Rok mijał bardzo szybko. Spotykali się rzadziej - co miało sens z racji na to, że Borgin wkładał dużo pracy, aby przygotować się do egzaminu aurorskiego. Wymagało to od niego sporego zaangażowania, akceptowała to, tym bardziej, że dotrzymywał słowa i pisał do niej tak często jak tylko mógł. Jeszcze trochę, chwila, a będą mieli to z głowy. W końcu egzamin zbliżał się wielkimi krokami. Wtedy będą mogli wrócić do dawnych zwyczajów i spotkań częstszych niż raz w tygodniu. Cieszyło ją to niesamowicie, nie mogła się doczekać, kiedy wreszcie będą mieli to za sobą. Stanely spełni swoje marzenie o zostaniu aurorem.
Czekała na niego, nie miała z tym problemu, bo te listy wypełniały pustkę, nie zostawił jej bez słowa. Pisał o tym, jak idą przygotowania, chwalił się swoimi sukcesami. Wyczekiwała ich zawsze z ogromnym entuzjazmem, była ciekawa, czego nowego się nauczył.
Dlatego też nieco ją zdziwiła połowa października. Poczta przestała do niej przychodzić. Zastanawiała się, czy nie jest to spowodowane problemami z jej kaczką. W końcu mogła mieć już dość dostarczania poczty. Nie było tak jednak. Listy docierały do jej siostry i rodziców. Problem musiał leżeć gdzieś indziej.
Wszystko wyjaśniło się w przeciągu kilku dni. Dostała list, o poranku o tym, że odbędzie się ceremonia. Zamarła gdy go przeczytała. Anne nie żyła. Pogrzeb miał się odbyć dzisiaj. Dlaczego tak późno została o tym poinformowana? Wydawało się jej, że Stanley powinien ją poinformować o takiej istotniej sprawie. Nie miała pojęcia dlaczego tego nie zrobił. Nie zastanawiała się nad tym długo, nie miała czasu. Musiała udać się na pogrzeb. Wypadałoby, żeby się pojawiła na ceremonii. Ubrała jedną z czarnych sukni, które miała w szafie i opuściła mieszkanie.
Pojawiła się w miejscu, które było podane w liście. Przystanęła z tyłu. Nie była w końcu z rodziny. Nie zamierzała więc pchać się do przodu. Przyszła godzina rozpoczęcia ceremonii pogrzebowej. Szukała wzrokiem Stanleya. Jednak nigdzie go nie dostrzegła. Czy to możliwe, że nie przyszedł na pogrzeb własnej matki? Był jej jedynym dzieckiem, nie mogło się tak wydarzyć. Tak zakładała. Jednak z każdą mijającą minutą jedynie utwierdzała się w tym, że nie było go tutaj.
Dotrwała do końca ceremonii, po czym wyszła dyskretnie na zewnątrz. Zaczęła się zastanawiać, dlaczego go tutaj nie było. Na pewno mocno przeżywał śmierć matki, w końcu sama go wychowywała, była jego jedynym rodzicem, ta strata musiała go zaboleć.
Nie zastanawiała się zbyt długo. Bardzo dobrze wiedziała, gdzie go znajdzie. No, przynajmniej tak przypuszczała, bo w pracy nie był, a jeśli nie był w pracy, to musiał być w mieszkaniu, w którym mieszkał z Anne.
Szła przed siebie bardzo szybkim tempem, a nie należała do tych osób, które były jakoś specjalnie wysportowane, warto więc docenić to poświęcenie. Znalazła się przed kamienicą, w której mieszkali. Weszła do środka.
Szybko dotarła przed ich drzwi wejściowe, właściwie teraz jego, bo matka przecież umarła. Zastukała w drzwi trzy razy. Nie usłyszała odpowiedzi, więc nacisnęła klamkę - drzwi były otwarte. Wślizgnęła się więc po cichu do środka.
Omiotła wzrokiem mieszkanie. Nie wyglądało najlepiej. Wszędzie unosił się dym papierosowy - można było zawiesić tu siekierę. Powoli, wchodziła w głąb mieszkania. Wydawało się być mocno zaniedbane, dawno tu nikt nie sprzątał.
Zobaczyła go przy stole. Nie wyglądał najlepiej. Szła w jego kierunku bez słowa. Właściwie to nie miała pojęcia, co powinna powiedzieć. Czuła jednak, że dobrze, że się tu znalazła. Czasami wystarczała sama obecność, słowa nie były potrzebne.