04.07.2023, 11:07 ✶
Nie spodziewałem się, by chociaż raz Avelina Paxton ujęła mą dłoń, a robiła to dziś już drugi raz i to w krótkim odstępie czasowym, zaraz po tym jak jej groziłem. Miałem ochotę parsknąć na tę myśl, ale się wstrzymałem, bo miałem w tym biznes. Trochę naiwny i chybotliwy, ale właściwie wszystko takim było w tej szkole, a taka znajomość, gdyby wypaliła, mogłaby mi poprawić jakość życia. Może potem uwarzyłaby jakieś eliksiry odurzające... Rządziłbym wśród rówieśników już totalnie.
Nie analizowałem, że ewidentnie dziewczę miało coś z głową, że było jakąś wariatką, gdyż psuło to mój koncept przyszłości. Aktualnie, miała mi robić eliksiry, więc uścisnąłem jej dłoń. Mogłem podkradać składniki z zapasów, a nawet poprosić psora o dostęp do nich w celu nadrabiania zaległości z eliksirów... Byłem przecież taki grzeczny i poprawny, a bardzo chciałem mieć dobre wyniki w szkole? Kto wie? Może nawet dzięki temu projektowi zainteresuję się eliksirami i to ja zostanę Wielkim Alchemikiem, profesorem Rookwoodem?
Mój autozachwyt przerwał hałas. Właściwie to był głos. Piskliwy, bardzo nieprzyjemny. Najgorsze było to, że woda z kibla trysnęła mi w twarz przez tego wstrętnego ducha. Ochydztwo. Zaraz podbiegłem do umywalki by się opłukać i to porządnie. Nie znosiłem brudu, a to.... Bleh. Miałem to wszędzie. Musiałem się jak najprędzej wykąpać i przebrać.
- Kulturalne spotkanie - odparłem do ducha z nieznaczną wyższością, bardziej oburzony zaistniałą sytuacją. Już wziąłem sobie spłukałem całe włosy, więc teraz stałem jakbym wyszedł spod prysznica. Nic bardziej mylnego. Miałem wrażenie, że jestem w tej chwili odrażający na miarę kupy. - Poproszę o rozwagę następnym razem, kiedy będziesz chciała wyskoczyć z sedesu - zwróciłem się do ducha nieco zadufany, więc pewnie mieliśmy wkroczyć na pole bitewne, jeśli chodziło o nasze relacje. Czarodziej z temperamentem spotkał się z zidiociałym duchem.
Widać było, że te jej ślepia zabłysły, jak gdyby chciała broić więcej... Postanowiłem to wykorzystać. Kiedy chciałem, potrafiłem być bystry. I potrafiłem oczarować.
- Ty jesteś tą słynną Martą? Wszyscy o tobie mówią. Nie miałem okazji cię poznać - zwróciłem się do niej, jak gdybym tych wcześniejszych słów nie wypowiadał, jak gdyby ich nie było. Obdarzyłem ją najbardziej uroczym uśmiechem, na jaki tylko było mnie stać, po czym zagarnąłem mokre włosy do tyłu, bo zaczęło mi tu kapać po nosie. Przetarłem dłonią twarz.
- Może chciałabyś uczestniczyć aktywnie w naszym spotkaniu? - zapytałem, zwracając na moment rozświetlone uśmiechem oblicze w kierunku Aveliny. Mruknąłem do niej okiem tak by duch tego nie widział. - Myślę, że by ci się spodobał... nasz plan - kontynuowałem. Co prawda, to by mój plan, ale tak miało lepiej zabrzmieć.
Nie analizowałem, że ewidentnie dziewczę miało coś z głową, że było jakąś wariatką, gdyż psuło to mój koncept przyszłości. Aktualnie, miała mi robić eliksiry, więc uścisnąłem jej dłoń. Mogłem podkradać składniki z zapasów, a nawet poprosić psora o dostęp do nich w celu nadrabiania zaległości z eliksirów... Byłem przecież taki grzeczny i poprawny, a bardzo chciałem mieć dobre wyniki w szkole? Kto wie? Może nawet dzięki temu projektowi zainteresuję się eliksirami i to ja zostanę Wielkim Alchemikiem, profesorem Rookwoodem?
Mój autozachwyt przerwał hałas. Właściwie to był głos. Piskliwy, bardzo nieprzyjemny. Najgorsze było to, że woda z kibla trysnęła mi w twarz przez tego wstrętnego ducha. Ochydztwo. Zaraz podbiegłem do umywalki by się opłukać i to porządnie. Nie znosiłem brudu, a to.... Bleh. Miałem to wszędzie. Musiałem się jak najprędzej wykąpać i przebrać.
- Kulturalne spotkanie - odparłem do ducha z nieznaczną wyższością, bardziej oburzony zaistniałą sytuacją. Już wziąłem sobie spłukałem całe włosy, więc teraz stałem jakbym wyszedł spod prysznica. Nic bardziej mylnego. Miałem wrażenie, że jestem w tej chwili odrażający na miarę kupy. - Poproszę o rozwagę następnym razem, kiedy będziesz chciała wyskoczyć z sedesu - zwróciłem się do ducha nieco zadufany, więc pewnie mieliśmy wkroczyć na pole bitewne, jeśli chodziło o nasze relacje. Czarodziej z temperamentem spotkał się z zidiociałym duchem.
Widać było, że te jej ślepia zabłysły, jak gdyby chciała broić więcej... Postanowiłem to wykorzystać. Kiedy chciałem, potrafiłem być bystry. I potrafiłem oczarować.
- Ty jesteś tą słynną Martą? Wszyscy o tobie mówią. Nie miałem okazji cię poznać - zwróciłem się do niej, jak gdybym tych wcześniejszych słów nie wypowiadał, jak gdyby ich nie było. Obdarzyłem ją najbardziej uroczym uśmiechem, na jaki tylko było mnie stać, po czym zagarnąłem mokre włosy do tyłu, bo zaczęło mi tu kapać po nosie. Przetarłem dłonią twarz.
- Może chciałabyś uczestniczyć aktywnie w naszym spotkaniu? - zapytałem, zwracając na moment rozświetlone uśmiechem oblicze w kierunku Aveliny. Mruknąłem do niej okiem tak by duch tego nie widział. - Myślę, że by ci się spodobał... nasz plan - kontynuowałem. Co prawda, to by mój plan, ale tak miało lepiej zabrzmieć.