Człowiek czasami wartościuje, co chce wiedzieć, a czego poznawać nie chce kompletnie. Zwłaszcza, kiedy informacje, które możesz zebrać. Jeśli ktoś śpi przez noc i kawałek dnia to raczej nie jest tylko poobijany. Ktoś, kto nie jest obcy. Wydawałoby się: no hej, skoro jest bliska to chcesz wiedzieć więcej. Błąd! Jest bliska, dlatego chcesz wiedzieć mniej! Wiedza przynosiła ze sobą odpowiedzialność. Kiedy już coś wiedziałeś to nie mogłeś żyć w swoim bezkrytycznie niewinnym świecie. Już nie dało się usprawiedliwić swoich akcji "bo ja nie wiedziałem!". Wiedziałeś. Ty jedynie tej wiedzy nie użyłeś. Ciekawość Sauriela była ograniczona. Ciekawe było to, jak to działa, że skórka banana tak łatwo się otwiera, a ta jabłka nie. To, że mrówki hodują motyle, bo to doskonała koegzystencja. Ciekawe jest to, jak działa słońce i że kwiaty otwierają swoje płatki, kiedy tylko kąpią się w jego blasku. Ale - ludzie? Ludzie byli zobowiązujący. I byli ciężcy. A im bliżej ktoś ciebie był i im więcej wiedział, im więcej wiedziałeś ty sam, tym bardziej ciężcy się stawali i zobowiązywanie mocniej ściskało ręce. Najbardziej niebezpieczne było, kiedy nie uważałeś osoby za ciężką. I znów - bez sensu? Właśnie nie. Wtedy za łatwo wpadało się w pułapkę. A Sauriel nie rozumiał, co to za obce uczucie fałszywie go uspokajało w tej sytuacji. Nie był pewien, co w niego wpełzało - ale nie było jego. Burzyło mu w głowie i zawracało flaki w brzuchu.
Przede wszystkim miał wrażenie, że to uczucie może doprowadzić do wysłania jakichś dziwnych sygnałów w stronę Victorii, których wysyłać nie chciał. I dzięki Bogu, że kobieta tej dłoni nie wyciągnęła, by chyba by podskoczył z wrażenia.
- Dobra już, dobra. Ważne, że nic ci nie jest. - Rzucił na to, że to miłe i że wiele dla niej znaczy takim trochę mruknięciem, burknięciem. Chyba nie chciał tego słyszeć w tej sytuacji. Zdawał sobie sprawę z tego, że to było miłe i jakoś tak... wyjątkowo był pewien, że dla niej to było ważne. Dla niego by było. Dla niego znaczyłoby to niezwykle wiele. Mówiła to, żeby podzielić się swoimi odczuciami i... żeby co, porozmawiali o tym? Niby ta rozmowa go nie denerwowała, niby nie czuł napięcia, jednocześnie czuł ściągające go lejce. Jak koń, który miał prowadzić dorożkę - klapy na ślepia, żeby nie widział co po jego bokach. To pozwalało mu się mniej płoszyć i redukować stres. Ten dyskomfort, jej dyskomfort, związany z tym, że on tutaj był, a Isabella nie, był dla niego oczywisty. Tylko nie wiedział, czy na pewno jej odczucie opisałby dokładnie tym słowem. Mógł być jej narzeczonym, ale to była formalność, do której został przymuszony. To, że nie powiedział "nie" nie oznaczało zgody, wbrew opinii niektórych.
A potem dowaliła, że powinna być martwa.
Musiał się powstrzymać z wielkim CO wymalowanym na facjacie. Tzn słowo to i tak się na nim wymalowało, tylko po prostu jedynie na nią zerknął, zamiast oczekiwać, że jednak zaprzeczy. I gapić się, dopóki tego nie zrobi. Nie było zaprzeczenia - była tylko kontynuacja. Prawie martwa... brzmiało jakby... była prawie martwa. Innymi słowy: całkiem niebezpiecznie. I abstrakcyjnie na tyle, że waga tego stwierdzenia przeleciała nad głową Sauriela, pozostawiając tylko zdziwienie.
- Eeee... - Rozpoczął odpowiedź na zadane pytanie. Inteligentnie, bo w końcu mądry był z niego chłopczyk. - Już nie. Znaczy - przyzwyczaiłem się. Do różnic temperatur. - Że w niektórych miejscach było tak ciepło, że parzyło, w tam, gdzie wcześniej był mróz, teraz było nawet przyjemnie. Znowu na nią zerknął. Tak na szybkości. Jeszcze parę takich obrotów głowy i obrócą to się oni - w samochodzie. Daleko mu było do wytwornego kierowcy. - Jak dla mnie byłaś całkiem normalna. - Że w dotyku. I to właśnie było nienormalne - zdawał sobie z tego sprawę. Chciał ją pocieszyć. Nie pojmował tego, nie mieściło się to w jego głowie i zmroziło go do to do punktu paraliżu. Ta myśl, że tam ją zostawił, a ona naprawdę otarła się o śmierć. Tak to jest, że człowiek zazwyczaj docenia to, co ma, kiedy to straci. Kiedy jest już za późno. To jak z kwiatami - jakie to było koszmarne, że najwięcej dostawało się ich na pogrzebie. - Ja się tak średnio nadaję do ogrzewania... - Mruknął, pochmurniejąc. - Przejdzie pewnie, jak wypoczniesz. Może będziesz musiała jeszcze poodwiedzać Munga. - Nie czuł się dobrą osobą do pocieszania. Jednocześnie - chciał ją pocieszyć.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.