08.07.2023, 18:12 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.07.2023, 18:35 przez Augustus Rookwood.)
Sam nie wiedziałem do czego dążyłem. Płynąłem z prądem, posuwając się z każdą sekundą do przodu. Nie miałem pojęcia, gdzie znajdowała się meta. Chyba pragnąłem po prostu doprowadzić Avelinę Paxton do skraju. Strachu bądź wściekłości.
Gorzej, bo miałem nieodparte wrażenie, że to ona bardziej oddziaływała na moje emocje aniżeli ja na niej. Na słowa o moim „tatulku” drgnąłem. Fakt, ojciec by nie pochwalił całej tej głupiej maskarady. Uznałby, że marnuję czas dla szlamy, że powinienem się doskonalić i zawierać preferowane przez niego znajomości. Wśród czarodziejów godnych, a nie pospólstwa.
Zacisnąłem usta w złości. Nie powinna była wspominać o Rookwoodzie Seniorze. Nic nie wiedziała o mnie i o moim życiu. Puściłem ją, jakby mnie poparzyła. Wpierw chciałem ścisnąć dłonie w pięści, ale jej ręka stała mi na przeszkodzie. Teraz mogłem swobodnie... się wściekać? Pałać furią. Znowu czułem jak mi wszystko drgało.
- Nie masz pojęcia, czego oczekiwałby mój ojciec - odparłem zły na nią, zły na ojca na całą tę sytuację. W tej chwili, to właściwie w dupie miałem cokolwiek. Nigdzie człowiek nie mógł pobyć sobie sam w spokoju, bo wszędzie były jakieś baby psujące mi humor. - Wiesz co? Daruj sobie te eliksiry, bo i tak nie dasz rady. Beznadzieja - warknąłem, namierzając spojrzeniem swoje ruchomości. Podniosłem je z podłogi. Koniec pogawędki. Koniec audiencji.
Pokręciłem głową, jakby krytykując postawę Aveliny. Zeżarła mądrości świata jasnowidzka.
- Ani mi się waż zagadywać albo chociaż spojrzeć na mnie na korytarzu... - rzuciłem na do widzenia i tyle mnie było. Czmychnąłem z toalety w kierunku biblioteki.
Gorzej, bo miałem nieodparte wrażenie, że to ona bardziej oddziaływała na moje emocje aniżeli ja na niej. Na słowa o moim „tatulku” drgnąłem. Fakt, ojciec by nie pochwalił całej tej głupiej maskarady. Uznałby, że marnuję czas dla szlamy, że powinienem się doskonalić i zawierać preferowane przez niego znajomości. Wśród czarodziejów godnych, a nie pospólstwa.
Zacisnąłem usta w złości. Nie powinna była wspominać o Rookwoodzie Seniorze. Nic nie wiedziała o mnie i o moim życiu. Puściłem ją, jakby mnie poparzyła. Wpierw chciałem ścisnąć dłonie w pięści, ale jej ręka stała mi na przeszkodzie. Teraz mogłem swobodnie... się wściekać? Pałać furią. Znowu czułem jak mi wszystko drgało.
- Nie masz pojęcia, czego oczekiwałby mój ojciec - odparłem zły na nią, zły na ojca na całą tę sytuację. W tej chwili, to właściwie w dupie miałem cokolwiek. Nigdzie człowiek nie mógł pobyć sobie sam w spokoju, bo wszędzie były jakieś baby psujące mi humor. - Wiesz co? Daruj sobie te eliksiry, bo i tak nie dasz rady. Beznadzieja - warknąłem, namierzając spojrzeniem swoje ruchomości. Podniosłem je z podłogi. Koniec pogawędki. Koniec audiencji.
Pokręciłem głową, jakby krytykując postawę Aveliny. Zeżarła mądrości świata jasnowidzka.
- Ani mi się waż zagadywać albo chociaż spojrzeć na mnie na korytarzu... - rzuciłem na do widzenia i tyle mnie było. Czmychnąłem z toalety w kierunku biblioteki.
Koniec sesji