Usta drgnęły delikatnie jakby chciała się uśmiechnąć, ale powstrzymała się. Mężczyzna emanował czystą złością i Avelina czuła obawę w sercu, które biło jej coraz szybciej i szybciej. Nigdy nie doświadczyła takiego spotkania i nie wiedziała jak się zachować. Była też odrobinę głupia ufając temu, że w tym miejscu było bezpiecznie. Nawet jeśli zmarły tu osoby to teraz było inaczej, prawda? Nic jej nie groziło, a ten prefekt chciał tylko ją nastraszyć. Nic jej nie mógł zrobić, przecież nie znał zabójczych zaklęć. Był tylko uczniem piątej klasy.
– Pierwszy zacząłeś, bucu. – nadal mrużyła oczy zagryzając z nerwów wargę jak miała w zwyczaju. Już nawet nie pamiętała kiedy zaczęła to robić, ale często miała usta popękane i poranione od tego brzydkiego nawyku. Nacisnęła nawet sama na jego różdżkę patrząc mu wyzywająco w oczy. On mógł w nich zobaczyć strach i obawę, ale twarz się nie zmieniała. Jakby chciała pokazać mu, że się go nie boi, że jest nadal słaby, ale nie chciała mu mówić tego głośno.
– Nie mam pojęcia, bo się nie przedstawiłeś, ale podejrzewam w takim razie, że nie pochodzisz z rodziny, która stawia na odpowiednie wychowanie. – przekrzywiła lekko głowę zaciskając dłoń na swojej własnej różdżce tak mocno, że zaczęła jej drżeć. – Naprawdę chcesz mierzyć się z konsekwencjami zabicia kogoś? – zapytała drżącym głosem. Traciła nad nim kontrolę, ale nadal stała twardo przyciskając się do jego różdżki.
– Jeśli chcesz mogę spróbować uwarzyć dla ciebie ten eliksir. – dodała jakby próbowała załagodzić jego gniew. Nie chciała zginąć na drugim roku nauki, więc musiała jednak coś wymyślić.