Odważyła się na niego spojrzeć, odważyła się obserwować każdą zmianę na jego twarzy, ale był tak perfekcyjną żmiją, że nic nie była w stanie w nim wyczytać. Czasami w jego oczach zobaczyła wahanie, obawę. Miała nad nim niemałą władze, mogła teraz od niego zażądać czego chciała, ale nie wiedziała czego. Nie przygotowała się na to pytanie, ale powinna się go spodziewać. Czuła się tak jakby zapomniała o teście z jakiejś lekcji i nie znała żadnych odpowiedzi. Patrzyła na niego i czuła jak w brzuchu żołądek robił jej fikołki. Bała się, że faktycznie jej nie uwierzy i jej praca pójdzie na marne, bo nie chciała uznania profesora i dodatkowych ocen z eliksirów. Chciała uznania od Rookwooda. Chciała mu udowodnić, że była inteligentna, perfekcyjna, idealna. Chciała, aby był na nią jeszcze bardziej wściekły, że jest lepsza niż myślał, chciała mu utrzeć nosa i pokazać, że się myli.
To był jej nowy cel – udowadniać mu, że jest perfekcyjna i jego myślenie na temat mugolaków jest błędne oraz nieodpowiednie, że jego światopogląd nie ma pokrycia w rzeczywistości. Chciała go zniszczyć, mimo że zawsze uważała, iż kocha ludzi i chce być dla nich dobra. Rookwood jednak zrobił błąd próbując ją tamtego dnia wystraszyć, że próbował ją zniszczyć i pokazać, że jest słaba, bo Avelina Paxton nie była słaba. Była skorpionem, który w odpowiednim momencie pluł jadem i chował się pod pancerzem.
Jego podziękowania połechtały jej ego, połechtały jej dumę i oczekiwania wobec tego spotkania. Widziała w jego oczach coś, czego wcześniej nie widziała, ale nie potrafiła tego określić. Nie potrafiła tego do niczego przypisać, co pasowałoby do niego.
– Zapewniam, jestem. – odparła zbyt pewnie, zbyt nonszalancko jak na siebie. Nigdy taka nie była. Chyba Rookwood tworzył w niej osobę, która miała zawładnąć światem, a której nigdy nie dopuszczała do siebie, gdy była wśród przyjaciół. Dziwnie się z tym czuła i mógł to zobaczyć w jej oczach, mógł dostrzec, że peszy się swoim własnym zachowaniem.
Przez chwilę stała i nie odpowiadała na jego pytanie jakby intensywnie myślała o tym, co mogłaby od niego chcieć, a potem przypomniała sobie, co czytała w książce od transmutacji. W bibliotece nadrabiała materiał z trzeciej klasy, bo była ciekawa o czym się będą uczyć i było tam coś o animagach.
– Załatw mi kilka liści mandragory – odpowiedziała po chwili bez wahania.