Na całe szczęście Rookwood miał jako tako pojęcie na temat wysiłku fizycznego i refleksu, bo nie dał jej upaść. Doceniła to w serduszku, a jego słowa sprawiły, że w środku wszystko w niej się zagotowało. Starała się jednak tego nie okazać. Uniosła tylko dumnie podbródek i patrzyła mu prosto w oczy, aby nie dać mu wygrać. Milczenie jest złotem, więc nie zamierzała łechtać mu ego słowami. Tak, nadal była zawstydzona, bo był to jej pierwszy bliski kontakt z chłopakiem i to w dodatku o wiele starszym.
– Może przestaniesz krzyczeć o takich głupotach, co? W tym momencie to ty próbujesz mi to wmówić – zrobiła ten sam krok w tym samym czasie, co on. Tak, próbowała go naśladować, aby sobie dodać otuchy i się go nie bać. Już raz groził jej różdżką i udowodnił, że nic jej nie zrobi, więc strach, który się w niej tlił był mniejszy niż na początku ich znajomości. – Może to ty na mnie lecisz i próbujesz to odwrócić, co? – dziecinnie odbiła pałeczkę nie przestając patrzeć w jej oczy. Dłonie pociły się jej ze stresu i zaciskała je kurczowo na szacie.
– Jak ja coś obiecuję, Rookwood to nigdy nie łamię danego słowa. Ludzie, którzy łamią obietnice są obleśni i mam nadzieje, że ty również tak uważasz.
W jej brązowych oczach mógł zobaczyć obawę przed nim, a na policzkach nadal rumiane plamy od zawstydzenia lub wściekłości, którą u niej powodował. Oh, dlaczego musiała trafić na niego.