Przewróciła oczami, gdy wspomniał o świńskim ogonie. Mogła to zrobić – to był fakt, ale nie fatygowałaby się o tej porze ryzykując ujemne punkty dla swojego domu, szlabanu, aby zrobić mu dziecinny żart. Widziała jak się wahał, widziała jak łaknął tych flakoników i to sprawiało, że czuła się jakby miała nad nim władzę. W końcu to ona mogła nad nim zatriumfować, a nie on nad nią. Jeszcze mu nie wybaczyła jego zachowania z łazienki, nie wybaczyła mu tego jak ją nastraszył i jak próbował ją manipulować, jak próbował perfidnie zakraść się do jej serca. Dobrze, że Avelina świetnie budowała mury w takich sytuacjach nie dopuszczając do siebie tak absurdalnego uczucia jak miłość. Miała idealny przykład szczęśliwego małżeństwa jakim byli jej rodzice, ale przez to bała się, że zakocha się w nieodpowiedniej osobie, co spowoduje, że będzie miała złamane serce.
– Musiałam jakoś załatwić sobie składniki. Byłam u profesora eliksirów i załatwiłam u niego te składniki. Wczoraj je sprawdził, czy są dobrze uwarzone. Wziął ode mnie po jednym flakoniku, aby wystawić mi za nie ocenę, ale myślę, że sam ma problemy z bezsennością i mnie wykorzystał. – wzruszyła ramieniem z cichym westchnięciem. – Mówił, że są perfekcyjnie uwarzone, więc świńskiego ogona nie będzie, ale nie podsuwaj pomysłów – patrzyła na niego mrużąc oczy, ale jak zawsze starała się tonować swoje emocje, ale duma z wykonanego zadania była zbyt silna.
– Nie musisz mi ufać, ale złożyłam obietnicę – prychnęła odwracając od niego wzrok. Był diabłem wcielonym i jakoś nie potrafiła na niego patrzeć, aby mieć spokojny umysł. – Ty również mnie nienawidzisz…