08.07.2023, 13:05 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.07.2023, 13:06 przez Augustus Rookwood.)
Nutka obawy w jej spojrzeniu jedynie nakręcała mnie do tego aby być jeszcze bardziej złym i okrutnym Ślizgonem, ukazującym swą wyższość na każdym kroku. Mogła sobie robić pseudoodważne ruchy w moim kierunku, ale tak naprawdę była słaba i to tyle w temacie. Nie była w stanie nic mi zrobić, a ja...? A ja co? Czy byłbym w stanie zrobić jej krzywdę? Coś naprawdę złego i okrutnego? Coś, co pozostawiłoby po sobie fizyczne znaki?
Pokręciłem głową, zamierzając wyrzucić podobne myśli ze swojej głowy. Gdybym musiał, nie powinienem się zastanawiać. Zrobiłbym to.
Tak samo jak zachowam dominację podczas tej rozmowy. To ja nią kierowałem, a nie Avelina.
- A co, jeśli lecę? - zapytałem, robiąc kolejny krok w jej kierunku. Teraz, cóż, gdyby zrobiła swój własny, to stalibyśmy przed sobą, czując własne oddechy. Niebezpiecznie blisko. Tak blisko, jak w toalecie, a tego raczej Paxton chciała uniknąć. Ja, jadąc na wariackich papierach, ewidentnie zamierzałem brnąć w cokolwiek, co tylko miało ją speszyć i w końcu doprowadzić do kapitulacji.
Złapałem ją za przedramię by potwierdzić swoje słowa. Nie odrywałem z niej swego spojrzenia, uśmiechając się paskudnie. Jak bestia, choć urok w tym z pewnością dalej zachowywałem. Może nieco zmodyfikowany, ale był.
- I nie pozwolę ci stąd wyjść...? - kontynuowałem, ściskając delikatnie jej przedramię swoją prawą dłonią. - Może ci to obiecam? - zaproponowałem, kpiąc sobie z jej przekonań i uczuć, nadziei i pewności. Nie zdradzałem się z tym, że sam osobiście brałem do siebie tego typu rzeczy, co zapewne zdążyła wyłapać z mojej rozmowy z Martą, ale nie byłem tego świadom, szczególnie że wtedy mieszałem prawdę z fikcją. Bawiłem się, nie mówiąc poważnie... W teorii.
- Co ty na to, Avelinko? - zapytałem drwiąco, pochylając się w jej kierunku. Może jakiś całus. Obserwowałem ją, zastanawiając się, jaka by była jej reakcja. Spłonęłaby w totalnych rumieńcach. Dziewczyny wariowały na tym punkcie. To całus w usta... czy może w policzek? Kuszące.
Aż zagryzłem wargę. Ciężki to był orzech do zgryzienia.
Pokręciłem głową, zamierzając wyrzucić podobne myśli ze swojej głowy. Gdybym musiał, nie powinienem się zastanawiać. Zrobiłbym to.
Tak samo jak zachowam dominację podczas tej rozmowy. To ja nią kierowałem, a nie Avelina.
- A co, jeśli lecę? - zapytałem, robiąc kolejny krok w jej kierunku. Teraz, cóż, gdyby zrobiła swój własny, to stalibyśmy przed sobą, czując własne oddechy. Niebezpiecznie blisko. Tak blisko, jak w toalecie, a tego raczej Paxton chciała uniknąć. Ja, jadąc na wariackich papierach, ewidentnie zamierzałem brnąć w cokolwiek, co tylko miało ją speszyć i w końcu doprowadzić do kapitulacji.
Złapałem ją za przedramię by potwierdzić swoje słowa. Nie odrywałem z niej swego spojrzenia, uśmiechając się paskudnie. Jak bestia, choć urok w tym z pewnością dalej zachowywałem. Może nieco zmodyfikowany, ale był.
- I nie pozwolę ci stąd wyjść...? - kontynuowałem, ściskając delikatnie jej przedramię swoją prawą dłonią. - Może ci to obiecam? - zaproponowałem, kpiąc sobie z jej przekonań i uczuć, nadziei i pewności. Nie zdradzałem się z tym, że sam osobiście brałem do siebie tego typu rzeczy, co zapewne zdążyła wyłapać z mojej rozmowy z Martą, ale nie byłem tego świadom, szczególnie że wtedy mieszałem prawdę z fikcją. Bawiłem się, nie mówiąc poważnie... W teorii.
- Co ty na to, Avelinko? - zapytałem drwiąco, pochylając się w jej kierunku. Może jakiś całus. Obserwowałem ją, zastanawiając się, jaka by była jej reakcja. Spłonęłaby w totalnych rumieńcach. Dziewczyny wariowały na tym punkcie. To całus w usta... czy może w policzek? Kuszące.
Aż zagryzłem wargę. Ciężki to był orzech do zgryzienia.