03.07.2023, 20:24 ✶
Moja sytuacja wydawała mi się w tej chwili tak beznadziejna, że faktycznie zacząłem rozważać tę opcję z zabiciem uczennicy. Nie dość, że w pewien pokrętny sposób stałbym się wolnym czarodziejem, to na dodatek zyskałbym szybką i niezbyt pracochłonną sławę. Cyk, wystarczyło jedno sprytne zaklęcie. Mogła chociażby udławić się wodą.
- Rozważam to - odparłem na jej pytanie o konsekwencje. Bywałem zagubiony, owszem, i zapewne teraz przemawiał przeze mnie obłęd wraz ze zmęczeniem, ale... Czemu by nie? Cyk, jedno zaklęcie i następną noc spędzę już w więzieniu. Ale... Niestety, nie mogłem tego zrobić. Może i ojca miałem gdzieś, ale ta zdradliwa suka... Vespera mnie potrzebowała. Wzajemnie się potrzebowaliśmy. Nie rozumiałem jak mogła mi to zrobić.
Opuściłem rekę z różdżką. Czułem się bezsilny, wściekły i bezsilny, zmęczony i naładowany negatywnymi emocjami. Znowu nie wiedziałem, co ze sobą zrobić, a nie mogłem iść z tym do Vespery skoro była dzisiejszym prowodyrem moich demonów.
Cofnąłem się o krok, zaraz o dwa kolejne. Miałem pustkę w głowie, dłonie zaciśnięte w pięści. Cały byłem spięty. Nie znosiłem tego uczucia. Dominowało mnie.
- Myślisz, że dałabyś radę z tym eliksirem? - zapytałem naiwnie. Patrzyłem jej w oczy i widziałem tylko małą, bezbronną dziewczynkę. Mówiła, że to proste, ale zapewne były to czcze przechwałki. A nawet jeśli potrafiła coś takiego uwarzyć, to niby czemu miałaby mi pomagać? Miała mnie za niewychowanego buca i zapewne gardziła Ślizgonami jak wszyscy w tej szkole. To mi przypomniało o jej słowach odnośnie wychowania.
- Jestem Augustus Rookwood - przedstawiłem się, robiąc ten jeden krok w jej kierunku i wyciągając dłoń na przywitanie. Nie zdziwiłbym się, gdyby nie odwzajemniła gestu. Jeszcze chwilę temu jej groziłem. - Mam problemy... Przydałoby mi się coś takiego jak ten eliksir - przyznałem. Pomyślałem, że może nawet sypiałbym lepiej. Nie mogłem nocami liczyć na niezmącony sen, wieczorami z kolei rzadko zasypiałem od razu. Do późna z reguły czytałem książki.
A właśnie, w plecaku miałem książki. Niezależnie od tego, czy dziewczyna odwzajemniła, czy też nie powitanie, ruszyłem w kierunku jednej z kabin by zabrać z niego swoje ruchomości. Miałem tam książkę o zaklęciach pojedynkowych. Chciałem przyszykować coś specjalnego na najbliższe spotkanie klubu i wyszło jak wyszło.
- Rozważam to - odparłem na jej pytanie o konsekwencje. Bywałem zagubiony, owszem, i zapewne teraz przemawiał przeze mnie obłęd wraz ze zmęczeniem, ale... Czemu by nie? Cyk, jedno zaklęcie i następną noc spędzę już w więzieniu. Ale... Niestety, nie mogłem tego zrobić. Może i ojca miałem gdzieś, ale ta zdradliwa suka... Vespera mnie potrzebowała. Wzajemnie się potrzebowaliśmy. Nie rozumiałem jak mogła mi to zrobić.
Opuściłem rekę z różdżką. Czułem się bezsilny, wściekły i bezsilny, zmęczony i naładowany negatywnymi emocjami. Znowu nie wiedziałem, co ze sobą zrobić, a nie mogłem iść z tym do Vespery skoro była dzisiejszym prowodyrem moich demonów.
Cofnąłem się o krok, zaraz o dwa kolejne. Miałem pustkę w głowie, dłonie zaciśnięte w pięści. Cały byłem spięty. Nie znosiłem tego uczucia. Dominowało mnie.
- Myślisz, że dałabyś radę z tym eliksirem? - zapytałem naiwnie. Patrzyłem jej w oczy i widziałem tylko małą, bezbronną dziewczynkę. Mówiła, że to proste, ale zapewne były to czcze przechwałki. A nawet jeśli potrafiła coś takiego uwarzyć, to niby czemu miałaby mi pomagać? Miała mnie za niewychowanego buca i zapewne gardziła Ślizgonami jak wszyscy w tej szkole. To mi przypomniało o jej słowach odnośnie wychowania.
- Jestem Augustus Rookwood - przedstawiłem się, robiąc ten jeden krok w jej kierunku i wyciągając dłoń na przywitanie. Nie zdziwiłbym się, gdyby nie odwzajemniła gestu. Jeszcze chwilę temu jej groziłem. - Mam problemy... Przydałoby mi się coś takiego jak ten eliksir - przyznałem. Pomyślałem, że może nawet sypiałbym lepiej. Nie mogłem nocami liczyć na niezmącony sen, wieczorami z kolei rzadko zasypiałem od razu. Do późna z reguły czytałem książki.
A właśnie, w plecaku miałem książki. Niezależnie od tego, czy dziewczyna odwzajemniła, czy też nie powitanie, ruszyłem w kierunku jednej z kabin by zabrać z niego swoje ruchomości. Miałem tam książkę o zaklęciach pojedynkowych. Chciałem przyszykować coś specjalnego na najbliższe spotkanie klubu i wyszło jak wyszło.