03.07.2023, 16:23 ✶
Moje myśli wirowały wokół Vespery i jej nowego kochasia. Byłem pewien, że nic sobie nie zrobili z mojej chwilowej obecności i kontynuowali to, co tak niepotrzebnie im przerwałem, czyż nie? Czy ja się w ogóle w jakimkolwiek stopniu liczyłem? Czy może byłem duchem? Właśnie, gdzie była ta suka Marta? Nie miałem okazji jej poznać. Zawsze jej nie było, kiedy z chłopakami próbowaliśmy ją wywołać by pokazała nam cyca, hah.
Bleh. Wyobraziłem sobie właśnie, jak kumpel obmacuje cycki mojej siostry...
Ewidentnie się skrzywiłem, odbijając się rękoma od umywalki. Wyprostowałem się dumnie, przez co chcąc nie chcąc spojrzałem w lustro. Zobaczyłem to, czego nie chciałem widzieć. Ujrzałem swoją twarz. Brzydką, we wściekłym grymasie. Zmęczoną, siną w okolicach oczu. Nie przepadałem za momentami, kiedy traciłem nad sobą kontrolę. To było słabe, poniżej mojej godności.
Zacisnąłem wargi i wtedy coś usłyszałem. Nie powiem, przestraszyłem się. Obróciłem się napięcie, niezadowolony. Nawet nie pomyślałem, że mogła to być ta głupia Marta. Sam nie wiem, czego się spodziewałem, ale to nieistotne, bo miałem przed sobą delikwentkę zakłócającą mój spokój. Krukonka... Niemalże splunąłem na tę myśl.
Nie wiedzieć kiedy, wyciągnąłem swoją różdżkę z kieszeni i właśnie celowałem w jej kierunku. Zapewne to instynkt. Uczyłem się tego w Klubie Pojedynków - zwarty i gotowy o każdej porze.
- Nie powinnaś być taka przemądrzała... - zawtórowałem za nią niezbyt przyjemnym tonem. Naśladowałem ją. Ile ona mogła mieć lat? Smarkula. I już taki zadarty nos. - Stworzyłaś z Martą klub dziwaków? - zapytałem, kiwając na nią. Wyglądała żałośnie. Wymemłana spódniczka, panicznie ściśnięta stara książka. Brakowało jeszcze pryszczy na twarzy.
Jakoś tak wyszło, że tej różdżki wciąż nie opuściłem.
Bleh. Wyobraziłem sobie właśnie, jak kumpel obmacuje cycki mojej siostry...
Ewidentnie się skrzywiłem, odbijając się rękoma od umywalki. Wyprostowałem się dumnie, przez co chcąc nie chcąc spojrzałem w lustro. Zobaczyłem to, czego nie chciałem widzieć. Ujrzałem swoją twarz. Brzydką, we wściekłym grymasie. Zmęczoną, siną w okolicach oczu. Nie przepadałem za momentami, kiedy traciłem nad sobą kontrolę. To było słabe, poniżej mojej godności.
Zacisnąłem wargi i wtedy coś usłyszałem. Nie powiem, przestraszyłem się. Obróciłem się napięcie, niezadowolony. Nawet nie pomyślałem, że mogła to być ta głupia Marta. Sam nie wiem, czego się spodziewałem, ale to nieistotne, bo miałem przed sobą delikwentkę zakłócającą mój spokój. Krukonka... Niemalże splunąłem na tę myśl.
Nie wiedzieć kiedy, wyciągnąłem swoją różdżkę z kieszeni i właśnie celowałem w jej kierunku. Zapewne to instynkt. Uczyłem się tego w Klubie Pojedynków - zwarty i gotowy o każdej porze.
- Nie powinnaś być taka przemądrzała... - zawtórowałem za nią niezbyt przyjemnym tonem. Naśladowałem ją. Ile ona mogła mieć lat? Smarkula. I już taki zadarty nos. - Stworzyłaś z Martą klub dziwaków? - zapytałem, kiwając na nią. Wyglądała żałośnie. Wymemłana spódniczka, panicznie ściśnięta stara książka. Brakowało jeszcze pryszczy na twarzy.
Jakoś tak wyszło, że tej różdżki wciąż nie opuściłem.