09.07.2023, 16:08 ✶
Dłuższą chwilę trzymała mnie w niepewności, samej nie wiedząc, o co mogłaby mnie poprosić. Popędziła gdzieś myślami, nieco zniesmaczona nieprzygotowaniem, co było z kolei typowo krukońskie, a ja tak stałem, mając przeogromną nadzieję, że będzie w tych prośbach rozważna.
Przez tę chwilę miałem również czas na dokładniejsze przyjrzenie się jej twarzy. Była pucata, ale nie gruba. Delikatna. Gdyby nie otwierała ust, mogłaby uchodzić za łagodną. Kolor jej oczu był w tej chwili słabo widoczny z racji słabego światła, podobnie jak barwa włosów, ale miała grube, zdrowe włosy. Pełne wargi, ale zauważyłem już wcześniej, podobnie jak i teraz, że za bardzo je zagryzała. Miejscami były popękane, czym nie pasowały do reszty jej zdrowego ciała. Nie powinna była tego robić, ale może była zbyt mało pewna siebie? Dostrzegłem przez moment, że tak nie do końca było jej po drodze z przechwałkami czy pluciem jadem, jak gdyby próbowała ukryć w sobie tę pewną siebie, waleczną czarownicę. Jak widać, każdy miał w szafach poukrywane demony.
I nie byliśmy przyjaciółmi, więc miałem to w głębokim poważaniu. Już chciałem się odezwać, że jej głowa paruje od nadmiernego myślenia, ale zdążyła wymyślić. Nie było tak źle, ale dobrze też nie było. Mandragory to suki, a na dodatek babka od zielarstwa miała fioła na punkcie swojego ogródka. Trzeba będzie się zakraść. Może nocą podczas warty?
- Okej, ale trochę to potrwa - zastrzegłem. Nie będzie tak, że jutro się obudzi z zielskiem na poduszce. Potrzebowałem to zrobić z rozwagą by nie stracić tytułu pupilka kadry nauczycielskiej.
- Do czego ci liście mandragory? - wypaliłem ciekawski, nawet za bardzo tego nie przemyślałem. Po prostu zapytałem, jak gdyby mnie to serio ciekawiło. Może ciekawiło? Ale po co? Znając ją, to nie było nic nielegalnego, ale... Kto wie? - Obserwuję błonia przez okno. Może chcesz na chwilę dołączyć... - zaproponowałem, ewidentnie zakopując na chwilę topór wojenny. Byłem trochę zmęczony, więc towarzystwo miało mi pomóc przetrwać do rana, poza tym... Byłem gotów pogadać sobie z Paxton? Ale o czym? Czy my mieliśmy wspólne tematy?
Przez tę chwilę miałem również czas na dokładniejsze przyjrzenie się jej twarzy. Była pucata, ale nie gruba. Delikatna. Gdyby nie otwierała ust, mogłaby uchodzić za łagodną. Kolor jej oczu był w tej chwili słabo widoczny z racji słabego światła, podobnie jak barwa włosów, ale miała grube, zdrowe włosy. Pełne wargi, ale zauważyłem już wcześniej, podobnie jak i teraz, że za bardzo je zagryzała. Miejscami były popękane, czym nie pasowały do reszty jej zdrowego ciała. Nie powinna była tego robić, ale może była zbyt mało pewna siebie? Dostrzegłem przez moment, że tak nie do końca było jej po drodze z przechwałkami czy pluciem jadem, jak gdyby próbowała ukryć w sobie tę pewną siebie, waleczną czarownicę. Jak widać, każdy miał w szafach poukrywane demony.
I nie byliśmy przyjaciółmi, więc miałem to w głębokim poważaniu. Już chciałem się odezwać, że jej głowa paruje od nadmiernego myślenia, ale zdążyła wymyślić. Nie było tak źle, ale dobrze też nie było. Mandragory to suki, a na dodatek babka od zielarstwa miała fioła na punkcie swojego ogródka. Trzeba będzie się zakraść. Może nocą podczas warty?
- Okej, ale trochę to potrwa - zastrzegłem. Nie będzie tak, że jutro się obudzi z zielskiem na poduszce. Potrzebowałem to zrobić z rozwagą by nie stracić tytułu pupilka kadry nauczycielskiej.
- Do czego ci liście mandragory? - wypaliłem ciekawski, nawet za bardzo tego nie przemyślałem. Po prostu zapytałem, jak gdyby mnie to serio ciekawiło. Może ciekawiło? Ale po co? Znając ją, to nie było nic nielegalnego, ale... Kto wie? - Obserwuję błonia przez okno. Może chcesz na chwilę dołączyć... - zaproponowałem, ewidentnie zakopując na chwilę topór wojenny. Byłem trochę zmęczony, więc towarzystwo miało mi pomóc przetrwać do rana, poza tym... Byłem gotów pogadać sobie z Paxton? Ale o czym? Czy my mieliśmy wspólne tematy?