05.07.2023, 19:22 ✶
Nie miałem okazji poznać gorszej persony z charakteru aniżeli cała ta Jęcząca Marta. Już nie miałem wątpliwości, czemu określono ją mianem jęczącej. Każde jej słowo było dla mnie katorgą, a co dopiero przyjaźń z kimś takim... Wolałbym się rzucić z jednej z wież Hogwartu byleby mieć od niej spokój, ale wszedłem w to, więc nie mogłem się wycofać. A może mogłem? Nie sądziłem by była dobrą kompanką przy warzeniu eliksirów. Już działała mi na nerwy, a co dopiero mowa o dłuższych posiadówkach z nią na karku.
Nie dawałem po sobie poznać, że cokolwiek mi się nie podobało. Ani że plan mógł diametralnie ulec zmianie.
- Ależ jak nic nie zakazuję... Tylko grzecznie proszę - zauważyłem, robiąc maślane oczy do tej kreatury. Jeśli chciałem, to potrafiłem być urokliwy. I potrafiłem być kłamcą - tę cechę Rookwoodowie ewidentnie wysysali z mlekiem matki.
- Ja też nie lubię, kiedy mi się rozkazuje... Coś nas łączy! - zauważyłem do niej, wzruszając ramionami. Miałem w głębokim poważaniu te osoby. Albo i nie zawsze, biorąc poprawkę na moich rodziców. Wyrobili sobie u nas respekt - to trzeba było im przyznać.
- Mógłbym być twoim przyjacielem, ale nie wiem, czy ty możesz być moją przyjaciółką... - odparłem niepewny, unikając patrzenia na Avelinę. Duch ewidentnie preferował być w centrum mojej uwagi i nie przepadał za konkurencją. Wydawała się być narwaną wariatką; znacznie bardziej niż dziewczyna. - Czy masz... bądź miałaś przyjaciół? Nie wiem, czy potrafisz być przyjaciółką... Przyjaciele robią sobie przysługi i zawsze są sobie wierni. - zapytałem z ciekawością, ale też żeby trochę wysilić tego ducha. Niech się nieco otworzy, to może będę mógł coś wykorzystać w przyszłości. Chciałem ją wciągnąć w pilnowanie tworzonych eliksirów, ale teraz... Teraz miałem za zadanie znaleźć lepsze miejsce spotkań dla mnie i Krukonki.
Zaczynałem nieco papugować ton ducha, odbijając jej pytania. Na pytanie odpowiadałem pytaniem. Sama zadawała dosyć niewygodne, więc... musiała nieco poczekać na ostateczną odpowiedź.
Nie dawałem po sobie poznać, że cokolwiek mi się nie podobało. Ani że plan mógł diametralnie ulec zmianie.
- Ależ jak nic nie zakazuję... Tylko grzecznie proszę - zauważyłem, robiąc maślane oczy do tej kreatury. Jeśli chciałem, to potrafiłem być urokliwy. I potrafiłem być kłamcą - tę cechę Rookwoodowie ewidentnie wysysali z mlekiem matki.
- Ja też nie lubię, kiedy mi się rozkazuje... Coś nas łączy! - zauważyłem do niej, wzruszając ramionami. Miałem w głębokim poważaniu te osoby. Albo i nie zawsze, biorąc poprawkę na moich rodziców. Wyrobili sobie u nas respekt - to trzeba było im przyznać.
- Mógłbym być twoim przyjacielem, ale nie wiem, czy ty możesz być moją przyjaciółką... - odparłem niepewny, unikając patrzenia na Avelinę. Duch ewidentnie preferował być w centrum mojej uwagi i nie przepadał za konkurencją. Wydawała się być narwaną wariatką; znacznie bardziej niż dziewczyna. - Czy masz... bądź miałaś przyjaciół? Nie wiem, czy potrafisz być przyjaciółką... Przyjaciele robią sobie przysługi i zawsze są sobie wierni. - zapytałem z ciekawością, ale też żeby trochę wysilić tego ducha. Niech się nieco otworzy, to może będę mógł coś wykorzystać w przyszłości. Chciałem ją wciągnąć w pilnowanie tworzonych eliksirów, ale teraz... Teraz miałem za zadanie znaleźć lepsze miejsce spotkań dla mnie i Krukonki.
Zaczynałem nieco papugować ton ducha, odbijając jej pytania. Na pytanie odpowiadałem pytaniem. Sama zadawała dosyć niewygodne, więc... musiała nieco poczekać na ostateczną odpowiedź.