07.07.2023, 21:38 ✶
Skinęła głową, nie mogąc się pozbyć jakiegoś dziwnego przeczucia. Choć może miała urojenia? A może to po prostu pozostałości po Latajku i spółce, trudno powiedzieć; dość, że gdyby była kotem, to w tej chwili cała by się jeżyła.
A im dłużej tu przebywali, tym bardziej nie chciała tu być.
Tyle że odejście stąd bynajmniej nie polepszało sprawy, jak można by wstępnie oczekiwać. A skoro tak, to źródło tego całego niepokoju musiało leżeć gdzie indziej… och, może jednak należało ją zostawić tam, gdzie znaleźli? Myśl ta rozgościła się w umyśle Lety.
Klątwa… hm. Różdżkę cały czas trzymała w pogotowiu, więc nie musiała jej znikąd wyciągnąć; ot, machnęła nią raz, drugi, nie przestając iść obok Cathala. I skrzywiła się zaraz z niechęcią. Szlag.
- Nic nie wyczuwam. Nie wiem, albo znowu magia odstawia cyrk większy niż Bellowie, albo faktycznie nie ma żadnej klątwy. Trudno powiedzieć, potrzebowałabym znacznie więcej czasu... - … którego na dobrą sprawę nie mieli. Choćby z tego względu, że nie mieli się tu włóczyć po zmroku (co sama zresztą popierała) – Ale jeśli klątwa, to strzelałabym w tę ze snem. Wiesz, królewna Śnieżka? Albo ta Śpiąca królewna? Po prostu wciśnijmy ją komu się da i wracajmy szukać dalej – dodała po krótkiej chwili. Tak. Dziewczyna sama w sobie mało ją obchodziła, nie należała też do archeologicznych skarbów. I o ile Leta mogła pchać się w czeluści grobowców, które przeraziłyby zapewne niejednego, tak tutaj wolała posłuchać swojego wewnętrznego głosu, który kazał trzymać się od niej z dala.
Czy miał rację – to już inna sprawa; w najgorszym razie będzie pluła sobie w brodę, że jednak się nie zaparła i nie badała aż do skutku.
Koniec końców, nie odeszli aż tak daleko od miejsca pożaru; zaniesienie tam dziewczyny nie zajęło zatem specjalnie wiele czasu. A jeszcze mniej zajęło go wciśnięcie nieprzytomnej brygadzistom – już oni sobie z tym powinni dalej poradzić, prawda?
A im dłużej tu przebywali, tym bardziej nie chciała tu być.
Tyle że odejście stąd bynajmniej nie polepszało sprawy, jak można by wstępnie oczekiwać. A skoro tak, to źródło tego całego niepokoju musiało leżeć gdzie indziej… och, może jednak należało ją zostawić tam, gdzie znaleźli? Myśl ta rozgościła się w umyśle Lety.
Klątwa… hm. Różdżkę cały czas trzymała w pogotowiu, więc nie musiała jej znikąd wyciągnąć; ot, machnęła nią raz, drugi, nie przestając iść obok Cathala. I skrzywiła się zaraz z niechęcią. Szlag.
- Nic nie wyczuwam. Nie wiem, albo znowu magia odstawia cyrk większy niż Bellowie, albo faktycznie nie ma żadnej klątwy. Trudno powiedzieć, potrzebowałabym znacznie więcej czasu... - … którego na dobrą sprawę nie mieli. Choćby z tego względu, że nie mieli się tu włóczyć po zmroku (co sama zresztą popierała) – Ale jeśli klątwa, to strzelałabym w tę ze snem. Wiesz, królewna Śnieżka? Albo ta Śpiąca królewna? Po prostu wciśnijmy ją komu się da i wracajmy szukać dalej – dodała po krótkiej chwili. Tak. Dziewczyna sama w sobie mało ją obchodziła, nie należała też do archeologicznych skarbów. I o ile Leta mogła pchać się w czeluści grobowców, które przeraziłyby zapewne niejednego, tak tutaj wolała posłuchać swojego wewnętrznego głosu, który kazał trzymać się od niej z dala.
Czy miał rację – to już inna sprawa; w najgorszym razie będzie pluła sobie w brodę, że jednak się nie zaparła i nie badała aż do skutku.
Koniec końców, nie odeszli aż tak daleko od miejsca pożaru; zaniesienie tam dziewczyny nie zajęło zatem specjalnie wiele czasu. A jeszcze mniej zajęło go wciśnięcie nieprzytomnej brygadzistom – już oni sobie z tym powinni dalej poradzić, prawda?