09.07.2023, 22:19 ✶
W pierwszej chwili zwątpiła, gdy ujrzała tę plątaninę drzew. I tak po prawdzie, w pierwszym odruchu miała takie: a chuj z tym, zostawmy to może. Z drugiej strony… jak już coś robić, to robić porządnie, nieprawdaż?
Stąd też zadarła łepetynę do góry i się poskrobała po niej, mierzwiąc przy tym jeszcze bardziej czuprynę. Łamigłówka na pierwszy rzut oka nielicha, ale jeśli się odpowiednio długo przyjrzeć… zaczynała powoli dostrzegać pewne wzory, ścieżki, którymi można by podążyć, prawdopodobnie nie rozwalając wszystkiego bez pardonu.
- Powinnam dać radę – stwierdziła po krótkiej chwili przyglądania się i oceniania wskazanego drzewa. Tak, w teorii miała smykałkę do translokacji, choć to chyba bardziej wynikało z tego, iż była… cóż, niska i sporo rzeczy pozostawało poza jej zasięgiem. Ergo, musiała sobie radzić.
- To zaczynam. Pilnuj tego tam, bo nie ręczę za siebie, jeśli nagle zacznie pyskować – uprzedziła na wszelki wypadek uzdrowiciela. Tak, zaklęcia miały to do siebie, że słabły i w końcu przestawały działać – a dodając do tego kapryszącą magię, nie była w stanie ocenić, ile czasu błogosławionego milczenia pozostało.
Wdech, machnięcie różdżką… przez chwilę się wydawało, że zaraz jednak szlag wszystko trafi, ale nie – drzewo koniec końców uległo woli Lety, która je przekierowała na bok. Tam, gdzie nie będzie przeszkadzać.
Stąd też zadarła łepetynę do góry i się poskrobała po niej, mierzwiąc przy tym jeszcze bardziej czuprynę. Łamigłówka na pierwszy rzut oka nielicha, ale jeśli się odpowiednio długo przyjrzeć… zaczynała powoli dostrzegać pewne wzory, ścieżki, którymi można by podążyć, prawdopodobnie nie rozwalając wszystkiego bez pardonu.
- Powinnam dać radę – stwierdziła po krótkiej chwili przyglądania się i oceniania wskazanego drzewa. Tak, w teorii miała smykałkę do translokacji, choć to chyba bardziej wynikało z tego, iż była… cóż, niska i sporo rzeczy pozostawało poza jej zasięgiem. Ergo, musiała sobie radzić.
- To zaczynam. Pilnuj tego tam, bo nie ręczę za siebie, jeśli nagle zacznie pyskować – uprzedziła na wszelki wypadek uzdrowiciela. Tak, zaklęcia miały to do siebie, że słabły i w końcu przestawały działać – a dodając do tego kapryszącą magię, nie była w stanie ocenić, ile czasu błogosławionego milczenia pozostało.
Wdech, machnięcie różdżką… przez chwilę się wydawało, że zaraz jednak szlag wszystko trafi, ale nie – drzewo koniec końców uległo woli Lety, która je przekierowała na bok. Tam, gdzie nie będzie przeszkadzać.