05.07.2023, 22:04 ✶
Każda sekunda spędzona w towarzystwie ducha tylko utwierdzała mnie w przekonaniu, że była to - i taką pozostała już na wieczność w wersji eterycznej - dziewczynka, której nikt nie lubił. Takie szkolne popychadło. Nie dziwiłem się, że została zamordowana. Miałem ochotę zrobić jej to po raz drugi, a dla pewności również trzeci. Nieźle działała na nerwy, ale zachowywałem spokój, szczególnie że na koniec planowałem dla niej coś specjalnego, coś, czego kompletnie nie mogła się spodziewać.
- Tylko głupcy uniżają się do wyśmiewania i obgadywania... Tacy, co nie mają zbyt wiele do zaoferowania, prawda, Marto? - odparłem, chcąc tylko potwierdzić, że ją słucham, że ja stoję po jej stronie, a nie tych przebrzydłych uczniów, co to wyśmiewali biedną Jęczącą Martę. Idiotka. - Oni nie są warci naszego czasu, ale... - kontynuowałem, niby to się wahając, czy to dalej Marcie mówić, czy też nie. Całość to była maskarada, którą wymyślałem na poczekaniu. Nie byłem w stanie ocenić, jak daleko jestem w stanie zabrnąć w tę udawaną przyjaźń z Martą, więc nie myślałem nad tym, tylko kontynuowałem.
- Ale... Wiesz, co robią ze sobą przyjaciele? Przyjaciele rozmawiają ze sobą... - zasugerowałem, patrząc jej w oczy, a kiedy tak mnie okrążała, nie omieszkałem obrócić się na pięcie by nie zrywać z nią tego spojrzenia. Avelina mogła ujrzeć, że całkiem zgrabnie to zrobiłem. Zdecydowanie nie byłem jak słoń w składzie porcelany. Bardziej niczym jadowity wąż.
- Opowiedz o tych dzieciakach, co ci dokuczali. Czemu się z ciebie wyśmiewali? - zapytałem, chcąc co nieco usłyszeć. Kto wie, może poznałbym jakieś pikantne informacje o osobach, które w tej chwili były dorosłe, ale mieli swoje za uszami? Choćby znęcanie się nad biedną Martą... - Też chcę być dobrym przyjacielem. Chcę cię wysłuchać i ci pomóc - zaproponowałem, wyciągając w jej kierunku swą dłoń niczym rycerz, co to zsiadł sobie z białego konia i wyciągał pomocną dłoń damie. Zrobiłem to symbolicznie. Zdawałem sobie sprawę, że Marta jej nie uchwyci.
- Tylko głupcy uniżają się do wyśmiewania i obgadywania... Tacy, co nie mają zbyt wiele do zaoferowania, prawda, Marto? - odparłem, chcąc tylko potwierdzić, że ją słucham, że ja stoję po jej stronie, a nie tych przebrzydłych uczniów, co to wyśmiewali biedną Jęczącą Martę. Idiotka. - Oni nie są warci naszego czasu, ale... - kontynuowałem, niby to się wahając, czy to dalej Marcie mówić, czy też nie. Całość to była maskarada, którą wymyślałem na poczekaniu. Nie byłem w stanie ocenić, jak daleko jestem w stanie zabrnąć w tę udawaną przyjaźń z Martą, więc nie myślałem nad tym, tylko kontynuowałem.
- Ale... Wiesz, co robią ze sobą przyjaciele? Przyjaciele rozmawiają ze sobą... - zasugerowałem, patrząc jej w oczy, a kiedy tak mnie okrążała, nie omieszkałem obrócić się na pięcie by nie zrywać z nią tego spojrzenia. Avelina mogła ujrzeć, że całkiem zgrabnie to zrobiłem. Zdecydowanie nie byłem jak słoń w składzie porcelany. Bardziej niczym jadowity wąż.
- Opowiedz o tych dzieciakach, co ci dokuczali. Czemu się z ciebie wyśmiewali? - zapytałem, chcąc co nieco usłyszeć. Kto wie, może poznałbym jakieś pikantne informacje o osobach, które w tej chwili były dorosłe, ale mieli swoje za uszami? Choćby znęcanie się nad biedną Martą... - Też chcę być dobrym przyjacielem. Chcę cię wysłuchać i ci pomóc - zaproponowałem, wyciągając w jej kierunku swą dłoń niczym rycerz, co to zsiadł sobie z białego konia i wyciągał pomocną dłoń damie. Zrobiłem to symbolicznie. Zdawałem sobie sprawę, że Marta jej nie uchwyci.