09.07.2023, 16:24 ✶
Dla Lety obecność Rookwooda była czymś wręcz naturalnym, nawet jeśli nie stanowił „trzonu” ekipy archeologicznej, tylko należało go bardziej porównać do wolnego strzelca, który przychodzi i odchodzi. Zresztą, jakkolwiek by nie patrzeć, czasem zdawało się, że tak było zawsze – Cal, Ulysses i Leta, gdzie Shafiq stanowił filar tej trójki.
Zresztą, nawet nie tyle trójki, co i całej „stałej” ekipy archeologicznej.
Podziękowała z uśmiechem Pandorze za kubek kawy; wprawdzie już jedną (no dobrze, dwie…) miała już za sobą, ale jako że kawy nigdy za wiele – nie omieszkała wlać w siebie kolejną. Nawet już smak miał drugorzędne znaczenie; najważniejsze, by ten napój zawierał w sobie kofeinę. I tak, naczynie zostało odstawione, zanim poszli na wycieczkę krajoznawczą – może i znała już jako tako teren, co nie znaczyło, że chciała się tam pchać z kubkiem. Z różnych powodów.
I w zasadzie wszystko byłoby wręcz idealne, gdyby nie skwaszona mina Nell; ale na to już machnęła ręką. Może błąd, może nie, dopóki jednak uzdrowicielka nie narzekała głośno – przez co świerzbiłyby mocno palce, wyrywające się do różdżki, aby cisnąć Silencio – to… na dobrą sprawę mogła mieć tak zły humor, jak sobie tylko życzyła. Byleby nie przeszkadzała w tym, co tu robili. Tylko i aż tyle.
- Nie powiem, to byłoby bardzo pomocne, gdyby udało się z tym duchem pogadać – przyznała; jeśli tylko duch raczyłby zwrócić na nich uwagę i pogrzebać w swojej pamięci… tak, mógł być źródłem bezcennych wręcz informacji, oszczędzając przy okazji żmudnego analizowania dosłownie każdej znajdźki. Nie to, że miała coś przeciwko temu – inaczej nigdy by nie została archeologiem – niemniej… czasem miło ułatwić sobie składanie wszystkich puzzli, prawda?
- Właściwości – pozwoliła sobie odpowiedzieć na zadane przez Sebastiana pytanie. Ale też w końcu… sama je oglądała, prawda? Na własne oczy, nawet jeśli nie całkiem dosłownie. W końcu nie znajdowała się we własnym ciele, gdy je wypatrzyła... - Zdaje się, że to są jakieś amulety, ale nie jestem ekspertem, żeby móc konkretnie ocenić, co i jak – uzupełniła.
Cóż, nie musiała być alfą i omegą, żeby móc stwierdzić wszystko od A do Z – od czegoś właśnie zatrudniali konsultantów, prawda?
Zresztą, nawet nie tyle trójki, co i całej „stałej” ekipy archeologicznej.
Podziękowała z uśmiechem Pandorze za kubek kawy; wprawdzie już jedną (no dobrze, dwie…) miała już za sobą, ale jako że kawy nigdy za wiele – nie omieszkała wlać w siebie kolejną. Nawet już smak miał drugorzędne znaczenie; najważniejsze, by ten napój zawierał w sobie kofeinę. I tak, naczynie zostało odstawione, zanim poszli na wycieczkę krajoznawczą – może i znała już jako tako teren, co nie znaczyło, że chciała się tam pchać z kubkiem. Z różnych powodów.
I w zasadzie wszystko byłoby wręcz idealne, gdyby nie skwaszona mina Nell; ale na to już machnęła ręką. Może błąd, może nie, dopóki jednak uzdrowicielka nie narzekała głośno – przez co świerzbiłyby mocno palce, wyrywające się do różdżki, aby cisnąć Silencio – to… na dobrą sprawę mogła mieć tak zły humor, jak sobie tylko życzyła. Byleby nie przeszkadzała w tym, co tu robili. Tylko i aż tyle.
- Nie powiem, to byłoby bardzo pomocne, gdyby udało się z tym duchem pogadać – przyznała; jeśli tylko duch raczyłby zwrócić na nich uwagę i pogrzebać w swojej pamięci… tak, mógł być źródłem bezcennych wręcz informacji, oszczędzając przy okazji żmudnego analizowania dosłownie każdej znajdźki. Nie to, że miała coś przeciwko temu – inaczej nigdy by nie została archeologiem – niemniej… czasem miło ułatwić sobie składanie wszystkich puzzli, prawda?
- Właściwości – pozwoliła sobie odpowiedzieć na zadane przez Sebastiana pytanie. Ale też w końcu… sama je oglądała, prawda? Na własne oczy, nawet jeśli nie całkiem dosłownie. W końcu nie znajdowała się we własnym ciele, gdy je wypatrzyła... - Zdaje się, że to są jakieś amulety, ale nie jestem ekspertem, żeby móc konkretnie ocenić, co i jak – uzupełniła.
Cóż, nie musiała być alfą i omegą, żeby móc stwierdzić wszystko od A do Z – od czegoś właśnie zatrudniali konsultantów, prawda?