Serce waliło jej jak młot, bała się, że jeśli Irytek ich razem zobaczy cały zamek będzie o tym huczał, że Avelina przesiaduje w damskich toaletach z samym Rookwoodem – prefektem Ślizgonów. Bała się plotek na swój temat, nigdy nie lubiła być w centrum uwagi, wolała jak ta uwaga skupiała się na innych uczniach. Opierała dłonie o spłuczkę czując, że jest jej okropnie niewygodnie, a w dodatku pochylający się nad nią Rookwood sprawiał, że było jej jeszcze bardziej niekomfortowo. Policzki paliły ją z zawstydzenia, a gdy zaczął szeptać jej do ucha zamknęła mocno oczy. Nigdy nie byłą tak blisko chłopaka i w sumie póki co nie planowała takich zbliżeń.
– Oh, cicho bądź Rookwood. – szepnęła zaciskając mocno usta, że zamieniły się w wąską linie. – Mówiłam, że to miejsce nie jest dobre i się nie rumie… – wtedy do toalety wpadł Irytek i zaczął głośno wołać Martę. Próbował brzmieć przy tym zbyt uroczo i robił okropny hałas, uderzał w jakieś losowe przedmioty, a gdy w końcu zatrzymał się przy miejscu, gdzie się chowali Avelina otworzyła oczy próbując nie oddychać. Położyła dłonie na ramieniu Rookwooda, aby nie spadł i żeby jej samej było wygodniej. W końcu duch nie znalazł tu nic ciekawego i zniknął.
– Zejdziesz…? – szepnęła, ponieważ zaschło jej w ustach, a zapach toaletowej wody nie należał do przyjemnych, mimo że chłopak wyglądał naprawdę ciekawie.