Marta zaczęła chichotać cicho. Była dzisiaj w wyjątkowo dobrym humorze, a jeszcze odwiedził ją taki przystojny chłopiec. Najgorzej, że nie podobała się jej osoby dziewczyny obok niego. Widziała ją często w tym miejscu jak czytała książki, ale może to ona przyprowadziła dla niej przyjaciela?
Avelina patrzyła przez chwilę na niego czując jak policzki pieką ją z zawstydzenia. Odwróciła szybko od niego wzrok i zaczęła przyglądać się duchowi. Często tu przesiadywała, ale nigdy nie miała okazji jej poznać. Czasami słyszała stłumione szlochy z rur toalet, ale nie zwracała na to uwagi.
– Oh, przepraszam! – zajęczała piskliwie Marta i podfrunęła do Augustusa z uśmiechem, który chyba chciała uznać za uroczy. Avelina nic nie mówiła, ale nigdy za dużo się nie odzywała, więc po prostu ich obserwowała. Ciekawiło ją, co próbował zrobić Rookwood. – Ale to ty wszedłeś do tej toalety bez zaproszenia. I W DODATKU JEST TO TOALETA DLA DZWIĘCZĄT, WIĘC NIE POWINNO CIĘ TU BYĆ! – krzyknęła na niego dziewczynka, a potem zaszlochała głośno. – Nikt nie docenia Marty. Każdy przychodzi i tylko mówi, co wolno, a co nie wolno.
Marcie zabłysły oczy, gdy chłopak wspomniał, że chciał ją poznać. Marta nigdy nie miała przyjaciół, a teraz może jej się uda zaprzyjaźnić. Każdy odwiedza tą łazienkę tylko po to, aby się ukryć, a nie z nią zaprzyjaźnić. Na innych od razu skarży do nauczycieli, ale może ten przystojny chłopiec zostanie z nią tu na wieki. Znowu zachichotała.
– Byłbyś moim przyjacielem? – okrążyła go dookoła obserwując jego postawę. Przeszkadzało jej to, że się tak wywyższał, ale nie mogła się powstrzymać. – Nie oszukujesz mnie? Co tu robicie? – spojrzała nieprzyjemnie na Aveline, ale nic nie mówiła jeszcze do dziewczyny.
Avelina czekała na rozwój sytuacji. Rookwood wydawał się jej trochę demoniczny, gdy tak igrał z biednym duchem dziewczynki.