03.07.2023, 17:55 ✶
Nie wierzył w to, co widziały jego oczy. Szlamiara się wyprostowała, naśladując ewidentnie moją osobę, aczkolwiek nijak nie poprawiło to jej wizerunku. Może nawet pogorszyło. Podkreślało jedynie, w jak beznadziejnej pozycji się znajdowała. Co ona robiła w Hogwarcie? Czytała książki? Z biblioteki?
Machnąłem różdżką, przyzywając książkę, którą trzymała w rękach, krótkim zaklęciem:
- Accio!
Usilne jej ściskanie i tak na nic miało się zdać, poza tym to nie była tarcza. Eliksiry... Nie miałem głowy do eliksirów, gdyż z reguły charakteryzowały się długim i monotonnym procesem. Ja chciałem widzieć rezultaty tu i teraz. Dało się szczyptę za dużo i już wychodziła z tego kupa. Gorzej, kiedy ta kupa dawała jeszcze po twarzy jakimś kwasem. Meh.
- Melisa to głupi mit mugoli. Jesteś szlamą? - zapytałem, choć nie potrzebowałem odpowiedzi. Ociekała rynsztokiem. Otworzyłem księgę i od razu stwierdziłem, że to były trochę za bardzo zaawansowane przepisy jak na takiego smarka. Jeden z przepisów szczególnie mnie zainteresował, ale nie było opcji bym to sam uwarzył. Mała też nie miała szans. Żałosne. Porywała się z motyką na słońce. Uniosłem na nią pogardliwe spojrzenie.
- O, coś takiego by pomogło na moją wściekłość. Eliksir uspokajający... Ale takie pisklę jak ty może zapomnieć o byciu wielką alechmiczką - stwierdziłem, poniekąd podpuszczając dziewczynę. Kto wie...? Krukoni byli bystrzy do nauki, najbystrzejsi w całej szkole. Może dawała sobie z warzeniem eliksirów lepiej niż ja? Ja miałem smykałkę do pojedynków, inni mieli do ruchania się z moimi przyjaciółmi, a jeszcze inni do eliksirów. Może to krucze pisklę było moją nadzieję... Nah. Powinienem poszukać sieroty w wyższych klasach albo złożyć dyskretne zamówienie przez matkę. Może w końcu by się na coś przydała, choć szczerze w to wątpiłem. Wypaplałaby wszystko ojcu.
Zrobiłem kilka kroków w kierunku dziewczynki, ciskając w jej kierunku książkę. Za chwilę zamierzałem ją stąd przepędzić. Potrzebowałem się wyciszyć, a nie wkurwiać.
Machnąłem różdżką, przyzywając książkę, którą trzymała w rękach, krótkim zaklęciem:
- Accio!
Usilne jej ściskanie i tak na nic miało się zdać, poza tym to nie była tarcza. Eliksiry... Nie miałem głowy do eliksirów, gdyż z reguły charakteryzowały się długim i monotonnym procesem. Ja chciałem widzieć rezultaty tu i teraz. Dało się szczyptę za dużo i już wychodziła z tego kupa. Gorzej, kiedy ta kupa dawała jeszcze po twarzy jakimś kwasem. Meh.
- Melisa to głupi mit mugoli. Jesteś szlamą? - zapytałem, choć nie potrzebowałem odpowiedzi. Ociekała rynsztokiem. Otworzyłem księgę i od razu stwierdziłem, że to były trochę za bardzo zaawansowane przepisy jak na takiego smarka. Jeden z przepisów szczególnie mnie zainteresował, ale nie było opcji bym to sam uwarzył. Mała też nie miała szans. Żałosne. Porywała się z motyką na słońce. Uniosłem na nią pogardliwe spojrzenie.
- O, coś takiego by pomogło na moją wściekłość. Eliksir uspokajający... Ale takie pisklę jak ty może zapomnieć o byciu wielką alechmiczką - stwierdziłem, poniekąd podpuszczając dziewczynę. Kto wie...? Krukoni byli bystrzy do nauki, najbystrzejsi w całej szkole. Może dawała sobie z warzeniem eliksirów lepiej niż ja? Ja miałem smykałkę do pojedynków, inni mieli do ruchania się z moimi przyjaciółmi, a jeszcze inni do eliksirów. Może to krucze pisklę było moją nadzieję... Nah. Powinienem poszukać sieroty w wyższych klasach albo złożyć dyskretne zamówienie przez matkę. Może w końcu by się na coś przydała, choć szczerze w to wątpiłem. Wypaplałaby wszystko ojcu.
Zrobiłem kilka kroków w kierunku dziewczynki, ciskając w jej kierunku książkę. Za chwilę zamierzałem ją stąd przepędzić. Potrzebowałem się wyciszyć, a nie wkurwiać.