09.07.2023, 16:50 ✶
Zaprosiłem ją gestem do okna, samemu postępując tych kilka kroków i siadając w tym samym miejscu co wcześniej. Wieczorami i wczesnym porankiem spacerowałem po korytarzach, ale w środku nocy rzadko kogo można było spotkać na spacerkach, więc obserwowałem błonia by przypadkiem nikt się nie wypuścił ze szkoły. W szkole co mogło im się stać...? Ale poza szkołą, to już inna bajka. Tam czaiły się wstrętne bestie. Las groźnie majaczył w oddali. Był czarną plamą. Nie wszedłbym tam w nocy. Za dnia miałem już poważne obawy.
Pokiwałem głową, kiedy do mnie dołączyła. Nie odrywałem spojrzenia od błoni. Niebawem miała być pełnia. Myślę, że to dlatego było tak jasno. Może też dlatego zapadła między nami cisza? A może dlatego że nie chciała odpowiadać na zadane przeze mnie pytanie? Może nie chciała ze mną rozmawiać? Ale w takim razie dlaczego się dosiadła?
Zacisnąłem wargi. Zaczynałem się stresować. Niepotrzebnie, ale jednak. Trwało to do czasu, póki na powrót się nie odezwała. Kiedy mówiła, mogła dostrzec zaskoczenie na mojej twarzy. Odwróciłem się w jej kierunku.
- Super sprawa. Ja niestety nie mam umiejętności... transmutacyjnych - przyznałem, po czym nabrałem powietrza, jakbym chciał coś jeszcze dodać, ale nie byłem pewny, czy to było odpowiednie. I faktycznie tak było. Pragnąłem się z nią czymś podzielić i... Pal licho. Jeśli mnie wyśmieje, ewentualnie znowu będziemy się obrzucać kupą.
- Ale będę chciał się nauczyć magii bezróżdżkowej. Prawie każdy z mistrzów pojedynkowych się tym parał - przyznałem, nie patrząc na nią. Urwałem kontakt, obawiając się, co ujrzę w jej twarzy. Za to skupiłem uwagę na okładce książki, którą jeszcze chwilę temu czytałem. Pogłaskałem jej okładkę. - To bardzo trudne, ale to byłoby COŚ - dodałem zafascynowany. Wyobrażałem sobie wielokrotnie, jak zaskakuję swojego ojca podobną umiejętnością, kiedy się pojedynkowaliśmy. Nie zawsze można obronić się przed wytrąceniem różdżki z dłoni, a co, gdybym mógł różdżkę na powrót przywołać do siebie? Wracaj tu, łachudro! Walczymy dalej! Choć nie powiem, ja i moja różdżka byliśmy dobraną parą. Nie wyobrażałem sobie rzucania zaklęć z innego kijaszka.
Pokiwałem głową, kiedy do mnie dołączyła. Nie odrywałem spojrzenia od błoni. Niebawem miała być pełnia. Myślę, że to dlatego było tak jasno. Może też dlatego zapadła między nami cisza? A może dlatego że nie chciała odpowiadać na zadane przeze mnie pytanie? Może nie chciała ze mną rozmawiać? Ale w takim razie dlaczego się dosiadła?
Zacisnąłem wargi. Zaczynałem się stresować. Niepotrzebnie, ale jednak. Trwało to do czasu, póki na powrót się nie odezwała. Kiedy mówiła, mogła dostrzec zaskoczenie na mojej twarzy. Odwróciłem się w jej kierunku.
- Super sprawa. Ja niestety nie mam umiejętności... transmutacyjnych - przyznałem, po czym nabrałem powietrza, jakbym chciał coś jeszcze dodać, ale nie byłem pewny, czy to było odpowiednie. I faktycznie tak było. Pragnąłem się z nią czymś podzielić i... Pal licho. Jeśli mnie wyśmieje, ewentualnie znowu będziemy się obrzucać kupą.
- Ale będę chciał się nauczyć magii bezróżdżkowej. Prawie każdy z mistrzów pojedynkowych się tym parał - przyznałem, nie patrząc na nią. Urwałem kontakt, obawiając się, co ujrzę w jej twarzy. Za to skupiłem uwagę na okładce książki, którą jeszcze chwilę temu czytałem. Pogłaskałem jej okładkę. - To bardzo trudne, ale to byłoby COŚ - dodałem zafascynowany. Wyobrażałem sobie wielokrotnie, jak zaskakuję swojego ojca podobną umiejętnością, kiedy się pojedynkowaliśmy. Nie zawsze można obronić się przed wytrąceniem różdżki z dłoni, a co, gdybym mógł różdżkę na powrót przywołać do siebie? Wracaj tu, łachudro! Walczymy dalej! Choć nie powiem, ja i moja różdżka byliśmy dobraną parą. Nie wyobrażałem sobie rzucania zaklęć z innego kijaszka.