08.07.2023, 22:01 ✶
Chciałem już jej wskazywać drzwi w kierunku wyjścia, ale drgnąłem tylko niespokojnie i zapatrzyłem się na jej usta, które nieznacznie drgnęły nim zaczęła mówić. To, co wypowiadała, docierało do mnie jakby z opóźnieniem, gdyż mój wzrok utknął na dwóch flakonikach, w których odbijało się światło lampy.
Zmarszczyłem brwi. Wietrzyłem jakiś podstęp, gdyż przecież nasza umowa była zerwana, a ona mnie po prostu czysto i wyraźnie nienawidziła. Przełknąłem ślinę i wskazałem na to jej dzieło, z którego była rzekomo aż zanadto dumna.
Zacisnąłem dłonie w pięści by nie świerzbiły mnie tak do wzięcia fiolek od Aveliny. Za bardzo zapraszała.
- Skąd pewność, że są dobrze uwarzone... i że nie dostanę po nich nieprzyjemnych skutków ubocznych? To podstęp? Obudzę się ze świńskim ogonem? - zapytałem niepocieszony i skrzywiłem się podwójnie. Nie znosiłem świń. Chyba bym wyszedł z siebie, gdybym miał paradować po szkole ze świńskim ogonem. Aż przeszedł mnie dreszcz na tę myśl.
Dłonie mnie swędziały, ale uparcie trwałem w swojej pozycji. Miałem od jakiegoś czasu słabość do odurzania się, szczególnie różnorakimi eliksirami, które z kolei ciężko było otrzymać w Hogwarcie, a z matką nie mogłem się dogadać pod tym kątem. Musiałem sobie radzić sam by w odpowiednim momencie radzić sobie ze skupieniem uwagi, a w drugim z bezsennością. Zastanawiałem się, jak smakują. Czy byłem gotowy by zaryzykować otrzymaniem świńskiego ogona? Albo utratą życia...? Nie, Paxton by mnie nie zabiła. Ale była cięta, więc mogła wywinąć mi kawał, który zapadanie w pamięci uczniów już do końca mojej edukacji w Hogwarcie.
- Nie ufam ci. Niby czemu miałbym? Nienawidzisz mnie - stwierdziłem, po czym zaniechałem pola do popisu swoim pokusom. Rozluśniłem mięśnie dłoni i schyliłem się po lampę by lepiej widzieć Paxton. Chciałem ujrzeć jej wyraz twarzy w pełnej krasie, a tym samym ona mogła lepiej widzieć moją facjatę.
Zmarszczyłem brwi. Wietrzyłem jakiś podstęp, gdyż przecież nasza umowa była zerwana, a ona mnie po prostu czysto i wyraźnie nienawidziła. Przełknąłem ślinę i wskazałem na to jej dzieło, z którego była rzekomo aż zanadto dumna.
Zacisnąłem dłonie w pięści by nie świerzbiły mnie tak do wzięcia fiolek od Aveliny. Za bardzo zapraszała.
- Skąd pewność, że są dobrze uwarzone... i że nie dostanę po nich nieprzyjemnych skutków ubocznych? To podstęp? Obudzę się ze świńskim ogonem? - zapytałem niepocieszony i skrzywiłem się podwójnie. Nie znosiłem świń. Chyba bym wyszedł z siebie, gdybym miał paradować po szkole ze świńskim ogonem. Aż przeszedł mnie dreszcz na tę myśl.
Dłonie mnie swędziały, ale uparcie trwałem w swojej pozycji. Miałem od jakiegoś czasu słabość do odurzania się, szczególnie różnorakimi eliksirami, które z kolei ciężko było otrzymać w Hogwarcie, a z matką nie mogłem się dogadać pod tym kątem. Musiałem sobie radzić sam by w odpowiednim momencie radzić sobie ze skupieniem uwagi, a w drugim z bezsennością. Zastanawiałem się, jak smakują. Czy byłem gotowy by zaryzykować otrzymaniem świńskiego ogona? Albo utratą życia...? Nie, Paxton by mnie nie zabiła. Ale była cięta, więc mogła wywinąć mi kawał, który zapadanie w pamięci uczniów już do końca mojej edukacji w Hogwarcie.
- Nie ufam ci. Niby czemu miałbym? Nienawidzisz mnie - stwierdziłem, po czym zaniechałem pola do popisu swoim pokusom. Rozluśniłem mięśnie dłoni i schyliłem się po lampę by lepiej widzieć Paxton. Chciałem ujrzeć jej wyraz twarzy w pełnej krasie, a tym samym ona mogła lepiej widzieć moją facjatę.