03.07.2023, 18:39 ✶
Skoro nie byla szlamą, to z pewnością była półkrwi. Nieistotne. Miałem ją w głębokim poważaniu, niezależnie od tego, co tam zamierzała papla... Chwila, czy ona śmiała mnie właśnie obrażać? Mnie!?
Również zrobiłem krok w jej kierunku, całkiem spory, więc teraz mogłem jej swobodnie przystawić różdżkę do gardła. Oparłem jej końcówkę na jej podbródku i nawet nieprzyjemnie nacisnąłem by poczuła dosadnie, że tam jest i że nie zawaham się jej użyć.
- Waż się ze słowami, smarkulo - warknąłem do niej, a wściekłość, która towarzyszyła mi przed chwilą, ponownie rozgorzała. Przez głowę przechodziły mi zaklęcia, które mógłbym właśnie teraz wykorzystać. Nie przebierałem wśród nich, choć diablik z tyłu głowymi mówił mi bym to zrobił, a ręka wibrowała mi od nadmiaru magii niemiłosiernie. Pewnie tak naprawde to były nerwy, a nie chęć niesienia pogromu.
- Nie masz pojęcia, z kim masz do czynienia - warknąłem, jeszcze raz wbijając się w jej podbródek. Zaciskałem wkurwiony wargi. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, że zaczynam drżeć z nerwów. - Już jedna zmarła w tej toalecie... Jakieś ostatnie słowa? - zapytałem by najeść ją strachu. Była zbyt pewna siebie, zbyt butna jak na smarka. Mierzyła się z siłą, z którą nie miała szans wygrać.
Nie byłem typem mordercy. Nawet nie widziałem się jako jeden z nich, ale miałem problemy z panowaniem nad sobą, więc zdawałem sobie sprawę z tego, że prędzej czy później pęknie bańka i pogrążę się bezpowrotnie. Kto wie? Może to właśnie ta chwila.
I tak sobie myślę, że jak pójdę siedzieć, to wyprze się mnie rodzina i w końcu będę miał święty spokój. Krukonka mogła ujrzeć w moich oczach... obłęd? Szaleństwo? A może nadzieję?
Również zrobiłem krok w jej kierunku, całkiem spory, więc teraz mogłem jej swobodnie przystawić różdżkę do gardła. Oparłem jej końcówkę na jej podbródku i nawet nieprzyjemnie nacisnąłem by poczuła dosadnie, że tam jest i że nie zawaham się jej użyć.
- Waż się ze słowami, smarkulo - warknąłem do niej, a wściekłość, która towarzyszyła mi przed chwilą, ponownie rozgorzała. Przez głowę przechodziły mi zaklęcia, które mógłbym właśnie teraz wykorzystać. Nie przebierałem wśród nich, choć diablik z tyłu głowymi mówił mi bym to zrobił, a ręka wibrowała mi od nadmiaru magii niemiłosiernie. Pewnie tak naprawde to były nerwy, a nie chęć niesienia pogromu.
- Nie masz pojęcia, z kim masz do czynienia - warknąłem, jeszcze raz wbijając się w jej podbródek. Zaciskałem wkurwiony wargi. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, że zaczynam drżeć z nerwów. - Już jedna zmarła w tej toalecie... Jakieś ostatnie słowa? - zapytałem by najeść ją strachu. Była zbyt pewna siebie, zbyt butna jak na smarka. Mierzyła się z siłą, z którą nie miała szans wygrać.
Nie byłem typem mordercy. Nawet nie widziałem się jako jeden z nich, ale miałem problemy z panowaniem nad sobą, więc zdawałem sobie sprawę z tego, że prędzej czy później pęknie bańka i pogrążę się bezpowrotnie. Kto wie? Może to właśnie ta chwila.
I tak sobie myślę, że jak pójdę siedzieć, to wyprze się mnie rodzina i w końcu będę miał święty spokój. Krukonka mogła ujrzeć w moich oczach... obłęd? Szaleństwo? A może nadzieję?