09.07.2023, 21:59 ✶
Zrobiłem wielkie oczy, kiedy zaczęła opowiadać, w jaki sposób zostać animagiem. Nie dość, że odpadałem na etapie transmutacji, to jeszcze miesiąc memłania liścia - nie byłem tak wytrwały, a wisienką na torcie było jeszcze uwarzenie eliksiru. Podziwiałem ją, że nie skapitulowała na samym początku. Mi wystarczyłoby przeczytanie tego wszystkiego.
- Nie ukrywam, że to... Powiem ci, że sporo tego. Podziwiam, że zamierzasz się tego podjąć. Dosyć... Bardzo wymagające - odparłem. Byłem w szoku. Nie spodziewałem się takiej listy, tylu etapów, ale gdyby to nie było takie skomplikowane, to mielibyśmy zoo zamiast szkoły. Widziałem to oczami swojej wyobraźni i się wzdrygnąłem. Już wolałem szkołę z kilkunastoma szlamami aniżeli dziki zwierzyniec, którego nie dałoby się kontrolować.
- To może daj znać, kiedy będziesz gotowa, to załatwię świeży ten liść... - zaproponowałem, nie chcąc jej w żadnej nieodpowiedniej chwili przymuszać zdobyciem mandragory do rozpoczęcia tego procesu. - Myślę, że dasz radę. Co prawda nie znam cię jakoś szczególnie dobrze, ale jedno, co mogę rzecz o tobie to to, że jesteś uparta - pragnąłem zauważyć. Wyszło to ze mnie jakoś naturalnie. Zero złośliwości, zero kpiny w głosie. Może to jakiś nowy etap w naszej nie-przyjaźni? Potem będzie mordobicie?
Zauważyłem, że sama Avelina się w to zaangażowała. Nie do końca rozumiałem tego, co teraz pomiędzy nami było. Ona zdawała się to akceptować.
- Obawiam się, że nikt mi w tym nie pomoże. To kwestia dyscypliny, umiejętności oraz mocy, która w nas płynie... Jeśli nie okażę się wystarczająco silny, to nic z tego nie będzie - stwierdziłem niepocieszony. Tego się bałem. Tego, że ktoś mógłby się dowiedzieć o naszej nocnej rozmowie również, ale... nie tak bardzo jak porażki, bycia słabym. - Jeśli znajdziesz sposób, dzięki któremu mógłbym bardziej kumulować w sobie moc z natury... A uprzedzam, że liścia w ustach miesiąc nie utrzymam. To mogę ci zagwarantować - zaśmiałem się, choć stresowałem się. Wiele ode mnie oczekiwano, wiele sam od siebie oczekiwałem. Czasami czułem się bardzo tym zmęczony. Eliskiry pomogą mi odetchnąć. Chociaż na chwilę.
Patrzyłem tak na Avelinę z dołu i, cóż, znowu przygryzała wargi. Chciałem się odezwać w tej sprawie, ale... wydało mi się to nie na miejscu. Jakoś ostatnio nie miałem takiego problemu by być blisko niej, podczas naszego pierwszego spotkania.
- Nie ukrywam, że to... Powiem ci, że sporo tego. Podziwiam, że zamierzasz się tego podjąć. Dosyć... Bardzo wymagające - odparłem. Byłem w szoku. Nie spodziewałem się takiej listy, tylu etapów, ale gdyby to nie było takie skomplikowane, to mielibyśmy zoo zamiast szkoły. Widziałem to oczami swojej wyobraźni i się wzdrygnąłem. Już wolałem szkołę z kilkunastoma szlamami aniżeli dziki zwierzyniec, którego nie dałoby się kontrolować.
- To może daj znać, kiedy będziesz gotowa, to załatwię świeży ten liść... - zaproponowałem, nie chcąc jej w żadnej nieodpowiedniej chwili przymuszać zdobyciem mandragory do rozpoczęcia tego procesu. - Myślę, że dasz radę. Co prawda nie znam cię jakoś szczególnie dobrze, ale jedno, co mogę rzecz o tobie to to, że jesteś uparta - pragnąłem zauważyć. Wyszło to ze mnie jakoś naturalnie. Zero złośliwości, zero kpiny w głosie. Może to jakiś nowy etap w naszej nie-przyjaźni? Potem będzie mordobicie?
Zauważyłem, że sama Avelina się w to zaangażowała. Nie do końca rozumiałem tego, co teraz pomiędzy nami było. Ona zdawała się to akceptować.
- Obawiam się, że nikt mi w tym nie pomoże. To kwestia dyscypliny, umiejętności oraz mocy, która w nas płynie... Jeśli nie okażę się wystarczająco silny, to nic z tego nie będzie - stwierdziłem niepocieszony. Tego się bałem. Tego, że ktoś mógłby się dowiedzieć o naszej nocnej rozmowie również, ale... nie tak bardzo jak porażki, bycia słabym. - Jeśli znajdziesz sposób, dzięki któremu mógłbym bardziej kumulować w sobie moc z natury... A uprzedzam, że liścia w ustach miesiąc nie utrzymam. To mogę ci zagwarantować - zaśmiałem się, choć stresowałem się. Wiele ode mnie oczekiwano, wiele sam od siebie oczekiwałem. Czasami czułem się bardzo tym zmęczony. Eliskiry pomogą mi odetchnąć. Chociaż na chwilę.
Patrzyłem tak na Avelinę z dołu i, cóż, znowu przygryzała wargi. Chciałem się odezwać w tej sprawie, ale... wydało mi się to nie na miejscu. Jakoś ostatnio nie miałem takiego problemu by być blisko niej, podczas naszego pierwszego spotkania.