09.07.2023, 20:29 ✶
Potaknąłem. Obróciłem się nawet w jej kierunku by teraz z kolei na nią patrzeć. To nie było nic osobistego, coś, co mogła wyśmiać. Teoria. A o pojedynkach mogłem mówić nieprzerwanie, szczególnie że połknąłem na ten temat naprawdę wiele książek naukowych oraz opowieści.
- W Ugandzie, tak. To niesamowite, że przywiązują do tego tak wielkie znaczenie... Podobnie jak w Durmstrangu do tężyzny ciała oraz gracji w poruszaniu się. Te cechy też są przydatne w pojedynkach, szczególnie kiedy trzeba uskoczyć - przyznałem, nieco gestykulując dłońmi, niekiedy poprawiając księgę na swoich kolanach by nie spadła, ale też by zająć czymś ręce. - Wiadomo, jest bardzo dużo zaklęć obronnych, aczkolwiek nie zawsze można ich użyć. Zależy co skieruje przeciwko tobie przeciwnik - uzupełniłem myśl. Gdyby tak te wszystkie szkoły połączyły to, co w nich wyjątkowe, najlepsze, to powstałaby akademia szkoląca czarodziejów idealnych. Może dobrze, że nie istniała. Mogłem zebrać te informacje dla własnego użytku i doskonalić własne umiejętności według tych wskazówek. Marzyłem o tym by być najlepszym. Chciałem być najlepszy.
Ale też zapomniałem, że nie miałem nikomu o tym mówić, dlatego zamarłem. Głupio wyszło. Avelina była osobą, która mogła mi na złość, obwieścić to światu w szyderczy sposób. Balansowałem na niebezpiecznych granicach. Mimo wszystko nie zamierzałem się poddać. Chyba.
- Tylko... Gdybym mógł cię prosić, to nie mów o tym nikomu. Trzymam to dla siebie - przyznałem. Czułem lekki dyskomfort. Byłem przez to nieco spięty. Pragnąłem się tego nauczyć, a w odpowiednim momencie ukazać swoje umiejętności światu. Magia na wyciągnięcie ręki... To by była checa! I co by było, gdybym jednak nie sprostał wymaganiom? Dawałem w szkole radę, szczególnie kiedy zechciałem się przyłożyć, ale czy byłem aż tak wybitnym czarodziejem żeby nauczyć się magii bezróżdżkowej? Obawiałem się niekiedy, że nie.
- Może być różnie - dodałem, choć nie powinienem, bo to była oznaka słabości. Czemu to powiedziałem? Nie chciałem się ze swoimi słabościami dzielić z Aveliną, prawda? - Nieistotne. Powiedz mi lepiej... Jak wygląda nauka animagii. Nawet nie próbowałem tego zgłębiać ze względu na naturę. Ale to musi być niesamowite... Możesz wybrać zwierzę czy to coś, czego nie możesz kontrolować? - zapytałem, chcąc uciąć temat mnie i magii bezróżdżkowej. Kto wie? Może przy okazji dowiem się czegoś ciekawego? Może nauczę się animagii, co przyprawi mnie o rogi?
- W Ugandzie, tak. To niesamowite, że przywiązują do tego tak wielkie znaczenie... Podobnie jak w Durmstrangu do tężyzny ciała oraz gracji w poruszaniu się. Te cechy też są przydatne w pojedynkach, szczególnie kiedy trzeba uskoczyć - przyznałem, nieco gestykulując dłońmi, niekiedy poprawiając księgę na swoich kolanach by nie spadła, ale też by zająć czymś ręce. - Wiadomo, jest bardzo dużo zaklęć obronnych, aczkolwiek nie zawsze można ich użyć. Zależy co skieruje przeciwko tobie przeciwnik - uzupełniłem myśl. Gdyby tak te wszystkie szkoły połączyły to, co w nich wyjątkowe, najlepsze, to powstałaby akademia szkoląca czarodziejów idealnych. Może dobrze, że nie istniała. Mogłem zebrać te informacje dla własnego użytku i doskonalić własne umiejętności według tych wskazówek. Marzyłem o tym by być najlepszym. Chciałem być najlepszy.
Ale też zapomniałem, że nie miałem nikomu o tym mówić, dlatego zamarłem. Głupio wyszło. Avelina była osobą, która mogła mi na złość, obwieścić to światu w szyderczy sposób. Balansowałem na niebezpiecznych granicach. Mimo wszystko nie zamierzałem się poddać. Chyba.
- Tylko... Gdybym mógł cię prosić, to nie mów o tym nikomu. Trzymam to dla siebie - przyznałem. Czułem lekki dyskomfort. Byłem przez to nieco spięty. Pragnąłem się tego nauczyć, a w odpowiednim momencie ukazać swoje umiejętności światu. Magia na wyciągnięcie ręki... To by była checa! I co by było, gdybym jednak nie sprostał wymaganiom? Dawałem w szkole radę, szczególnie kiedy zechciałem się przyłożyć, ale czy byłem aż tak wybitnym czarodziejem żeby nauczyć się magii bezróżdżkowej? Obawiałem się niekiedy, że nie.
- Może być różnie - dodałem, choć nie powinienem, bo to była oznaka słabości. Czemu to powiedziałem? Nie chciałem się ze swoimi słabościami dzielić z Aveliną, prawda? - Nieistotne. Powiedz mi lepiej... Jak wygląda nauka animagii. Nawet nie próbowałem tego zgłębiać ze względu na naturę. Ale to musi być niesamowite... Możesz wybrać zwierzę czy to coś, czego nie możesz kontrolować? - zapytałem, chcąc uciąć temat mnie i magii bezróżdżkowej. Kto wie? Może przy okazji dowiem się czegoś ciekawego? Może nauczę się animagii, co przyprawi mnie o rogi?