Dla Wood wszyscy byli tchórzami. Gdyby byli tak bardzo odważni to pokazali by swoje twarze, nie baliby się wykluczenia, które powodowało to, co robili. Kryli się za tymi swoimi śmiesznymi maskami, w ciemnych płaszczach... Jak przychodziło, co do czego to bali się pokazać kim są. Było to zrozumiałe, jednak Ruda nie miała przez to dla nich za grosz szacunku. Uważała, że są śmieszni, karykaturalni, zaślepieni pragnieniem władzy, jakby mieli klapki na oczach.
- Chcę być wtedy z tobą Brenn, razem z tobą patrzeć na ich upadek. - Wood w przeciwieństwie do swojej partnerki miała w sobie dużo więcej entuzjazmu. Uważała, że uda się im ich pokonać. Prędzej, czy później - bo przecież dobro zawsze wygrywa. Tym razem nie mogło być inaczej. Zamierzała sama robić wszystko, co tylko będzie mogła, aby w jakiś sposób pomóc w zwycięstwie. Mimo tego, że podczas ostatniego starcia oberwała nie zamierzała przestać walczyć. Musiała ćwiczyć, rozwijać swoje umiejętności, żeby pokazać tym złym, gdzie jest ich miejsce.
Upiła łyk kawy, skrzywiła się, kiedy usłyszała kolejne słowa partnerki. - Tak, można na siedząco, ale co to za przyjemność? - Nie znosiła siedzieć w miejscu, jednak teraz musiała dostosować się do zaleceń medyków, aby jak najszybciej wrócić do pełni sił, wtedy szybciej będzie mogła się na coś przydać, a to się dla niej najbardziej liczyło.
- Chcesz na mnie zwalić papierkową robotę? - Udała rozczarowanie. Nawet tej papierkowej roboty jej brakowało, kiedy siedziała w łóżku kolejny dzień. Wiele by dała, żeby wrócić do pracy.
- Oczywiście. Są zaślepieni pragnieniem władzy. Nie patrzą na nic, żeby to osiągnąć. Nie wiem, jak można aż tak obsesyjnie za tym podążąć, w ogóle nie widzą, że ich ideały nie mają najmniejszego sensu. Ciekawe, czy kiedyś zrozumieją to wszystko. - Wydawało się jej, że raczej nie. Nie miała pojęcia, co musiałoby się wydarzyć, żeby poplecznicy Voldemorta wreszcie otworzyli oczy.
- Jestem pewna, że by to zrobił. Nie widziałam tego, co działo się później, ale musiało być okropnie. - Została odcięta w pewnym momencie i obudziła się przecież dopiero po wszystkim, kiedy udało im się przetrwać noc. Może i lepiej dla niej. - Zostaw go, dziękuję za odwiedziny i nie baw się tam za dobrze, beze mnie. - Rzuciła jej jeszcze na odchodne.