Skinęła tylko głową na jego słowa uznania. Miał rację, było to wymagające, trudne i wymagało od człowieka ogromnej samodyscypliny, aby utrzymać ten liść przez miesiąc w buzi. Bała się tego etapu, co jeśli przez przypadek go połknie? Najpierw chciała się oswoić z myślą, że będzie musiała to robić, a potem po prostu się za to zabrać. Uwarzenie eliksiru było dla niej jedną z prostszych części tego zadania. Musiała się do tego przyłożyć i w końcu kiedyś zostanie animagiem.
– Co do przemiany, to nie mam wpływu na zwierzę, którym się stanę. – przypomniała sobie, że nie odpowiedziała mu na to pytanie, a było w sumie najważniejsze. – Każdy ma w sobie jakieś zwierzę, które nas odzwierciedla. Tego najbardziej nie mogę się doczekać. – wyznała nieśmiało.
Znowu skinęła mu głową na informacje o świeżym liściu. Była ciekawa kiedy sama się zdecyduje i czy nadal będą ze sobą rozmawiać. Co jeśli on ukończy szkołę i dopiero wtedy będzie potrzebować tego liścia? Może będzie miała już inne znajomości? Może nauczyciel zielarstwa ją wspomoże w tym marzeniu? Na jego słowa o jej upartości tylko się uśmiechnęła. Trochę ją to połechtało, ponieważ wśród swoich znajomych nie była szczególnie uparta, wręcz zgadzała się na wszystko. To on w niej wytworzył tę upartość, ale z tym nie zamierzała się z nim dzielić. Oblizała swoje usta, bo poczuła jak niewielkie kropelki krwi tworzą się na jej wardze. Trochę się tym speszyła, ale musiała się jakoś opanować. Zasłoniła usta, aby ukryć ziewnięcie. Było już późno, a ona już dawno powinna spać, ale było jej przyjemnie w jego obecności o tej porze.
– Mogę być twoim przeciwnikiem jak będziesz trenować swoją wolę by na przykład przywołać przedmiot, który będę trzymać w rękach. To zawsze będzie dobry początek, aby zaskoczyć przeciwnika. – zauważyła, ale nie znała się na pojedynkach, więc nie wiedziała, czy to w ten sposób działa, aby czarować bez różdżki. – Poszukam jakichś informacji to może ci je przekażę jeśli będziesz chciał, ale nie będę za często ryzykować szlabanem wychodząc tak późno z dormitorium. – zauważyła unosząc łobuzersko brew ku górze.
Czuła się swobodnie, ale nadal miała spięte ramiona myśląc o tym, co działo się miesiąc temu w łazience. Nadal nie wiedziała, co chciał osiągnąć, a teraz chciała mu ufać. Westchnęła ciężko.
– Powinnam już wracać, może mnie odprowadzisz, aby przypadkiem mnie nikt nie złapał? Nie chce naprawdę problemów… – powiedziała zmartwiona.