08.07.2023, 22:26 ✶
Lycoris niekiedy potrafiła górować nade mną wzrostem, ale tylko w przypadkach kiedy decydowała się przywdziać obcasy. Byliśmy równi wzrostem, ale też nie wydawało się to być szczególnie rażące z racji delikatnej, wręcz kościstej postury panny Black.
Swoją drogą, uważałem, że zdecydowanie powinna się przebadać i nabrać nieco wagi, popracować co nieco nad poczuciem humoru, nad przyjaznością. Miała więcej wiosen niż ja i nie można było uświadczyć żadnego kawalera na jej horyzoncie. Niechybnie czekało ją staropanieństwo, ale oczywiście nie dzieliłem się z nią tymi spostrzeżeniami, bo to też nie była moja sprawa. Każdy miał własne priorytety, a moimi priorytetami były priorytety ojca... A ona może miała priorytety porównywalne z priorytetami, hmm, choćby żmii.
Zaciągnąłem się papierosem i spojrzałem w niebo. Uśmiechnąłem się nieco, bo w takich momentach pocieszał mnie fakt, że w tej chwili większość społeczeństwa cierpiała z powodu pogody, czy to gdzieś spacerując, czy też się spiesząc.
- Jestem rad - odparłem w ramach odpowiedzi na jej słowa, po czym postanowiłem zmienić temat, a właściwie tak naprawdę nawiązać rozmowę. Szczególnie że ciekaw byłem, co też mogła mi przekazać. Wiedziała, że lubiłem swoją pracę, trupy i to wszystko, dlatego cierpiałem, że nie było mnie w Ministerstwie Magii przez kilka dni w okresie Beltane. Wziąłem urlop w związku z wyjazdem. Wraz z małżonką.
- Lycoris, opowiedz mi, proszę, o Beltane. Słyszałem co nieco od innych i przeglądałem akta... Aczkolwiek zdajesz sobie sprawę, że najbardziej preferuję twój punkt widzenia, jeśli chodzi o sprawy służbowe i naszych interesantów - odparłem neutralnie. Nie podlizywałem jej się, ani również nie byłem w żaden sposób niezdrowo podniecony. Mogła wyczuć jedynie nutkę ciekawości w moim głosie czy też w spojrzeniu, ale nic poza tym.
Zaciągnąłem się papierosem, ponownie uciekając od niej spojrzeniem. Zdecydowanie była za chuda. Ale miała coś w sobie... Nawet przez chwilę zastanawiałem się, czy nie zeswatać jej z Ulyssesem, aczkolwiek nie byłem pewien, czy nasza rodzina byłaby odpowiednią dla kogoś takiego jak Lycoris. Była zbyt wielką indywidualistką... Tak myślę.
Swoją drogą, uważałem, że zdecydowanie powinna się przebadać i nabrać nieco wagi, popracować co nieco nad poczuciem humoru, nad przyjaznością. Miała więcej wiosen niż ja i nie można było uświadczyć żadnego kawalera na jej horyzoncie. Niechybnie czekało ją staropanieństwo, ale oczywiście nie dzieliłem się z nią tymi spostrzeżeniami, bo to też nie była moja sprawa. Każdy miał własne priorytety, a moimi priorytetami były priorytety ojca... A ona może miała priorytety porównywalne z priorytetami, hmm, choćby żmii.
Zaciągnąłem się papierosem i spojrzałem w niebo. Uśmiechnąłem się nieco, bo w takich momentach pocieszał mnie fakt, że w tej chwili większość społeczeństwa cierpiała z powodu pogody, czy to gdzieś spacerując, czy też się spiesząc.
- Jestem rad - odparłem w ramach odpowiedzi na jej słowa, po czym postanowiłem zmienić temat, a właściwie tak naprawdę nawiązać rozmowę. Szczególnie że ciekaw byłem, co też mogła mi przekazać. Wiedziała, że lubiłem swoją pracę, trupy i to wszystko, dlatego cierpiałem, że nie było mnie w Ministerstwie Magii przez kilka dni w okresie Beltane. Wziąłem urlop w związku z wyjazdem. Wraz z małżonką.
- Lycoris, opowiedz mi, proszę, o Beltane. Słyszałem co nieco od innych i przeglądałem akta... Aczkolwiek zdajesz sobie sprawę, że najbardziej preferuję twój punkt widzenia, jeśli chodzi o sprawy służbowe i naszych interesantów - odparłem neutralnie. Nie podlizywałem jej się, ani również nie byłem w żaden sposób niezdrowo podniecony. Mogła wyczuć jedynie nutkę ciekawości w moim głosie czy też w spojrzeniu, ale nic poza tym.
Zaciągnąłem się papierosem, ponownie uciekając od niej spojrzeniem. Zdecydowanie była za chuda. Ale miała coś w sobie... Nawet przez chwilę zastanawiałem się, czy nie zeswatać jej z Ulyssesem, aczkolwiek nie byłem pewien, czy nasza rodzina byłaby odpowiednią dla kogoś takiego jak Lycoris. Była zbyt wielką indywidualistką... Tak myślę.