09.07.2023, 22:18 ✶
Nie wątpiła w trudności, które sprawiała opiekunką — swoją bystrością, chłodem, zamiłowaniem do porządku oraz ciekawością, która pewnie była wstępem do jej sekcyjnej obsesji oraz do pracoholizmu, na który przecież Panna Black cierpiała. Cała jej przeszłość, każda jej ironia, przeczytanie zdanie — doprowadziły ją do miejsca, w którym się znajdowała i Cynthia nie sądziła, że Lycoris czegokolwiek żałowała. Nie wyglądała na kobietę, która gdybała na rozlanym mlekiem, ot stało się i już, należało ruszyć dalej. Dlatego była tak dobra w tym, co robiła — ufała swoim osądom. Flintówna obdarzała lodowatym spojrzeniem i ciętym komentarzem każdego, kto na jej przełożoną śmiał powiedzieć złe słowo podczas przyjęć czy innej formy spotkań Londyńskiej śmietanki towarzyskiej. Nie sądziła jednak, że przynosiła domowi Blacków jakąkolwiek hańbę. Obydwie były po prostu kobietami zbyt inteligentnymi, zbyt ambitnymi przy czasach, w których dane było im żyć. Krzywo patrzono na niewiasty osiągające tak wielki sukces, zwłaszcza w zdominowanym przez mężczyzn Ministerstwie. Powinny przecież bawić dzieci, haftować, spijać herbatki oraz wymieniać się ploteczkami przy akompaniamencie fortepianu.
One miały swoje towarzyskie schadzki przy trupach, zwykle w milczeniu lub przy wymienianiu poglądów, przy wykładach brunetki i skrupulatnej nauce Cynthii, przy godzinach spędzonych nad zszywaniem, krojeniem, warzeniem, sprawdzaniem zawartości żołądka. Zwykle przy kawie, czasem jakiejś przekąsce do niej, gdy tkwiły tu zbyt długo. Z prosektorium ciężko było je wygonić, do nadgodzin były przecież pierwsze.
Podniosła na nią spojrzenie, gdy ta obdarzyła ją swoim własnym, ciszę przerywało jedynie stukanie palców, które zupełnie Cyny nie wybijało z zamyślenia lub też kontemplacji, bo sama miała identyczny nawyk. Jego też podpatrzyła u swojej Mistrzyni?
- To utrudni wszystko, jeśli ofiary są przypadkowe i sprawi, że nasz morderca jest jeszcze bardziej niebezpieczny. Działa pod wpływem emocji, chwili? - mruknęła pod nosem, przyglądając się zgniłemu ciału, co najmniej jakby było dziełem sztuki. Tacy ludzie byli najbardziej fascynujący w swojej makabrze i zupełnie nie mierzwiła jej myśl, na jakie dziwadło z takim stwierdzeniem mogła wyjść w oczach innych. Takiej sprawy nie miały od lat, to chyba pierwsza taka, odkąd zaczęła tu staż, a później dostała normalną pracę, wciąż jednak szkolona i douczana przez Lycoris. Lubiła myśleć o sobie jak o jej prawej dłoni. Słuchała, gdy ta mówiła. Mówiła słusznie, zawsze w punkt.
- Geniusz z szaleństwem lub celem, którego nie rozumiemy. Obawiam się jednak, że będą nam kazać składać te puzzle, aby poznać ostateczną liczbę ofiar. - odparła z westchnieniem, ale trudno było stwierdzić, czy kryło one zadowolenie, czy raczej frustrację.
Osoba wykształcona, najprawdopodobniej uzdrowiciel lub osoba po kursach, czy też studiach w tych kierunku. Ewentualnie pracownik domu pogrzebowego, gdzie miałby okazję ćwiczyć na przygotowanych do spalenia lub pochowaniach ciałach, ale nie wypowiedziała swoich domysłów na głos. Jej wzrok powędrował do cięcia na klatce piersiowej, precyzyjnego.
- Może to nekromanta, który próbuje za pomocą serc przełamać jakieś tabu wskrzeszenia lub uzyskać nieśmiertelność? Ludzie zawsze gonili za długowiecznością, próbowali wygrać ze śmiercią. Skoro mamy pięć ciał, mnóstwo puzzli i elementów, a jednocześnie brygada odkryła miejsce, gdzie porzucał zwłoki.. Myślisz, że skończył, czy makabra dopiero się rozpocznie? - zapytała ją z nutą zaciekawienia w głosie, będąc skłonną uwierzyć w to, jak uzależniającą moc mogły mieć takie rzeczy, procesy. Sama wiedziała po sobie, sekcje nigdy się nie nudziły. A może pracował nad eliksirem lub lekarstwem, które wymagało włókien z serca? Czymś, co wyleczy którąś z chorób genetycznych? Palce Cyny zacisnęły się delikatnie, paznokcie subtelnie wbiły się w rękawiczkę, ale nie przebiły materiału. Ta ciekawość będzie nie do zniesienia.
One miały swoje towarzyskie schadzki przy trupach, zwykle w milczeniu lub przy wymienianiu poglądów, przy wykładach brunetki i skrupulatnej nauce Cynthii, przy godzinach spędzonych nad zszywaniem, krojeniem, warzeniem, sprawdzaniem zawartości żołądka. Zwykle przy kawie, czasem jakiejś przekąsce do niej, gdy tkwiły tu zbyt długo. Z prosektorium ciężko było je wygonić, do nadgodzin były przecież pierwsze.
Podniosła na nią spojrzenie, gdy ta obdarzyła ją swoim własnym, ciszę przerywało jedynie stukanie palców, które zupełnie Cyny nie wybijało z zamyślenia lub też kontemplacji, bo sama miała identyczny nawyk. Jego też podpatrzyła u swojej Mistrzyni?
- To utrudni wszystko, jeśli ofiary są przypadkowe i sprawi, że nasz morderca jest jeszcze bardziej niebezpieczny. Działa pod wpływem emocji, chwili? - mruknęła pod nosem, przyglądając się zgniłemu ciału, co najmniej jakby było dziełem sztuki. Tacy ludzie byli najbardziej fascynujący w swojej makabrze i zupełnie nie mierzwiła jej myśl, na jakie dziwadło z takim stwierdzeniem mogła wyjść w oczach innych. Takiej sprawy nie miały od lat, to chyba pierwsza taka, odkąd zaczęła tu staż, a później dostała normalną pracę, wciąż jednak szkolona i douczana przez Lycoris. Lubiła myśleć o sobie jak o jej prawej dłoni. Słuchała, gdy ta mówiła. Mówiła słusznie, zawsze w punkt.
- Geniusz z szaleństwem lub celem, którego nie rozumiemy. Obawiam się jednak, że będą nam kazać składać te puzzle, aby poznać ostateczną liczbę ofiar. - odparła z westchnieniem, ale trudno było stwierdzić, czy kryło one zadowolenie, czy raczej frustrację.
Osoba wykształcona, najprawdopodobniej uzdrowiciel lub osoba po kursach, czy też studiach w tych kierunku. Ewentualnie pracownik domu pogrzebowego, gdzie miałby okazję ćwiczyć na przygotowanych do spalenia lub pochowaniach ciałach, ale nie wypowiedziała swoich domysłów na głos. Jej wzrok powędrował do cięcia na klatce piersiowej, precyzyjnego.
- Może to nekromanta, który próbuje za pomocą serc przełamać jakieś tabu wskrzeszenia lub uzyskać nieśmiertelność? Ludzie zawsze gonili za długowiecznością, próbowali wygrać ze śmiercią. Skoro mamy pięć ciał, mnóstwo puzzli i elementów, a jednocześnie brygada odkryła miejsce, gdzie porzucał zwłoki.. Myślisz, że skończył, czy makabra dopiero się rozpocznie? - zapytała ją z nutą zaciekawienia w głosie, będąc skłonną uwierzyć w to, jak uzależniającą moc mogły mieć takie rzeczy, procesy. Sama wiedziała po sobie, sekcje nigdy się nie nudziły. A może pracował nad eliksirem lub lekarstwem, które wymagało włókien z serca? Czymś, co wyleczy którąś z chorób genetycznych? Palce Cyny zacisnęły się delikatnie, paznokcie subtelnie wbiły się w rękawiczkę, ale nie przebiły materiału. Ta ciekawość będzie nie do zniesienia.