07.07.2023, 21:56 ✶
Hehe. Doskonale to widziałem! Nie spuszczałem z niej spojrzenia, więc widziałem to dziecinne, babskie oburzenie, a zaraz po tym usłyszałem słowa wyparcia. Podobałem się jej, ale nie chciała się do tego przyznać. Jakie to było małostkowe, że tak banalna sprawa wywoływała w niej tyle emocji i tak mieszała jej w tej główce. Na swój sposób urocze.
- To znaczy, że cuchniesz Gryfonem. Nie grzeszysz inteligencją i jak głupia pakujesz się w kłopoty - podsumowałem wprost, nieco ją obrażając, by pozostać w tym wszystkim sobą. Nie zamierzałem jej prawić komplementów. Jeszcze czego! Kto wie? Może by z tej rozpierającej radości zaczęła biegać po Hogwarcie i krzyczeć na cały głos, że jest zakochana w Ślizgońskim przystojniaku. I to z wzajemnością. Bleh.
Wzdrygnąłem się lekko, po czym złapałem jedną ręką mocniej kabinę, bo tu panna Paxton zaczynała zgodnie z gryfońską butą iść w zaparte. Tym samym wpadła na mnie i niemalże wywróciła na tę obleśną podłogę.
- TY... NA MNIE lecisz! - zawyłem głupio zadowolony, pod koniec zdania ściszając ton by przypadkiem nie wywołać Jęczącej Patrzcie-Jaka-Jestem-Biedna-I-Żałosna Marty. Nie znosiłem jej. Tak bardzo jej nie znosiłem, że aż pomogłem Paxton stanąć stabilnie na płytkach i sam zaraz zszedłem z tego kibla. Miejsce obleśne, nienależące do romantycznych ani chociaż przyjemnych.
- Trzymam cię za słowo, Paxton, by nasza umowa pozostała między nami. I bez mataczenia, bo wiem gdzie mieszkasz - zaśmiałem się, robiąc złowrogi krok w jej kierunku. Znacznie przewyższałem ją wzrostem, a ona była taka drobna i dziewczęca, że pewnie nie musiałbym się za bardzo wysilić by się popłakała.
Dziwnie tak, że z romansideł przeszedłem na grozę, ale najwyraźniej taka była kolej rzeczy. Niech wie, kto tu rządzi. Zdecydowanie musiałem tego nauczyć moją siostrę, bo się w tym gubiła dziewczyna. Miałem nadzieję, że chociaż Paxton będzie znała swoje miejsce...
Kto by pomyślał w tamtej chwili, że Nadzieja była Matką Głupich i Augustusa Rookwooda?
- To znaczy, że cuchniesz Gryfonem. Nie grzeszysz inteligencją i jak głupia pakujesz się w kłopoty - podsumowałem wprost, nieco ją obrażając, by pozostać w tym wszystkim sobą. Nie zamierzałem jej prawić komplementów. Jeszcze czego! Kto wie? Może by z tej rozpierającej radości zaczęła biegać po Hogwarcie i krzyczeć na cały głos, że jest zakochana w Ślizgońskim przystojniaku. I to z wzajemnością. Bleh.
Wzdrygnąłem się lekko, po czym złapałem jedną ręką mocniej kabinę, bo tu panna Paxton zaczynała zgodnie z gryfońską butą iść w zaparte. Tym samym wpadła na mnie i niemalże wywróciła na tę obleśną podłogę.
- TY... NA MNIE lecisz! - zawyłem głupio zadowolony, pod koniec zdania ściszając ton by przypadkiem nie wywołać Jęczącej Patrzcie-Jaka-Jestem-Biedna-I-Żałosna Marty. Nie znosiłem jej. Tak bardzo jej nie znosiłem, że aż pomogłem Paxton stanąć stabilnie na płytkach i sam zaraz zszedłem z tego kibla. Miejsce obleśne, nienależące do romantycznych ani chociaż przyjemnych.
- Trzymam cię za słowo, Paxton, by nasza umowa pozostała między nami. I bez mataczenia, bo wiem gdzie mieszkasz - zaśmiałem się, robiąc złowrogi krok w jej kierunku. Znacznie przewyższałem ją wzrostem, a ona była taka drobna i dziewczęca, że pewnie nie musiałbym się za bardzo wysilić by się popłakała.
Dziwnie tak, że z romansideł przeszedłem na grozę, ale najwyraźniej taka była kolej rzeczy. Niech wie, kto tu rządzi. Zdecydowanie musiałem tego nauczyć moją siostrę, bo się w tym gubiła dziewczyna. Miałem nadzieję, że chociaż Paxton będzie znała swoje miejsce...
Kto by pomyślał w tamtej chwili, że Nadzieja była Matką Głupich i Augustusa Rookwooda?