licu oraz zapadniętych policzkach. Pojedyncze hebanowe kosmyki opadają na czoło mężczyzny; oczy zaś, czarne jak węgiel z jadeitowymi przebłyskami, przyglądają się swym rozmówcom z niepokojącą natarczywością. Utyka na prawą nogę, w związku z czym jego stały atrybut stanowi mahoniowa laska z głową kruka.

Perseus Black
#1
03.07.2023, 12:39  ✶  

jugosławia, 1969 rok


Po latach będzie gorliwie zapewniał, że wyjechał w tę podróż, aby odnaleźć siebie (zupełnie tak, jakby w Paryżu i Londynie był mniej Perseusem i dopiero ciepły bałkański klimat sprzyjać miał wyzwoleniu jego prawdziwego potencjału), pochylić się nad sobą i uspokoić rozbiegane myśli. W rzeczywistości jednak robił to, co umiał robić najlepiej — uciekał, choć nauczony poprzednimi doświadczeniami powinien wiedzieć już, że nie jest w stanie ukryć się przed sobą samym, a konsekwencje jego decyzji są nieuniknione. Był niczym skazany na karę śmierci przestępca, który kolejnymi apelacjami desperacko próbuje odłożyć w czasie wykonanie wyroku, choć wie, że jego los był i tak przesądzony.
Znajdował się na granicy delirium; niekiedy zdawało mu się, że jedną stopą już przekroczył cienką linię szaleństwa. Niekiedy zdawało mu się, że w wieczornej ciszy paryskiego mieszkania słyszy znajomy głos, ten na wpół ochrypły baryton, nucący mu piosenki Marie Laforêt. Innym razem dostrzegał w tłumie lico podobne do mu niegdyś drogiego; wówczas odruchowo za nim podążał, głuchy na krzyk rozsądku odbijający się echem pod czaszką, zawsze tak samo rozczarowany, gdy blond loki okazały się należeć do innego młodzieńca. W pewnym momencie zdał sobie sprawę z tego, że wieczorami celowo kładzie na parapecie zapaloną świecę, ich dyskretny znak.
Wyparcie było mechanizmem obronnym, lecz pomagało tylko na krótką chwilę. Bez względu na to, jak usilnie starał się zapomnieć i wmówić sobie, że to nie miało miejsca, palce wciąż pamiętały miażdżoną grdykę Raphaëla, przedramiona zdawały się nadal nosić ślady paznokci byłego kochanka wbijających się w skórę, gdy zapamiętale walczył o oddech. I wreszcie słony smak własnych łez, gdy bezskutecznie starał się go uratować, bolesne skurcze żołądka przez następne godziny i zimne łazienkowe kafelki do których zmęczony wymiotowaniem przytulał policzek, dreszcze wstrząsające jego ciałem w oczekiwaniu na przybycie Lycoris i rozpacz, która każdego kolejnego dnia przygniatała go coraz mocniej, i mocniej, aż w końcu rzuciła go na kolana.
Nie miał pojęcia, w jaki sposób znalazł się w górach Jugosławii; w miejscu wspomnień zionęła czarna otchłań, z której wyłaniały się pojedyncze pozbawione logiczności obrazy. Stał na Pont des Arts i patrzył w zimną toń Sekwany. Później przyglądał się pociągom. Świstoklik? Tak, chyba chwycił za świstoklik, bo w uszach wciąż szumiało mu jak podczas teleportacji — zapytany gdzie oraz w jakich okolicznościach do tego doszło, nie potrafiłby znaleźć na to odpowiedzi. Nie sądził, że kieliszek wina, jaki wypił do obiadu, wpłynął na niego w taki sposób. Działał bez namysłu i zborności, sprawiał wrażenie zbyt odrętwiałego, by mieć w tym jakikolwiek większy cel. Chciał tylko przeć naprzód. Dalej, jak najdalej od Paryża.
Gdy nareszcie odzyskał świadomość, przytrzymywał kapelusz, aby nie został porwany przez wiatr. Podeszwy skórzanych butów ślizgały z trudem znajdowały oparcie na górskiej ścieżce, zaś elegancka laska z głową kruka — od kilku tygodni stały atrybut Perseusa — bezustannie klinowała się pomiędzy kamieniami. Postawił kołnierz płaszcza, starając się chronić twarz przed kroplami deszczu boleśnie rozbijającymi się na jego skórze. Był zmęczony, głodny i przede wszystkim przerażony własną dezorientacją. Znalazł wreszcie szczelinę pomiędzy dwiema skalnymi ścianami; zbyt małą i odkrytą, by jakieś zwierzę urządziło sobie w niej leże, lecz wystarczająco dużą, by dać mu częściowe schronienie przed zimnem i deszczem. Usiadł więc na lichej górskiej trawie, ukrył twarz w dłoniach i gorzko zapłakał nad swoją bezsilnością.


[Obrazek: 2eLtgy5.png]
if i can't find peace, give me a bitter glory



« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Mellvyn Ollivander (497), Perseus Black (697)




Wiadomości w tym wątku
[1969] ruinom podobne serce moje | Perseus & Mellvyn - przez Perseus Black - 03.07.2023, 12:39
RE: [1969] ruinom podobne serce moje | Perseus & Mellvyn - przez Mellvyn Ollivander - 11.08.2023, 14:05
RE: [1969] ruinom podobne serce moje | Perseus & Mellvyn - przez Perseus Black - 10.09.2023, 22:09

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa