08.07.2023, 21:25 ✶
Cierpiałem na bezsenność, więc nocne warty nie sprawiały mi problemu. Miały w sobie nawet pewien urok, swobodę, bo mogłem pobyć w samotności, w kompletnej ciszy. Doceniałem momenty, kiedy mogłem się wyciszyć, tak kompletnie. Rzadko kiedy uczniowie spacerowali po korytarzach, szczególnie o tak później porze. Niekiedy brałem więc na siebie nawet więcej wart, aby pobyć samemu, a potem mieć chody u nauczycieli i móc swobodnie opuszczać lekcje. Szczególnie te, za którymi nie przepadałem.
Byłem zrelaksowany. Pochylony nad książką, do której przyświecał mi księżyc oraz słabe światło wydobywające się z lampy, czytałem o technikach wykorzystywanych podczas magicznych pojedynków. Miałem kilka swoich autorytetów w tej dziedzinie, a ta księga była nimi wypełniona po brzegi. Tak kompletnie odpłynąłem podczas jej lektury, że drgnąłem, kiedy usłyszałem głos. Dosyć znajomy, aczkolwiek dziwnie uprzejmy. Ostatnio raczej szczekał i pluł jadem. Rzecz jasna, od razu rozpoznałem Avelinę Paxton.
- Witaj, witaj - odparłem niezbyt zadowolony, obróciwszy się w jej kierunku. Jej postać była ledwie widoczna.
- Mam nadzieję, że przyśniła ci się dostatecznie dobra obelga skierowana w moim kierunku, że śmiesz zawracać mi dupę w środku nocy - mruknąłem, czekając na te jej prezenty. Od naszego pierwszego spotkania, nie mogłem się powstrzymać i zacząłem ją dręczyć na korytarzach, a ona, cóż, nie pozostawała dłużna. Miała zbyt cięty ten język. Przydałoby się go ukrócić nim wpakuje ją w o wiele gorsze tarapaty.
- Poza tym załatwię ci jakieś minus dwadzieścia punktów. Nie ma sprawy - dodałem, wkładając czarne pióro do księgi i ją zatrzaskując. Zacząłem się zbierać z podłogi, gdyż ewidentnie czekał nas spacer do Opiekuna Ravenclaw. Pani psor sobie nie pośpi.
Byłem zrelaksowany. Pochylony nad książką, do której przyświecał mi księżyc oraz słabe światło wydobywające się z lampy, czytałem o technikach wykorzystywanych podczas magicznych pojedynków. Miałem kilka swoich autorytetów w tej dziedzinie, a ta księga była nimi wypełniona po brzegi. Tak kompletnie odpłynąłem podczas jej lektury, że drgnąłem, kiedy usłyszałem głos. Dosyć znajomy, aczkolwiek dziwnie uprzejmy. Ostatnio raczej szczekał i pluł jadem. Rzecz jasna, od razu rozpoznałem Avelinę Paxton.
- Witaj, witaj - odparłem niezbyt zadowolony, obróciwszy się w jej kierunku. Jej postać była ledwie widoczna.
- Mam nadzieję, że przyśniła ci się dostatecznie dobra obelga skierowana w moim kierunku, że śmiesz zawracać mi dupę w środku nocy - mruknąłem, czekając na te jej prezenty. Od naszego pierwszego spotkania, nie mogłem się powstrzymać i zacząłem ją dręczyć na korytarzach, a ona, cóż, nie pozostawała dłużna. Miała zbyt cięty ten język. Przydałoby się go ukrócić nim wpakuje ją w o wiele gorsze tarapaty.
- Poza tym załatwię ci jakieś minus dwadzieścia punktów. Nie ma sprawy - dodałem, wkładając czarne pióro do księgi i ją zatrzaskując. Zacząłem się zbierać z podłogi, gdyż ewidentnie czekał nas spacer do Opiekuna Ravenclaw. Pani psor sobie nie pośpi.