Dlatego, że nie zauważył różnicy, powinien był zauważyć różnicę. Chyba rozumiecie, o co mi chodzi. Normą jest to, z czym stykasz się regularnie. Jakaś stała, która została wypracowana w twojej głowie, albo w ogóle - na głowie tego świata. Kiedy dotykał ludzi - oni byli ciepli. Gorący niekiedy. Kiedy ludzie dotykali jego - był zimny. Różnica robiła się, kiedy dotykał człowieka, a on wcale nie był ciepły. Był taki w sam raz. Ani się nie ogrzejesz, ani nie poczujesz chłodu. To więc było spoglądanie na pewną normę. I nie, nie odebrał tego jako wytknięcie, natomiast było to w pewien sposób ironiczne - tak się układało w jego głowie. Bo przecież w niektórych światach to nie nadzieja, a czarny humor umierał ostatni. Tak było w świecie Sauriela. Nie było to na tyle zabawne, żeby się z tego śmiał, bo było tragiczne. Cokolwiek ją dotknęło i cokolwiek jej się przydarzyło mógł mieć tylko jedną nadzieję - że to nie na zawsze. Że to tylko na chwilkę. A przecież nie było wystarczająco małej ilości klątw na tym świecie, żeby wszystkie skatalogować i poddać badaniom. Żeby powiedzieć, że każdą z nich dało się cofnąć, odwołać. Nie dało.
- Nie ściemniaj. To nie jest przyjemne, wiem o tym. - Okej, może był w stanie uwierzyć, że to akceptowała, ale to, że jej nie przeszkadzało? Nie. Głównie dlatego, że nawet nie doświadczyła tego na tyle, żeby mówić o przeszkadzaniu albo jego braku. Bo dbał zazwyczaj o to, żeby nie było tego nieprzyjemnego zetknięcia. Na tyle jeszcze ta beznadziejna magia, która prowadziła do tylu krzywd, się nadawała. Zabrzmiał może trochę za ostro - nie tyle tonem, co sposobem wypowiedzi, tak sobie pomyślał.
- Spiry... cooo? - Wybałuszył trochę oczy, bo jak dotarło w pełni do niego to, co zostało powiedziane, to zwątpił. - Znaczy rozumiem co powiedziałaś, ale to to... chyba jakiś... inny rodzaj... ee... choroby? Problemu? - No jak to w sumie nazwać? Nie był specjalistą w nekromancji, a tego chyba to dotyczyło, prawda? - Może... chciałabyś... Może Joseph mógłby to zobaczyć. - Mruknął cicho, ale wystarczająco głośno, żeby zostać dosłyszanym i zrozumianym. I dopiero jak to powiedział to skrzywił się, bo dotarło do niego, że to chyba jednak nie jest najlepszy pomysł.
Saurielowi raczej wydawało się, że Victoria to gotowa jest przewracać oczami, kiedy przybierał taki ton. A na pewno nie podejrzewał jej o to, że mogłoby się jej podobać.
Zaparkował przed rezydencją, na ulicy. Wysiadł z samochodu i podszedł od strony Victorii, żeby zobaczyć, czy w ogóle nie potrzebuje pomocy z wysiadaniem, z... wędrowaniem. Wyglądała naprawdę koszmarnie - kiedy teraz na nią spojrzał. A i tak widział niewiele - może i noc nie była czarna, może i było jakieś światło i latarnie robiły swoje, ale nadal było widać o wiele mniej niż w zwykłym świetle dziennym czy też nawet sztucznym - domowym.
- Jasne. Nie powiem, że to przyjemność, bo wolałbym cię odwozić od koleżanek z małego party... - Uśmiechnął się smętnie kącikiem ust. - ... ale i tak spoko. - Dał się ugłaskać z włosem. A może sam się ugłaskał? W ten czy inny sposób był o wiele spokojniejszy i jakoś tak... bał się o nią. Nie chciał, żeby coś złego jej się stało - naprawdę. I nie czuł się dobrze, widząc ją w takim stanie. - Ay, no... ay. - Zakończył trochę koślawie. - I teleportacją. Teren jest ogólnie... fe i be... - Zaplótł ręce na klatce piersiowej na wspomnienie tej wspaniałej polany. - Zostać? - Zaskoczenie było wszem i wobec zmanifestowane w jego głośnie i na facjacie. Zostać. W jej domu. Z jej matką? I... co potem? Nie chciał zostawać. I jednocześnie słysząc jej słowa nie chciał JEJ zostawiać. Znowu poczuł mieszankę dziwnie sprzecznych uczuć, które wcale mu się nie podobały. - No... ten... słuchaj nie dałoby rady skołować veritaserum? Może popatrzę w te twoje... książki... - Zamknął samochód - i poszedł razem z nią do domu.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.