Po powrocie z pracy do posiadłości Chester nakazał skrzatowi domowemu powiesić swój płaszcz na wieszaku w holu oraz przygotować kolację dla wszystkich domowników. Po śmierci żony nie porzucił tego zwyczaju siadania do stołu ze swoimi dziećmi. Ich obecność na tym posiłku była z zasady obowiązkowa. Przynajmniej dopóki mieszkają pod jego dachem. Ogólnie przyjętym wyjątkiem od tej reguły była jego nieobecność wynikająca z jego obowiązków zawodowych lub śmierciożerczej działalności. W pierwszym przypadku zawsze starał się ich powiadomić. Natomiast co do do drugiej sprawy to im mniej wiedzieli o jego poczynaniach, tym lepiej. Gwarantowało to większe bezpieczeństwo dla niego, dla nich i dla organizacji.
Po skończonym posiłku Chester skierował swoje kroki do swojej sypialni. Postanowił wziąć prysznic oraz położyć się wcześniej, niż zwykle spać. Na nocnej szafce, tuż obok papierośnicy, czekała na niego miarka eliksiru słodkiego snu. Zanim jednak po nią sięgnął, wyszedł w szlafroku na balkon zapalić przed snem ostatniego w tym dniu papierosa. Nie zdążył nawet po powrocie do środka zamknąć drzwi balkonowe i podejść do łóżka, jego uszu dobiegł magicznie wzmocniony głos swojego młodszego syna, bliźniaka Vespery. Brakuje jeszcze najstarszego, Ulyssesa.
Dzieci należy widzieć, a nie słyszeć. A on słyszał swoich potomków aż za dobrze. Krzyk Augustusa, głośny śmiech i słowa jego siostry. Nie wiedział, co zaszło między nimi. Nieszczególnie go to interesowało. Nie oznaczało to, że zamierzał przejść nad do porządku dziennego. Przeszedł przez swoją sypialnię do drzwi, które po gwałtownym otwarciu zamknęły się za nim z dobrze słyszalnym hukiem. Szybkim krokiem podążył ku nim. Nie było to trudne, biorąc pod uwagę robiony przez nich raban.
— CZY WY NIE MACIE JUŻ POSZANOWANIA DO ZASAD OBOWIĄZUJĄCYCH W TYM DOMU?! ILE RAZY MAM WAM POWTARZAĆ, ŻE MACIE BYĆ CICHO KIEDY JESTEM W ŚRODKU?! — Wydarł się na bliźnięta jak tylko stanął przed nimi. Wyglądał na wyraźnie zdenerwowanego. Jeszcze jak byli młodsi to tego typu zachowanie było bardziej przez niego tolerowane. Wolał nie mieć powodów do tego aby musieć wkurwiać się na swoich potomków. Gdy już miał za sobą pierwszy wybuch gniewu, jego uwagę przykuło uwagę to, że na głowie Augustusa wyrósł całkiem dorodny kaktus. Nie miał wątpliwości, że to było dzieło magii. Nie było go przy tym jak do tego doszło.
— Wyjaśnij mi, jak to się stało, że na twojej głowie wyrósł kaktus. — Kierując to polecenie do Augustusa, skupił na nim surowe spojrzenie. Splótł ramiona na swoim torsie, wyczekując stosownej odpowiedzi. Ten problem należało rozwiązać jak najszybciej, jednak nie było na tyle poważne aby musiał nadstawiać karku. Nie bez powodu nauczył ich samodzielności.