08.07.2023, 12:34 ✶
Weszli w las po to, by zadbać o finansowanie wyprawy odnaleźć zaginionego członka rodziny Cathala, a jak na razie, okazywało się, znajdowali chyba każdego, tylko nie tego dzieciaka. Nieprzytomna wzbudzała niepokój, uzdrowiciel mógł okazać się przydatny – więc holowali go ze sobą – teraz zaś…
… tak, wzięcie ze sobą Ronalda nie było takie głupie.
A może i było, bo pierwszy odruch Lety był taki, jak i u Cathala: zostawić naćpanego w cholerę, niech się z nim dzieje wola Matki.
- Ciebie to akurat żadna by nie tknęła – warknęła, niech poirytowana sugestią. Tak. Było Beltane, co niektórzy wchodzili w las, by oddać się uniesieniom. Ale wchodzenie do lasu, by znaleźć chłopa i akurat z tym chłopem…? Aż się wzdrygnęła z obrzydzenia, gdy wyobraźnia usłużnie podsunęła mało przyjemne obrazy.
Tak, byłyby o wiele przyjemniejsze, gdyby główną w nich rolę dzierżył ktoś zgoła inny, a nie ta ludzka szumowina.
- No dobrze, wyciągniemy go i co to zmieni? Jeszcze dziś, jutro, może pojutrze, a może trochę jeszcze później i tak znów gdzieś wyląduje zaćpany i się wychłodzi. Albo przedawkuje. Albo wkurzy kogoś, kogo nie powinien. Na jedno wyjdzie – sarknęła i przewaliła oczyma, gdy uzdrowiciel jednak się uparł, że ko-nie-cznie muszą go ze sobą zabrać i koniec, kropka.
- Dzięki – mruknęła pod adresem Cala, gdy ten nie bawił się w ceregiele i po prostu typa uciszył. Tak, sama pewnie by to zaraz zrobiła, gdyby Shafiq jej nie uprzedził.
- Tylko trzymaj go ode mnie z dala – przestrzegła uzdrowiciela, podkreślając swoje słowa uniesioną różdżką. Poczekała chwilę, aż mężczyzna odstawi swoje uzdrowicielskie sprawy, skoro już koniecznie musiał, a potem pozostawało już tylko pójść dalej w las.
… tak, wzięcie ze sobą Ronalda nie było takie głupie.
A może i było, bo pierwszy odruch Lety był taki, jak i u Cathala: zostawić naćpanego w cholerę, niech się z nim dzieje wola Matki.
- Ciebie to akurat żadna by nie tknęła – warknęła, niech poirytowana sugestią. Tak. Było Beltane, co niektórzy wchodzili w las, by oddać się uniesieniom. Ale wchodzenie do lasu, by znaleźć chłopa i akurat z tym chłopem…? Aż się wzdrygnęła z obrzydzenia, gdy wyobraźnia usłużnie podsunęła mało przyjemne obrazy.
Tak, byłyby o wiele przyjemniejsze, gdyby główną w nich rolę dzierżył ktoś zgoła inny, a nie ta ludzka szumowina.
- No dobrze, wyciągniemy go i co to zmieni? Jeszcze dziś, jutro, może pojutrze, a może trochę jeszcze później i tak znów gdzieś wyląduje zaćpany i się wychłodzi. Albo przedawkuje. Albo wkurzy kogoś, kogo nie powinien. Na jedno wyjdzie – sarknęła i przewaliła oczyma, gdy uzdrowiciel jednak się uparł, że ko-nie-cznie muszą go ze sobą zabrać i koniec, kropka.
- Dzięki – mruknęła pod adresem Cala, gdy ten nie bawił się w ceregiele i po prostu typa uciszył. Tak, sama pewnie by to zaraz zrobiła, gdyby Shafiq jej nie uprzedził.
- Tylko trzymaj go ode mnie z dala – przestrzegła uzdrowiciela, podkreślając swoje słowa uniesioną różdżką. Poczekała chwilę, aż mężczyzna odstawi swoje uzdrowicielskie sprawy, skoro już koniecznie musiał, a potem pozostawało już tylko pójść dalej w las.