04.07.2023, 21:44 ✶
Spojrzała z ukosa na Cathala, dochodząc do wniosku, że wybitnie jej się nie podoba, w jakim kierunku zmierzała ta rozmowa. Tak. Zdecydowanie należało zamknąć Jamila w najgłębszej piwnicy i wypuszczać go tylko wtedy, kiedy będzie potrzebny – to w teorii gwarantowało niewpadnięcie w kłopoty.
W teorii.
- Brzmi jak Jamil – mruknęła z pewną niechęcią. I po raz kolejny pożałowała, że jednak nie dopilnowała tego, by czarodziej został gdzieś zamknięty. W teorii żyli w wolnym kraju i tak dalej, i tak dalej, nie wypadało i te sprawy, z drugiej strony: jakoś bezpieczeństwo należało zapewnić. Głównie właśnie Anwarowi, chroniąc go przed samym sobą.
Nie dało się nie usłyszeć krzyku. Pożar. W teorii nie było to coś, czego szukali w tym miejscu, tyle że jednak ogień to żywioł. Żywioł wiecznie głodny, żywiący się wszystkim, co tylko wpadnie mu w ręce. Tak, łatwo było się odwrócić na pięcie i uznać, że co tam, niech sobie dzielni Brygadziści radzą z pożarem. Żadne z nich dzieci, powinni to załatwić raz-dwa.
Niemniej… z żywiołem często nie było łatwej przeprawy, wręcz przeciwnie. To, co wydawało się być łatwe do opanowania, lubiło zamienić się w katastrofę osiągającą rozmiary, o których się nawet nie myślało, zwłaszcza że swoje trzy knuty do powiedzenia miała również i wichura. Dlatego też zacisnęła mocniej palce na różdżce i nie zaczęła wybijać Shafiqowi pomysłu dołączenia do gaszących. Tak jakby wolała nie zostać nagle zaskoczona ognistą nawałnicą, gdy znajdą się o wiele głębiej w lesie…
- Żeby to jeszcze miało jakikolwiek sens – odparła ponuro, naprawdę nie potrafiąc odgadnąć, jaki pożytek miałoby wypalenie Kniei. Ale mniejsza, nie było co roztrząsać tak naprawdę – po prostu machnęła różdżką, próbując przywołać naturalnego wroga ognia – jakkolwiek by nie patrzeć, woda w teorii powinna dać sobie radę. Chyba że to nie był zwykły ogień…?
Kształtowanie, strumień wody
bonusowo: próba ugaszenia płomieni poprzez rozproszenie potencjalnej magii napędzającej ogień
W teorii.
- Brzmi jak Jamil – mruknęła z pewną niechęcią. I po raz kolejny pożałowała, że jednak nie dopilnowała tego, by czarodziej został gdzieś zamknięty. W teorii żyli w wolnym kraju i tak dalej, i tak dalej, nie wypadało i te sprawy, z drugiej strony: jakoś bezpieczeństwo należało zapewnić. Głównie właśnie Anwarowi, chroniąc go przed samym sobą.
Nie dało się nie usłyszeć krzyku. Pożar. W teorii nie było to coś, czego szukali w tym miejscu, tyle że jednak ogień to żywioł. Żywioł wiecznie głodny, żywiący się wszystkim, co tylko wpadnie mu w ręce. Tak, łatwo było się odwrócić na pięcie i uznać, że co tam, niech sobie dzielni Brygadziści radzą z pożarem. Żadne z nich dzieci, powinni to załatwić raz-dwa.
Niemniej… z żywiołem często nie było łatwej przeprawy, wręcz przeciwnie. To, co wydawało się być łatwe do opanowania, lubiło zamienić się w katastrofę osiągającą rozmiary, o których się nawet nie myślało, zwłaszcza że swoje trzy knuty do powiedzenia miała również i wichura. Dlatego też zacisnęła mocniej palce na różdżce i nie zaczęła wybijać Shafiqowi pomysłu dołączenia do gaszących. Tak jakby wolała nie zostać nagle zaskoczona ognistą nawałnicą, gdy znajdą się o wiele głębiej w lesie…
- Żeby to jeszcze miało jakikolwiek sens – odparła ponuro, naprawdę nie potrafiąc odgadnąć, jaki pożytek miałoby wypalenie Kniei. Ale mniejsza, nie było co roztrząsać tak naprawdę – po prostu machnęła różdżką, próbując przywołać naturalnego wroga ognia – jakkolwiek by nie patrzeć, woda w teorii powinna dać sobie radę. Chyba że to nie był zwykły ogień…?
Kształtowanie, strumień wody
Rzut N 1d100 - 93
Sukces!
Sukces!
Rzut N 1d100 - 97
Sukces!
Sukces!
bonusowo: próba ugaszenia płomieni poprzez rozproszenie potencjalnej magii napędzającej ogień
Rzut PO 1d100 - 33
Slaby sukces...
Slaby sukces...