- Nie wiem, czy byłaby zadowlona z takiej wnuczki. - Heather nie należała do osób, które spełniały oczekiwania kogokolwiek. Czuła, że to, co zdarzyło się w Beltane po raz kolejny spowoduje, że rodzice będą nią rozczarowani. Mogła być bardziej czujna, dać z siebie więcej, a wylądowała na miesięcznym zwolnieniu przez swoją nieudolność. Zawiodła i nie była z tego powodu zadowolona. Nie zamierzała jednak się poddawać, niech no tylko wyjdzie z Munga to zacznie ćwiczyć, będzie doskonalić swoje umiejętności tak, żeby przy kolejnym starciu móc pokazać swoją siłę. Nie poddawała się łatwo, była zawzięta. Zamierzała udowodnić, że jest coś warta, mimo tego niepowodzenia.
Zauważyła pewną zmianę w Brennie, kiedy podzieliła się z nią swoimi przemyśleniami na temat śmierciożerców, a może jej się wydawało? Trwało to bowiem tylko krótką chwilę. Wood jeszcze nie doszła do siebie po tym, co przeżyła, mogło się jej więc wydawać, że coś widziała. - Są tchórzami Brenna, nie mają nawet odwagi zdjąć masek. Jeszcze ich wszystkich wyłapiemy. - Nie zamierzała udawać, że myśli inaczej. Zaangażowała się w sprawę całym sercem i nie odpuści, dopóki ponownie nie będą bezpieczni, a wróg zostanie rozbity w drobny mak. Okropnie żałowała, że nie udało jej się dostrzec twarzy tego śmierciożercy, któremu zniszczyła maskę. Wierzyła jednak w to, że jeszcze będzie miała szansę to powtórzyć i tym razem nie umknie jej tak szybko.
- No właśnie, będę w domu. Ja nie uznaje urlopów Brenna, nie odpoczywam siedząc bezczynnie na tyłku. - Czuła, że będzie to stratą czasu. Zdawała sobie sprawę, że aby ponownie stać się przydatną musi wrócić do pełni sił, jednak sama wizja miesięcznej rekonwalescencji ją mocno przybijała. - Może to jest jakieś rozwiązanie... - Rzekła na słowa Brenny o tym, że może przeczytać te grube tomiska, które przytachała z biblioteki. Wolała się uczyć w praktyce, no ale jeśli nie miała takiej możliwości, pozostawała ta bardziej wyboista dla niej droga.
- Tak, chyba po tym Beltane konflikt zmienił swoją formę, skoro nie bali się zaatakować tych wszystkich niewinnych, zabawne, bo było tam przecież bardzo dużo czystokrwistych czarodziejów, a im przecież tak bardzo zależy na tej krwi... - Tego nie potrafiła zrozumieć. Dlaczego przelewali też tą krew, na której im tak bardzo zależało? Głupca nie zrozumiesz...
- Gdybyś mnie nie wciągnęła do tej dziury, to mogłoby mnie tu nie być. - Miała wrażenie, że Longbottom nieco pobłażliwie traktuje swoją zasługę w tym, że Heather nadal żyła. Szczególnie, że opadła z sił i zupełnie nie miała wpływu na to, co się z nią działo. - Mogło być lepiej, przynajmniej z mojej strony, bo Julek spisał się na medal. - Może poza tym, że próbował ją leczyć bez zastanowienia, nie uważała jednak, żeby to umniejszało jego osiągnieciom.