Gdy zaczął opowiadać o czarowaniu, o szkołach i o różnych technikach nauczania w innych szkołach Avelina z delikatny, acz jak na nią ciepłym uśmiechem słuchała go. Lubiła słuchać ludzi, lubiła o nich wiedzieć różne rzeczy, ale nie dlatego, że chciała to wykorzystać przeciwko nim. Chciała to wiedzieć dla samej wiedzy, a może będzie kiedyś mogła sprawić komuś przyjemność, że zapamiętała jakiś mały szczegół, który był dla innych nieistotny. Usiadła tak, aby go obserwować i patrzeć jak wpada w ten temat całym sobą i był w tym piękny. Cholernie piękny, więc speszona swoimi myślami spojrzała znowu na błonia. Cieszyła się, że wokół było ciemniej niż za dnia i chłopak nie mógł zobaczyć znowu jej wypieków. Była tak bardzo niedoświadczona w obcowaniu z innymi uczniami, że peszyła ją nawet zwykła rozmowa, w której nie musiała się z nikim sprzeczać.
– Ja nie umiem się pojedynkować. Zawsze przegrywam i średnio wychodzą mi takie czary. Lepiej czuję się chowając się za kociołkiem… – wyznała, aby nie być mu dłużną. W prawdzie on mówił o swojej sile, a ona o słabości, lecz Avelina nie miała w sobie tyle pewności, aby stać się potężną. Jego wyznania nie miała zamiaru wykorzystywać przeciwko niemu. Był naprawdę ciekawym człowiekiem. Jakby w mroku krył całkiem dobrego chłopaka, a w świetle dnia ukazywała się jego bestia, za którą chronił swoje marzenia i pragnienia.
– Nie powiem, nie martw się o to, a ty nie mów, że chce być animagiem. – wyciągnęła do niego mały paluszek chcąc z nim wejść w układ. Jej tata zawsze tak robił, a przysięga na paluszek była święta, wręcz w jej mniemaniu potężniejsza niż ten czar wieczystej przysięgi. Uśmiechnęła się do niego zachęcająco. – Cóż. Po pierwsze trzeba trzymać w ustach od pełni do pełni, przez cały miesiąc, nieprzerwanie liść mandragory. Nie można go wyjąć, ani połknąć, trzeba go mieć cały czas w ustach, więc boję się, że polegnę już na tym – przeczesała włosy dłonią czując jak w serce wkrada się obawa. Jeszcze z nikim o tym nie rozmawiała. – potem trzeba uwarzyć eliksir i użyć do tego liścia i wypowiedzieć zaklęcie iii... to też długi proces – westchnęła, a potem zsunęła się z siedziska i stanęła przed nim.
– Rookwood, wiem że między nami jest… burzowo, ale jeśli będzie potrzebował pomocy przy uczeniu się magii bezróżdżkowej mogę ci jakoś pomóc z dala od oczu innych. Mogę nawet przyjść czasem, gdy będziesz miał nocne dyżury. – znowu zagryzła wargę, na której pojawiły się drobinki krwi, ponieważ rozwaliła je sobie już dawno. Nawet nie zwróciła na to uwagi. – W nocy będę ci pomagać, a w dzień dalej będziemy rywalizować.