08.07.2023, 22:48 ✶
Wciąż nie byłem pewien, czy mówiła prawdę, ale zadałem sobie odwrotne pytanie, które dało mi do myślenia - czy Avelina Paxton potrafiła kłamać? Była sobą. Na każdym kroku. Czy miała łagodną i miłą twarzy, czy wtedy, kiedy rzucała obelgi pod moim i moich kolegów adresem. Nie dawała mi powodów abym jej nie ufał, oprócz tej wrodzonej złośliwości, która nakazywała jej strzępić język i nie odpuszczać.
Z kolei, ja sam potrafiłem kłamać. Ukrywałem swoją prawdziwą twarz, czasami nawet przed samym sobą, aczkolwiek nie do tego dążyłem swoimi myślami. Bardziej chodziło mi o to, że przez to byłem bardziej wyczulony na punkcie kłamstwa. Z reguły dostrzegałem krętaczy, widziałem ich już z kilometra.
I musiałem przyznać, że Avelina Paxton była ambitna. Jeśli już coś miała do zrobienia, to znalazła sposób by to wykonać - wkręciła w to samego profesora eliksirów. Zaimponowała mi. Nie kłamała pod tym kątem. Jej wypowiedź była zbyt długa i wylewna.
Wziąłem od niej flakoniki i obejrzałem przy świetle. Były opisane. Jeden był eliksirem uspokajającym, zaś drugi był na dobry sen. Aż zrobiło mi się jakoś tak... dziwnie w piersi. Miło? Niezbyt przyjemnie, ale... Sam nie wiedziałem. Wzruszyłem się? Nie, to nie mogło być to. Zresztą, to był tylko biznes.
- Dobrze, dziękuję - odparłem, podnosząc na nią spojrzenie i mówiąc, cóż, szczerze. - W najbliższych dniach sam się przekonam, czy faktycznie jesteś taka... perfekcyjna - zapowiedziałem i schowałem fiolki do kieszeni w szacie.
Najgorzej, bo miałem wartę, a już miałem ochotę wychylić jeden z nich. Ale tego nie zrobię! Będę grzeczny!
Na dowód tych słów, czule pogłaskałem kieszeń i postanowiłem zmienić temat. Poniekąd.
- Zatem, wiszę ci przysługę - odparłem oczywiście wyprostowany dumnie jak struna. Niezbyt mi się podobało, że teraz to ja miałem służyć Paxton czymkolwiek chciała, ale dałem słowo. Miałem aby nadzieję, że nie wykorzysta sytuacji aby mnie upokorzyć przy przyjaciołach. - W czym mogę ci pomóc? - zapytałem. Avelina mogła się przekonać, że nader lekko wyszło to z moich warg. Nawet się nie skrzywiłem. Jedynie się obawiałem, co być może mogła wyczytać z mojego spojrzenia. Trudno, brałem to na klatę. Ewentualnie przyrzeknę sobie, że więcej się z nią nie ułożę.
Z kolei, ja sam potrafiłem kłamać. Ukrywałem swoją prawdziwą twarz, czasami nawet przed samym sobą, aczkolwiek nie do tego dążyłem swoimi myślami. Bardziej chodziło mi o to, że przez to byłem bardziej wyczulony na punkcie kłamstwa. Z reguły dostrzegałem krętaczy, widziałem ich już z kilometra.
I musiałem przyznać, że Avelina Paxton była ambitna. Jeśli już coś miała do zrobienia, to znalazła sposób by to wykonać - wkręciła w to samego profesora eliksirów. Zaimponowała mi. Nie kłamała pod tym kątem. Jej wypowiedź była zbyt długa i wylewna.
Wziąłem od niej flakoniki i obejrzałem przy świetle. Były opisane. Jeden był eliksirem uspokajającym, zaś drugi był na dobry sen. Aż zrobiło mi się jakoś tak... dziwnie w piersi. Miło? Niezbyt przyjemnie, ale... Sam nie wiedziałem. Wzruszyłem się? Nie, to nie mogło być to. Zresztą, to był tylko biznes.
- Dobrze, dziękuję - odparłem, podnosząc na nią spojrzenie i mówiąc, cóż, szczerze. - W najbliższych dniach sam się przekonam, czy faktycznie jesteś taka... perfekcyjna - zapowiedziałem i schowałem fiolki do kieszeni w szacie.
Najgorzej, bo miałem wartę, a już miałem ochotę wychylić jeden z nich. Ale tego nie zrobię! Będę grzeczny!
Na dowód tych słów, czule pogłaskałem kieszeń i postanowiłem zmienić temat. Poniekąd.
- Zatem, wiszę ci przysługę - odparłem oczywiście wyprostowany dumnie jak struna. Niezbyt mi się podobało, że teraz to ja miałem służyć Paxton czymkolwiek chciała, ale dałem słowo. Miałem aby nadzieję, że nie wykorzysta sytuacji aby mnie upokorzyć przy przyjaciołach. - W czym mogę ci pomóc? - zapytałem. Avelina mogła się przekonać, że nader lekko wyszło to z moich warg. Nawet się nie skrzywiłem. Jedynie się obawiałem, co być może mogła wyczytać z mojego spojrzenia. Trudno, brałem to na klatę. Ewentualnie przyrzeknę sobie, że więcej się z nią nie ułożę.